Ulqliora, tak jak powiedziała, wróciła do szkoły. Nauczycielom
powiedziała, że wylądowała w szpitalu z powodu skręconej kostki. W końcu
jakoś musiała wytłumaczyć miesięczną nieobecność. I pomyśleć, że przez
cały ten czas jej ojciec wykorzystywał ją do... Aby zarabiać.
Współczułem
jej. Miała ojca psychopatę, zboczonego szefa, a matka (prawdopodobnie)
zmarła. Może właśnie z tego powodu była chłodna dla wszystkich, ale moim
zdaniem była po prost samotna.
-Hej Josh...- z obłoków wyrwał
mnie głos Lex'a. - Radził bym ci wiać- powiedział wskakując okularnika o
rudej czuprynie zmierzającego w moją stroną z srogim wyrazem twarzy. W
tym samym momencie mój telefon zawirował informując mnie o otrzymanej
wiadomości. A jaj treść brzmiała "Jestem przy wejściu na dach.
Przedstawisz mnie swoim przyjaciołom?", a po chwili druga "Jeśli nie i
tak masz przyjść!" wstałem jak oparzony.
-Chodźcie ze mną-szepnąłem do mojej paczki. Ci podążyli za mną, a rudzielec (chyba) rezygnował z pogoni za mną.
Idąc
po schodach słyszałem zaciekawione szepty moich przyjaciół, a powoli
kroki dochodzące z góry. I już po chwili stała przed nami stała
niebieskooka dziewczyna o białych włosach.
-Cześć wszystkim- powiedziała Ulqliora lekko się uśmiechając.
-To ją chciałeś nam przedstawić? Przecież wszyscy ją znamy...- powiedziała kpiącym głosem Aki.
-No tak, ale...- zacząłem, ale Romanos zakryła mi usta.
-Mam do was sprawę...-zaczęła. Przygotowałem się na to, iż powie o naszym "związku". -Potrzebuje waszej pomocy.
-Niby
czemu mamy ci pomagać?-wtrąciła się Suu. Nie wiem co zrobiła
białowłosa, ale wszyscy cofnęli się o krok. -Dobra, o co chodzi?
-W
mieście jest łowca, chce się go pozbyć. Wiem gdzie mieszka... Dużo o
nim wiem- wyjaśniła szczątkowo. Nie wiedziałem o co chodzi. Liam również
wyglądał na zagubionego.
-O-O co chodzi?-zapytałem ostrożnie. Ulqliora puściła mnie uśmiechając się lekko.
-Widzisz,
część z naszej grupki zna się na iluzji na tyle, że potrafimy założyć
soczewki w taki sposób iż tego nie zobaczysz-wytłumaczyła.
-Aha...-westchnąłem równocześnie z Li.
-A w mieście pojawił się łowca talentów-dodał Lex.
-A my nie chcemy powiadamiać wszystkich o naszych zdolnościach-zakończyła Aki.
Taa... Sorki, że taki krótki, ale nie miałam weny :/
środa, 18 listopada 2015
niedziela, 8 listopada 2015
Rozdział 11
Rin i Ulqliora wpatrywali sie sobie w oczy. Następnie zmierzyli wzajemnie wzrokiem od góry, do dołu.
-Kim jesteś?-zapytała Ulqliora z kamiennym wyrazem twarzy.
-Nazywam sie Rin Dreyal i jestem twoim ojcem-wytłumaczył mężczyzna. Białowłosa zaśmiała sie ironicznie i usiadła w fotelu.
-Ta jasne, a ja jestem Wróżką Zembuszką-powiedziała wracając do pracy.-Wybacz ale nie mam najmniejszego powodu aby ci wierzyć. Może i mój ojciec jest tropicielem, ale...
-Chodzi ci o tego gnoja który zabił Yuuki?-przetrwał czerwonooki siadając niedaleko Kamit'a.
-Skąd znasz imię mojej matki?-dopytywała dziewczyna nie przestając pracować.
-Powiedzmy, że byłem z nią w bliskim związku.
-To znaczy?-naciskała niebieskooka.
-Byliśmy kochankami- Na te słowa krew zawrzała w żyłach Romanos. "To przez niego ojciec zabił matkę..."pomyślała dziewczyna. Poczuła jak traci kontrole. Jej oczy sie zmieniły (jedno czerwone, a drugie czarno-czerwone) wiec pochyliła głowę.
-Zabije cię...-warknęła Ulqliora.
-To nie najlepszy pomysł- wtrącił sie Kisuke. -On jest wampirem, nie dasz mu rady...
-Wampir, ha...- mruknęła dziewczyna podnosząc wzrok. -Takiego jeszcze nie jadłam!-po ch słowach rzuciła sie na czerwonookiego mężczyznę. Ten ledwo uniknął ataku. Przyjrzał sie uważnie jej oczą. " Pół ghoul, pół wampir..." Pomyślał dalej uciekając. W końcu doszło do krótkiej wymiany ciosów i wampir wyładował na ziemi. Dziewczyna zbliżała sie do niego powolnym krokiem. Była wściekła i głodna, widział to w jej oczach. Postanowił zastosować podstęp. "Użyje siebie jako przynęty, a kiedy podejdzie wyssie jej krew na tyle aby żyła, ale straciła przytomność..."
-Bon apetit- powiedział wampir rozkładając ręce. Dziewczyna pobiegła w jego stronę, ale zatrzymała sie w połowie drogi.
-Myslisz, ze jestem taka głupia? Nie kpij za mnie- prychnęła białowłosą, a jej oczy wróciły do normy, tak jak ona pracy.-Jeśli masz mi coś do powiedzenia to po pracy.
-Jakaś ty chojna...
-Poprostu chce wiedzieć czy opłaca mi sie zabijanie cię-wtrąciła sie Rinowi w słowo.
-...I wyrozumiała...Ehh... Dobrze, wiec niech Kisuke po mnie zadzwoni-westchnął Dreyal zbliżając się drzwi. -Pa pa-dodał wychodząc.
Zdenerwowany Kamito wręcz wbijał paznokcie w sofę.
-Czym ty jesteś Ula-chan?-zapytał ostrożnie.
-Chyba ghoulem...-powiedziała Ulqliora podpisujac kolejny dokument.
-Chyba..? To znaczy, tak? Czyli... Żywisz się ludźmi?
-Ograniczam sie do martwych obiadków....
-A mnie zjesz?-przerwał czarnooki.
-A jesteś trupem?- Romanos spojrzała na chłopaka z irytacją.
-Nie...
-Wiec masz odpowiedź-to mówiąc wróciła do pracy. Chłopak podszedł do niej i oparł sie rekami na biurku.
-Ula-chan...
-Co?-warknęła dziewczyna odwracając sie w stronę czarnowłosego. W tym momencie Kamito nachylił sie i pocałował Ulqliorę w usta.
-Kocham cię.
-DO ROBOTY, ZBOCZONY IDIOTO!
-Tak, tak... <3
Ohayo!
Wybaczcie, że tyle zwlekałam, ale nie miałam dostępu do internetu.
Mam nadzieje, żeni to wybaczycie.
poniedziałek, 12 października 2015
Rozdział 1 Ekstra
Josh kończył przepisywać ostatni zeszyt, gdy zadzwoniła komórka Lama. Smith odebrał telefon i...
-Gdzie ty jesteś idioto!? Miałeś dzisiaj przyjść na korepetycje! Po co ja szykuje te zadania!?-wrzasnął Jin do słuchawki.
-Eh... Przepraszam, ale Liam śpi-wytłumaczył szatyn.
-Przepraszam. Mógłbyś go obudzić i przekazać, że czekam na niego?
-Dobrze...
-Powiedział ci coś?
-Słucham?
-Czy mówił coś o mnie?
-T-Tak... Liam przybiegł do mnie zapłakany i wszystko mi wytłumaczył. Musisz zacząć nad sobą panować Jin-san- podsumował Smith.
-T-To nie twój interes!-powiedział Royal rozłączając się.
"Dziwny facet... Ciekawe czy każdy bogaty dzieciak się tak zachowuje..." pomyślał chłopak podchodząc do kanapy. Szturchną kilka razy śpiącego na niej Darkness'a. Brunet przetarł oczy i uniusł się na łokciach.
-Josh... Co się stało?-zapytał ospale.
-Jin dzwonił. Kazał przekazać, że czeka na ciebie-wytłumaczył brązowooki. Liam posmutniał. Po tym co Royal mu ostatnio powiedział nie miał ochoty się z nim spotkać, ale nie chciał zdenerwować Jin'a i stracić jedynej szansy na przyjaźń.
-D o b r a , pójdę...-wymamrotał i zabierając swoją torbę wyszedł z domu przyjaciela.
Dom Jin'a znajdował się w apartamentowcu, w centrum miasta. Liam złapał taxi i dotarł tam w mgnieniu oka. W końcu stał przed drzwiami swojego korepetytora. Wziął głęboki oddech i zadzwonił do drzwi, które po chwili otworzyły się i staną w nich rudowłosy okularnik.
-Spóźniłeś się-powiedział chłodnym tonem Royal.
-S-Sumimasen...-wyjąkał Liam mijając gospodarza. Rozebrał się z nawierzchniowych ubrań i udał się do salonu. Tam usiadł przy stole i wyjął z torby karty pracy które Jin kazał mu wykonać. Ten usiadł naprzeciwko niego i dał mu kolejny zestaw zadań, sam zaś zaczął poprawiać zadanie domowe Darkness'a.
-Etto...Wytłumaczysz mi to?-poprosił w pewnej chwili brunet.
-Pokaż- rudzielec usiadł obok niebieskookiego i zaczął tłumaczyć mu poszczególne zadania.
W końcu skończyli. Liam zaczął się pakować gdy Jin niespodziewanie zapytał.
-Naprawdę płakałeś?
"Kurde, skąd wie? Czyżby się domyślił? Może Josh mu powiedział..."przeraził się Liam.
-Wiesz każdy czasem musi się wypłakać. Ja potrafię czasem płakać bez powodu.... Hehehe...-zaśmiał się nerwowo niebieskooki. I najwyraźniej nie przekonał tym okularnika.-T-To ja już będę szedł. Dziękuje za pomoc...
-Zaczekaj-powiedział Jin łapiąc chłopaka i przytulając.-Przepraszam za to co wcześniej powiedziałem. Byłem zdenerwowany i wyżyłem się na tobie-wytłumaczył czterooki. Liam poczuł jak do jego oczu napływają łzy i powoli ściekają po policzkach. Chociaz nie był smutny, płakał i nie mógł tego zatrzymać.
-Nic się nie stało. Każdy ma gorsze dni- powiedział Darkness posyłając Royal'owi swój najgorętszy uśmiech.
-Gdzie ty jesteś idioto!? Miałeś dzisiaj przyjść na korepetycje! Po co ja szykuje te zadania!?-wrzasnął Jin do słuchawki.
-Eh... Przepraszam, ale Liam śpi-wytłumaczył szatyn.
-Przepraszam. Mógłbyś go obudzić i przekazać, że czekam na niego?
-Dobrze...
-Powiedział ci coś?
-Słucham?
-Czy mówił coś o mnie?
-T-Tak... Liam przybiegł do mnie zapłakany i wszystko mi wytłumaczył. Musisz zacząć nad sobą panować Jin-san- podsumował Smith.
-T-To nie twój interes!-powiedział Royal rozłączając się.
"Dziwny facet... Ciekawe czy każdy bogaty dzieciak się tak zachowuje..." pomyślał chłopak podchodząc do kanapy. Szturchną kilka razy śpiącego na niej Darkness'a. Brunet przetarł oczy i uniusł się na łokciach.
-Josh... Co się stało?-zapytał ospale.
-Jin dzwonił. Kazał przekazać, że czeka na ciebie-wytłumaczył brązowooki. Liam posmutniał. Po tym co Royal mu ostatnio powiedział nie miał ochoty się z nim spotkać, ale nie chciał zdenerwować Jin'a i stracić jedynej szansy na przyjaźń.
-D o b r a , pójdę...-wymamrotał i zabierając swoją torbę wyszedł z domu przyjaciela.
Dom Jin'a znajdował się w apartamentowcu, w centrum miasta. Liam złapał taxi i dotarł tam w mgnieniu oka. W końcu stał przed drzwiami swojego korepetytora. Wziął głęboki oddech i zadzwonił do drzwi, które po chwili otworzyły się i staną w nich rudowłosy okularnik.
-Spóźniłeś się-powiedział chłodnym tonem Royal.
-S-Sumimasen...-wyjąkał Liam mijając gospodarza. Rozebrał się z nawierzchniowych ubrań i udał się do salonu. Tam usiadł przy stole i wyjął z torby karty pracy które Jin kazał mu wykonać. Ten usiadł naprzeciwko niego i dał mu kolejny zestaw zadań, sam zaś zaczął poprawiać zadanie domowe Darkness'a.
-Etto...Wytłumaczysz mi to?-poprosił w pewnej chwili brunet.
-Pokaż- rudzielec usiadł obok niebieskookiego i zaczął tłumaczyć mu poszczególne zadania.
W końcu skończyli. Liam zaczął się pakować gdy Jin niespodziewanie zapytał.
-Naprawdę płakałeś?
"Kurde, skąd wie? Czyżby się domyślił? Może Josh mu powiedział..."przeraził się Liam.
-Wiesz każdy czasem musi się wypłakać. Ja potrafię czasem płakać bez powodu.... Hehehe...-zaśmiał się nerwowo niebieskooki. I najwyraźniej nie przekonał tym okularnika.-T-To ja już będę szedł. Dziękuje za pomoc...
-Zaczekaj-powiedział Jin łapiąc chłopaka i przytulając.-Przepraszam za to co wcześniej powiedziałem. Byłem zdenerwowany i wyżyłem się na tobie-wytłumaczył czterooki. Liam poczuł jak do jego oczu napływają łzy i powoli ściekają po policzkach. Chociaz nie był smutny, płakał i nie mógł tego zatrzymać.
-Nic się nie stało. Każdy ma gorsze dni- powiedział Darkness posyłając Royal'owi swój najgorętszy uśmiech.
Heja wszystkim mam nadzieje, że mój pierwszy rozdział na blogu wam się podoba. Ustaliliśmy z Ulquiorrą, że ja zajme się tym wątkiem, a ona tym głównym, czy ciekawszym...
Nazywajcie to jak wolicie.
W każdym bądź razie, pozdrawiam wszystkich czytelników.
Do następnego razu.
sobota, 10 października 2015
Wiadomości
Osoby, ktore były na facebookowej stronie bloga, pewnie już wiedzą więc to informacja dla tych nieświadomych. Mamy na blogu nowego autora. Co prawda to początkujący, ale ma prawdziwy talent (czytałam jego bloga).
Kilka dni temu poprosił mnie o współpracę i zgodziłam sie go przetestować. Tak wiec "Rozdział 11" zostanie napisany przez Yamamoto Hisagiego.
Mam nadzieje, że pomożecie mi w jego ocenie.
W ankiecie zagłosujecie czy ma zostać, czy nie, ale to dopiero po ukazaniu sie "Rozdziału 11"
Pasuje wam?
Link do FB:
https://www.facebook.com/groups/523416537805728/profile_completion/
środa, 7 października 2015
Rozdział 10
Kroki stawały się coraz głośniejsze. Wyskoczyłam przez okno i w ostatniej chwili uniknęłam ataku. "Skąd ten debil ma bazookę?" pomyślałam łapiąc torbę i spieprzając przed gnojem w las."Kiedyś zabije skurwiela..."
Wróciłam do domu Josha. Gdy tylko przekroczyłam próg wyczułam czyjąś obecność. "Ma gościa..." Postanowiłam udawać sympatyczną, wciągnęłam maskę i gogle motocyklowe po czym wpadłam do salonu udając gangstera.
-Hehehe... Nabrałam was- zaśmiałam się (udawałam) zdejmując maskę.
-Romano-chan... Czemu jesteś w domu Josha!?-"BOŻE!!! To ten dzieciak (Liam)! I co ma znaczyć Romano-chan? Dobra czas na kolejne kłamstewko..."
-Widzisz...-zaczęłam oplatając ramiona Smitha.-To mój chłopak.
<Oczętami Josencjusza...(XD)>
-Widzisz... To mój chłopak- powiedziała Ulqliora-san oplatając moją syję.
-U-Ulqliora-san!?- zawołałem oblewając się rumieńcem.
-To prawda?-zapytał niedowierzający Liam.
-Tak.
-Nie!-sprzeciwiłem się "swojej dziewczynie".
-Nie bądź taki nieśmiały. I tak by się domyślił- powiedziała Romanos całując mnie w policzek.-Ale to tajemnica, dotrzymasz jej Liam-kun- dodała białowłosa przesadnie przeciągając sylaby i puszczając oczko do chłopaka. Ten dostał krwotoku z nosa (chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego) i zemdlał.
-I czemuś to zrobiła?-zapytałem wycierając zakrwawioną twarz bruneta.
-W przeciwnym razie by nie uwierzył, a teraz nikomu nie powie że tu mieszkam- wytłumaczyła niebieskooka
-Jak to "mieszkasz tu"?
-Mówiłam ci że nie wracam do domu-powiedziała biorąc moje zeszyty i przepisując.-Ah... Jutro idę do szkoły, więc jeśli nie zdąże przepisywać to zrób to za mnie.
-A czemu miała byś nie zdążyć?-zapytałem.
-Bo niedługo idę do pracy.
-Czemu niby miałbym...
-Proszę-powiedziała dziewczyna wpatrując się we mnie błagalnym wzrokiem.
-N-No dobrze-westchnąłem.
-Dzięki-powiedziała\ Romanos i wróciła do nauki, a jej twarz znów była bez wyrazu...
<Hotel Pokojówek>
Krzątałem się po biurze, a góry dokumentów zdawały się rosnąć. Okazało się, że Ula-chan to zaginiona 16 lat temu córka Rina, który prawie mnie zabił gdy dowiedział się że ją zaliczyłem."Kurdę, nie radze sobie bez niej..." pomyślałem waląc pięścią w biurko, w skutek czego zostałem przysypany przez plik papierów. "Kurwa..."
-Ktoś sobie nie radzi?-usłyszałem znajomy, zimny głos.-Ty naprawdę jesteś idiotą-powiedziała Ulqliora wyciągając mnie spod sterty papierów.
-Ulq-chan!<3-zawołałem przytulając dziewczynę za co zostałem powalony kopniakiem w to co najcenniejsze.-Ała...
-Nie było mnie miesiąc, a ty sobie nie radzisz. Jak dawałeś radę wcześniej, idioto?
-Przestań i pomóż mi z tymi papierami, bo jak nie to cie zwolnię!-jęknąłem z łzami bólu w oczach-pogroziłem.
-I kto na tym straci?-zasugerowała białowłosa podając mi rozsypane wcześniej dokumenty.-Posortuj je, a ja zajmę się resztą.
-Kocham cię Ula-chan! <3
-Bez wzajemności-mruknęła dziewczyna wypisując dokumęty.
-Zimna jak zawsze-marudziłem segregując papiery.-właśnie, spotkałem twojego ojca.
-Co on tu robił!?-zerwała się niebieskooka.
-Szukał cie... - w tym momencie w drzwiach biura stanął czarnowłosy mężczyzna.-O wilku mowa. Witaj Rin.
Wróciłam do domu Josha. Gdy tylko przekroczyłam próg wyczułam czyjąś obecność. "Ma gościa..." Postanowiłam udawać sympatyczną, wciągnęłam maskę i gogle motocyklowe po czym wpadłam do salonu udając gangstera.
-Hehehe... Nabrałam was- zaśmiałam się (udawałam) zdejmując maskę.
-Romano-chan... Czemu jesteś w domu Josha!?-"BOŻE!!! To ten dzieciak (Liam)! I co ma znaczyć Romano-chan? Dobra czas na kolejne kłamstewko..."
-Widzisz...-zaczęłam oplatając ramiona Smitha.-To mój chłopak.
<Oczętami Josencjusza...(XD)>
-Widzisz... To mój chłopak- powiedziała Ulqliora-san oplatając moją syję.
-U-Ulqliora-san!?- zawołałem oblewając się rumieńcem.
-To prawda?-zapytał niedowierzający Liam.
-Tak.
-Nie!-sprzeciwiłem się "swojej dziewczynie".
-Nie bądź taki nieśmiały. I tak by się domyślił- powiedziała Romanos całując mnie w policzek.-Ale to tajemnica, dotrzymasz jej Liam-kun- dodała białowłosa przesadnie przeciągając sylaby i puszczając oczko do chłopaka. Ten dostał krwotoku z nosa (chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego) i zemdlał.
-I czemuś to zrobiła?-zapytałem wycierając zakrwawioną twarz bruneta.
-W przeciwnym razie by nie uwierzył, a teraz nikomu nie powie że tu mieszkam- wytłumaczyła niebieskooka
-Jak to "mieszkasz tu"?
-Mówiłam ci że nie wracam do domu-powiedziała biorąc moje zeszyty i przepisując.-Ah... Jutro idę do szkoły, więc jeśli nie zdąże przepisywać to zrób to za mnie.
-A czemu miała byś nie zdążyć?-zapytałem.
-Bo niedługo idę do pracy.
-Czemu niby miałbym...
-Proszę-powiedziała dziewczyna wpatrując się we mnie błagalnym wzrokiem.
-N-No dobrze-westchnąłem.
-Dzięki-powiedziała\ Romanos i wróciła do nauki, a jej twarz znów była bez wyrazu...
<Hotel Pokojówek>
Krzątałem się po biurze, a góry dokumentów zdawały się rosnąć. Okazało się, że Ula-chan to zaginiona 16 lat temu córka Rina, który prawie mnie zabił gdy dowiedział się że ją zaliczyłem."Kurdę, nie radze sobie bez niej..." pomyślałem waląc pięścią w biurko, w skutek czego zostałem przysypany przez plik papierów. "Kurwa..."
-Ktoś sobie nie radzi?-usłyszałem znajomy, zimny głos.-Ty naprawdę jesteś idiotą-powiedziała Ulqliora wyciągając mnie spod sterty papierów.
-Ulq-chan!<3-zawołałem przytulając dziewczynę za co zostałem powalony kopniakiem w to co najcenniejsze.-Ała...
-Nie było mnie miesiąc, a ty sobie nie radzisz. Jak dawałeś radę wcześniej, idioto?
-Przestań i pomóż mi z tymi papierami, bo jak nie to cie zwolnię!-jęknąłem z łzami bólu w oczach-pogroziłem.
-I kto na tym straci?-zasugerowała białowłosa podając mi rozsypane wcześniej dokumenty.-Posortuj je, a ja zajmę się resztą.
-Kocham cię Ula-chan! <3
-Bez wzajemności-mruknęła dziewczyna wypisując dokumęty.
-Zimna jak zawsze-marudziłem segregując papiery.-właśnie, spotkałem twojego ojca.
-Co on tu robił!?-zerwała się niebieskooka.
-Szukał cie... - w tym momencie w drzwiach biura stanął czarnowłosy mężczyzna.-O wilku mowa. Witaj Rin.
Hejo kochani!
Mam nadzieje że podoba wam się rozdziałek. :3
Serdecznie pozdrawiam Nikai-san i Toyotę z mojej klasy.
Mam nadzieje, że czekacie na więcej.
Do następnego rozdziału...
piątek, 2 października 2015
Rozdział 9
-Czyli uciekłaś z domu ponieważ ojciec zmusił cie do... Sama wiesz czego i przyszłaś się u mnie schować tak?-zapytał zdezorientowany szatyn. W końcu udało mu się wydusić z Ulqliory informacje, ale nie spodziewał się że jest tak źle.
-Tak, jeszcze coś chcesz wiedzieć?-zapytała dziewczyna z kamiennym wyrazem twarzy.
-Nie...-westchnął Josh.
-W takim razie pożycz mi jakieś ciemne dresy-powiedziała białowłosa.
-Co? Czemu niby miał bym...-Smith chciał się przeciwstawić, lecz dziewczyna już zaczęła się rozbierać. Nie wiedział do czego Romanos jest zdolna więc posłusznie wykonał polecone mu zadanie. Dziewczyna ubrała czarne dresy, tego samego koloru trampki oraz rękawiczki, oraz granatową bluzę.
-Podaj mi nóż-poleciła Joshowi.
-Po co ci nó...-nie zdążył dokończyć pytania, a dziewczyna odcięła kitkę.-Aha...
-Oddaje-powiedziała podając chłopakowi nóż i włosy. Następnie włożyła kaptur na głowę i oznajmując że niedługo wróci zamknęła za sobą drzwi. Josh spojrzał na trzymane w rękach włosy.
-Co ja mam z tym zrobić?-zapytał sam siebie.
Po chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Szatyn włożył włosy do kieszeni i poszedł potworzyć.
-Josh!-zawołał Liam rzucając się Smithowi na szyję.
-Liam! Co ci znowu odbija!?-zapytał Josh w tym samym momencie poczuł na ramieniu ciepłe krople. Zabrał przyjaciela do domu i zamykając za sobą drzwi zaprowadził do salonu.
-Napijesz się czegoś?-zaproponował brązowooki. Darkness kiwnął przecząco głową.-Nawet gorącej czekolady z mlekiem i bitą śmietaną (Liam lubi słodycze, a to najbardziej).
-A zrobiłbyś!?-oczy Liama błysnęły radością.
-Jasne, poczekaj chwilę.
-Jesteś ekstra Josh! No to co ten głupi Jin...-bąknął brunet.
-Royal? Co znów zrobił?-dopytywał Josh wyciągając kubki z szafy.
-Nie ogarniałem zadania z angielskiego,a on zaczął wyzywać mnie od idiotów. I nawet powiedział, że pomaganie mi to strata czasu-wytłumaczył niebieskooki. Josh w tym czasie zrobił czekoladę, dla siebie i Liama, i zaniusł do salonu.
-Może dzięki czekoladzie o tym zapomnisz?
<Tymczasem...>
Otarłam usta i nałożyłam maskę na twarz. Spojrzałam na martwe ciało faceta, który przed chwilą próbował mnie z molestować. Głupi zbok miał pecha, bo byłam wyjątkowo głodna. Kiedy już się najadłam poszłam do "swojego" domu. Ojciec zapewne porozstawiał pułapki gdybym miała się włamać, więc weszłam frontowymi drzwiami. To było tak oczywiste, że aż głupie, ale nie było tam pułapek. Poczułam jego zapach zewsząd. Ten okropny, zepsuty zapach tropiciela. Tak mój ojczulek pracuje jako tropiciel ghuli, a że ja nim jestem to nienawidzi mnie całym sercem. Lecz jestem tylko w połowie potworem więc dowództwo zakazało mnie zabijać dopóki nie sprawiam zagrożenia.
Mimo iż o z n a c z y ł cały dom, wyczułam że go w nim niema i omijając pułapki wparowałam do "mojego" pokoju. Spakowałam to co najpotrzebniejsze i otworzyłam okno z zamiarem wyjścia przez nie. W tym momencie poczułam natężenie znajomego mi smrodu.
-Wróciłaś do taty?-zarechotał złowieszczo mój ojciec.
Hejo kociaki!
Wybaczcie, że nie pisałam ale miałam problemy z netem.
Ale teraz już jest wszystko dobrze i mogę pisać, więc przygotujcie się za wstrząs! :D
-Tak, jeszcze coś chcesz wiedzieć?-zapytała dziewczyna z kamiennym wyrazem twarzy.
-Nie...-westchnął Josh.
-W takim razie pożycz mi jakieś ciemne dresy-powiedziała białowłosa.
-Co? Czemu niby miał bym...-Smith chciał się przeciwstawić, lecz dziewczyna już zaczęła się rozbierać. Nie wiedział do czego Romanos jest zdolna więc posłusznie wykonał polecone mu zadanie. Dziewczyna ubrała czarne dresy, tego samego koloru trampki oraz rękawiczki, oraz granatową bluzę.
-Podaj mi nóż-poleciła Joshowi.
-Po co ci nó...-nie zdążył dokończyć pytania, a dziewczyna odcięła kitkę.-Aha...
-Oddaje-powiedziała podając chłopakowi nóż i włosy. Następnie włożyła kaptur na głowę i oznajmując że niedługo wróci zamknęła za sobą drzwi. Josh spojrzał na trzymane w rękach włosy.
-Co ja mam z tym zrobić?-zapytał sam siebie.
Po chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Szatyn włożył włosy do kieszeni i poszedł potworzyć.
-Josh!-zawołał Liam rzucając się Smithowi na szyję.
-Liam! Co ci znowu odbija!?-zapytał Josh w tym samym momencie poczuł na ramieniu ciepłe krople. Zabrał przyjaciela do domu i zamykając za sobą drzwi zaprowadził do salonu.
-Napijesz się czegoś?-zaproponował brązowooki. Darkness kiwnął przecząco głową.-Nawet gorącej czekolady z mlekiem i bitą śmietaną (Liam lubi słodycze, a to najbardziej).
-A zrobiłbyś!?-oczy Liama błysnęły radością.
-Jasne, poczekaj chwilę.
-Jesteś ekstra Josh! No to co ten głupi Jin...-bąknął brunet.
-Royal? Co znów zrobił?-dopytywał Josh wyciągając kubki z szafy.
-Nie ogarniałem zadania z angielskiego,a on zaczął wyzywać mnie od idiotów. I nawet powiedział, że pomaganie mi to strata czasu-wytłumaczył niebieskooki. Josh w tym czasie zrobił czekoladę, dla siebie i Liama, i zaniusł do salonu.
-Może dzięki czekoladzie o tym zapomnisz?
<Tymczasem...>
Otarłam usta i nałożyłam maskę na twarz. Spojrzałam na martwe ciało faceta, który przed chwilą próbował mnie z molestować. Głupi zbok miał pecha, bo byłam wyjątkowo głodna. Kiedy już się najadłam poszłam do "swojego" domu. Ojciec zapewne porozstawiał pułapki gdybym miała się włamać, więc weszłam frontowymi drzwiami. To było tak oczywiste, że aż głupie, ale nie było tam pułapek. Poczułam jego zapach zewsząd. Ten okropny, zepsuty zapach tropiciela. Tak mój ojczulek pracuje jako tropiciel ghuli, a że ja nim jestem to nienawidzi mnie całym sercem. Lecz jestem tylko w połowie potworem więc dowództwo zakazało mnie zabijać dopóki nie sprawiam zagrożenia.
Mimo iż o z n a c z y ł cały dom, wyczułam że go w nim niema i omijając pułapki wparowałam do "mojego" pokoju. Spakowałam to co najpotrzebniejsze i otworzyłam okno z zamiarem wyjścia przez nie. W tym momencie poczułam natężenie znajomego mi smrodu.
-Wróciłaś do taty?-zarechotał złowieszczo mój ojciec.
Hejo kociaki!
Wybaczcie, że nie pisałam ale miałam problemy z netem.
Ale teraz już jest wszystko dobrze i mogę pisać, więc przygotujcie się za wstrząs! :D
poniedziałek, 14 września 2015
Rozdział 8 + Ulqliora vs Ulquiorra
-Ulqliora, zdajesz sobie sprawę, że historia o tobie jest bardzo, bardzo, BARDZO popularna?
-Nic mi o tym nie wiadomo.
-Serio cie to nie obchodzi?
-Niespecjalnie.
-Ale ty jesteś podła! Co ja mam im napisać?
-...
-Wiem, napisze gorący rozdzialik z tobą i twoim szefuniem. Zgodzisz się?
-Ale on jest irytujący.
-I co z tego?
-Ja go nie lubię
W tym momencie otworzyły się drzwi i do gabinetu wszedł czarnowłosy chłopak.
-Ula-chan, gdzie ty się podziewasz? Potrzebuję cie...! A-A-Autorka! Co ty tu robisz?!
-Faktycznie irytujący.
-A nie mówiłam.
-Ej, olałaś mnie!
-Czego chcesz?
-Napisz jakąś gorącą akcje ze mną i Ulą-chan...
-Odmawiam/Odmawiam
-CO? Dlaczego?
-Bo jesteś irytujący.
-Już wiem po kim Ula-chan jest taka zimna.
Kisuke upada na podłogę pod wpływem zderzenia jego głowy z krzesłem.
-B-Brutalna też jesteś...
-Po prostu mnie wkurzyłeś. Wracając do tematu co mam napisać żeby spodobało się czytelnikom?
-Pomiatanie Kamitem?
-To nie taki zły pomysł...
-Jesteście podłe... Co ja wam zrobiłem?(szloch)
-Nic, po prostu robisz za żałosnego zboczeńca (wredny uśmiech) Dobra więc pisze...!
-Autorko, proszę nie rób mi nic...
-Nie marudź zboku...
<W domu Josha...>
-U-Ulqliora-san! Co ty robisz?-zapytał szatyn odsuwając się od białowłosej.
-Patrze-wyjaśniła krótko Romanos.
-Właśnie widzę....-mruknął pod nosem Josh dodając po chwili.-Po co właściwie do mnie przyszłaś?
-Po prostu zwiałam z domu, a u tego zboka nie będę przesiadywać...-powiedziała Ulqliora klękając na łóżku i podpierając na rękach przechyliła się do tyłu.
~Jakiego zboka?~zapytał sam siebie szatyn, a w tym samym momencie dostrzegł czerwonawą plamę na rękawie bluzy i podobną na nodze.
-Ulqliora-san... Ty krwawisz- wyjąkał i pobiegł po apteczkę.
<Oczami Ulki-chan>
Patrzyłam z lekkim rozbawieniem jak chłopak biegał po domu szukając apteczki, a gdy ją znalazł opatrzył moje rany. Następnie posprzątał i poszedł pod prysznic. Spojrzałam na moje ciuchy, były brudne od ziemi i krwi "Nie, tak nie mogę być ubrana..." pomyślałam i zaczęłam szperać po szafach. Po chwili siedziałam ma łóżku w za dużej koszuli i bieliźnie.
Mój wzrok powędrował na laptop i przypomniałam sobie rozmowę na chacie. Złapałam urządzenie i podniosłam ekran. "Jak będzie o coś pytał to powiem, że chciałam coś sprawdzić..." pomyślałam hakując dostęp do chata, ale nic tam się nie działo. Po chwili usłyszałam skrzypiące drzwi i głos Josha.
-Co robisz z moim laptopem?-zapytał spoglądając na mnie i dodał po chwili powstrzymując jedną ręką krwotok z nosa (reakcja zachodząca w chwili nagłego podniecenie)-Co ty masz na sobie?
-Nie podniecaj się tak. Przecież nic nie widać...-mruknęłam odkładając laptopa.-Tylko coś sprawdzałam-wytłumaczyłam kładąc się twarzą do ściany i zasnęłam...
<Tymczasem...>
-Rin, nadal nie znalazłeś mojej pokojówki?!
-Znalazłem domek w lesie, przy którym szlak się urywa, a raczej zapachy dochodzące z tego budynku mi przeszkadzają...-wytłumaczył czerwonooki siadając w fotelu. -Jak ona w ogóle wygląda?-zapytał po chwili. Kamito podszedł do biurka i poszperał w szufladzie wyciągając zdjęcie białowłosej pokojówki. Dreyal wpatrywał się jak wyryty.
-Co się stało-zapytał Kisuke
-To jest twoja pokojówka?
-Od razu mówie, że ona jest moja i nie masz jej zabierać...
-To jest moja córka-powiedział Rin.
Konban-wa kochani. wybaczcie, że taki krótki, ale jakoś nie miałam weny. Wybaczcie mi to, prawda?
-Nic mi o tym nie wiadomo.
-Serio cie to nie obchodzi?
-Niespecjalnie.
-Ale ty jesteś podła! Co ja mam im napisać?
-...
-Wiem, napisze gorący rozdzialik z tobą i twoim szefuniem. Zgodzisz się?
-Ale on jest irytujący.
-I co z tego?
-Ja go nie lubię
W tym momencie otworzyły się drzwi i do gabinetu wszedł czarnowłosy chłopak.
-Ula-chan, gdzie ty się podziewasz? Potrzebuję cie...! A-A-Autorka! Co ty tu robisz?!
-Faktycznie irytujący.
-A nie mówiłam.
-Ej, olałaś mnie!
-Czego chcesz?
-Napisz jakąś gorącą akcje ze mną i Ulą-chan...
-Odmawiam/Odmawiam
-CO? Dlaczego?
-Bo jesteś irytujący.
-Już wiem po kim Ula-chan jest taka zimna.
Kisuke upada na podłogę pod wpływem zderzenia jego głowy z krzesłem.
-B-Brutalna też jesteś...
-Po prostu mnie wkurzyłeś. Wracając do tematu co mam napisać żeby spodobało się czytelnikom?
-Pomiatanie Kamitem?
-To nie taki zły pomysł...
-Jesteście podłe... Co ja wam zrobiłem?(szloch)
-Nic, po prostu robisz za żałosnego zboczeńca (wredny uśmiech) Dobra więc pisze...!
-Autorko, proszę nie rób mi nic...
-Nie marudź zboku...
<W domu Josha...>
-U-Ulqliora-san! Co ty robisz?-zapytał szatyn odsuwając się od białowłosej.
-Patrze-wyjaśniła krótko Romanos.
-Właśnie widzę....-mruknął pod nosem Josh dodając po chwili.-Po co właściwie do mnie przyszłaś?
-Po prostu zwiałam z domu, a u tego zboka nie będę przesiadywać...-powiedziała Ulqliora klękając na łóżku i podpierając na rękach przechyliła się do tyłu.
~Jakiego zboka?~zapytał sam siebie szatyn, a w tym samym momencie dostrzegł czerwonawą plamę na rękawie bluzy i podobną na nodze.
-Ulqliora-san... Ty krwawisz- wyjąkał i pobiegł po apteczkę.
<Oczami Ulki-chan>
Patrzyłam z lekkim rozbawieniem jak chłopak biegał po domu szukając apteczki, a gdy ją znalazł opatrzył moje rany. Następnie posprzątał i poszedł pod prysznic. Spojrzałam na moje ciuchy, były brudne od ziemi i krwi "Nie, tak nie mogę być ubrana..." pomyślałam i zaczęłam szperać po szafach. Po chwili siedziałam ma łóżku w za dużej koszuli i bieliźnie.
Mój wzrok powędrował na laptop i przypomniałam sobie rozmowę na chacie. Złapałam urządzenie i podniosłam ekran. "Jak będzie o coś pytał to powiem, że chciałam coś sprawdzić..." pomyślałam hakując dostęp do chata, ale nic tam się nie działo. Po chwili usłyszałam skrzypiące drzwi i głos Josha.
-Co robisz z moim laptopem?-zapytał spoglądając na mnie i dodał po chwili powstrzymując jedną ręką krwotok z nosa (reakcja zachodząca w chwili nagłego podniecenie)-Co ty masz na sobie?
-Nie podniecaj się tak. Przecież nic nie widać...-mruknęłam odkładając laptopa.-Tylko coś sprawdzałam-wytłumaczyłam kładąc się twarzą do ściany i zasnęłam...
<Tymczasem...>
-Rin, nadal nie znalazłeś mojej pokojówki?!
-Znalazłem domek w lesie, przy którym szlak się urywa, a raczej zapachy dochodzące z tego budynku mi przeszkadzają...-wytłumaczył czerwonooki siadając w fotelu. -Jak ona w ogóle wygląda?-zapytał po chwili. Kamito podszedł do biurka i poszperał w szufladzie wyciągając zdjęcie białowłosej pokojówki. Dreyal wpatrywał się jak wyryty.
-Co się stało-zapytał Kisuke
-To jest twoja pokojówka?
-Od razu mówie, że ona jest moja i nie masz jej zabierać...
-To jest moja córka-powiedział Rin.
Konban-wa kochani. wybaczcie, że taki krótki, ale jakoś nie miałam weny. Wybaczcie mi to, prawda?
środa, 19 sierpnia 2015
Rozdział 7
Yo misiaki, sorki za tak długą nieobecność. Już to nadrabiam...
Liam: Josh, gdzie żeś polazł. Właśnie zastanawialiśmy się jaki jest twój typ dziewczyny.
Lex: Nie "my" tylko "ty" mnie to nie interesuje.
Suu Ayasegava jest online.
Suu: Cześć, o czym gadacie?
Aki: Liam wypytuje Josha o różne rzeczy.
Josh: Dajcie mi spokój. Co ja wam zrobiłem?
Suu: Jakie sprawy?
Liam: Miłosne.
Suu: O, ja też mam pytanie!
Aki: Dajesz.
Suu: Josh, co cujesz do białowłosej Romanos?
Lex: Też jestem ciekaw.
Liam: Ja też.
Aki: I ja.
Josh: Dajcie mi spokój. To tylko koleżanka z klasy.
Suu: Naprawdę?
Josh: Tak. Muszę kończyć mam gości.
Lex: Narka.
Aki: Pa!
Suu/ Liam: Kto jest u ciebie?
Josh Smith wylogował/ła się z chata.
~Co za wścibscy ludzie...~pomyślał szatyn zamykając laptop i w tym samym momęcie usłyszał głos za plecami.
-Kto normalny zanosi pijaną "koleżanką z klasy" do swojego domu, a potem daje jej schronienie o nic nie pytając?
-U-Ulqliora-san!

No, i jest... Ciężko mi było pisać ten rozdział, po prostu miałam pustkę w głowie, ale jak tylko zobaczyłam te polubienia to jakoś poszło :P
Koniec dnia. Tylko na to
czekała. Ojciec poszedł, klienci tak samo. w końcu mogła się wymknąć.
Poprzedni facet nieumyślnie obluzował jej sznury także mogła uwolnić
jedną dłoń, a potem jakoś poszło. Po chwili stała obok materaca, który
robił za łóżko, ubierając znalezione spodnie i bluzę z kapturem. Włosy
związała bandażem (tym którym miała związane ręce) i nałożyła kaptur na
głowę. ~Muszę z tond jakoś uciec...~ pomyślała rozglądając się za
jakimś oknem. W końcu znalazła, ale było małe więc ledwo się
przecisnęła drąc bluzę i raniąc łydkę kawałkiem szkła. Stanęła na
leśnej ścieżce, rozmyślając jak zapomnieć o tym co ją spotkało i jak
odpłacić za to ojcu zaczęła iść ścieżką. Wszystko ją bolało, lecz
najbardziej ręka i rozcięta noga. Po jej dłoni powoli ciekła krew i
kapała na ziemie, podobnie było z nogą, którą ledwo ruszała. Usiadła na
uboczu, rozwiązała włosy i zatamowała krwawienie z nogi bandażem po
czym oparła się o drzewo by odpocząć.
~Nie mogę wrócić do domu, bo on tam jest. Do hotelu także nie, bo znając życie ten idiota Kisuke nie będzie mógł się opanować~ rozmyślała białowłosa wzdychając.~Gdzie mogła bym się schować..?~
Rozwiązanie przyszło jej samo. Po lesie rozległ się odgłos łamanej
gałęzi i głosów. Ulqliora szybko schowała się pod krzakiem i
nasłuchiwała. Na szczęście byli to tylko dwaj pijacy. Byli na oko w jej
wieku i rozmawiali na temat spotkanych "lachonów" jak to ujmowali. Gdy
sobie poszli Romanos odetchnęła i udała się w stronę jedynego
bezpiecznego miejsca. Do domu Joah'a Smith'a
<Tym czasem w hotelu...>
-Nadal jej nie znalazłeś? Jesteś beznadziejny.
-To nie moja wina. Jeśli ją zabili to nie będę w stanie jej wytropić- oburzył się Rin.
-Nawet tak nie mów. Ula-chan ma do mnie wrócić cała i zdrowa, bo nie dostaniesz zapłaty-odpyskował Kamito.
-No weź, musze jakoś żyć...
-Dostałeś przecież
zaliczkę. Zawsze możesz sobie kogoś znaleźć i coś przekąsić- powiedział
zimnym tonem Kisuke po czym olał swojego rozmówce i wrócił do pracy.
-Czyli ty też się nadajesz?- zapytał czerwonooki nachylając się nad czarnookim i podpierając rękami o biurko.
-W-Weź przestań żartować
i wróć do roboty- wydusił z siebie lekko łamiącym się głosem chłopak.
Dreyal uśmiechnął się szyderczo i zwrócił ku drzwiom.
-Jak sobie życzysz panie-zaśmiał się po czym zamknął drzwi.
-Cholerny gnojek-syknął
Kamito rozsiadając się w fotelu.~To już za długo trwa, nie pożyje długo
jeśli szybko nie zobaczę Ulqliory. Chyba się od niej
uzależniłem...Kurde, jek nisko mam jeszcze upaść?! Nie dość, że
poprosiłem o pomoc tego gnojka to jeszcze rozmyślam nad swoją
pracownicą! Przecież jest tylko dziewczyną, na świecie jest ich
pełno!~rozmyślał czarnowłosy zakrywając oczy dłonią.~Jestem żałosny...
Josh leżał na łóżku i
pisał na chacie z Lex'em i Liam'em. Po chwili rozległo się pukanie.
Smith odłożył laptop i ruszył otworzyć.
-Już i...
<JEBUT!>
-...dę-wydusił z siebie szatyn.
-Przepraszam za najście-powiedziała dziewczyna z powrotem wkładając drzwi w zawiasy.
-N-Nic się nie stało... Ulqliora-san co ty tu robisz?-zapytał zdezorientowany Smith.
-Mogę skorzystać z łazienki?-zlekceważyła pytanie dziewczyna.
-Tak, drugie drzwi na lewo...
-Dzięki-powiedziała niebieskooka zatrzaskując za sobą drzwi. Zdezorientowany Smith wrócił na swoje łóżko i wznowił rozmowę z przyjaciółmi.Liam: Josh, gdzie żeś polazł. Właśnie zastanawialiśmy się jaki jest twój typ dziewczyny.
Lex: Nie "my" tylko "ty" mnie to nie interesuje.
Suu Ayasegava jest online.
Suu: Cześć, o czym gadacie?
Aki: Liam wypytuje Josha o różne rzeczy.
Josh: Dajcie mi spokój. Co ja wam zrobiłem?
Suu: Jakie sprawy?
Liam: Miłosne.
Suu: O, ja też mam pytanie!
Aki: Dajesz.
Suu: Josh, co cujesz do białowłosej Romanos?
Lex: Też jestem ciekaw.
Liam: Ja też.
Aki: I ja.
Josh: Dajcie mi spokój. To tylko koleżanka z klasy.
Suu: Naprawdę?
Josh: Tak. Muszę kończyć mam gości.
Lex: Narka.
Aki: Pa!
Suu/ Liam: Kto jest u ciebie?
Josh Smith wylogował/ła się z chata.
~Co za wścibscy ludzie...~pomyślał szatyn zamykając laptop i w tym samym momęcie usłyszał głos za plecami.
-Kto normalny zanosi pijaną "koleżanką z klasy" do swojego domu, a potem daje jej schronienie o nic nie pytając?
-U-Ulqliora-san!
No, i jest... Ciężko mi było pisać ten rozdział, po prostu miałam pustkę w głowie, ale jak tylko zobaczyłam te polubienia to jakoś poszło :P
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Rozdział 6
Josh razem ze swoją paczką jadł lunch na dachu szkoły. Było zimno, ale Liam upierał się aby przyjść i nawet przyniósł koc aby mogli usiąść.
-To po co nas tu ściągnąłeś?-zapytała Aki wgryzając się w ryżową kulkę.
-Właśnie, mogliśmy zjeść w szkole- dodał Lex i wszyscy spojrzeli wyczekująco na Daeknessa.
-No bo... Eh... Ja tak jakby... Martwię się o Romanos-san- wykrztusił z siebie brunet.
-Dlatego nas tu zaciągnąłeś?-zapytała z lekką irytacją Suu.
-Szczerze mówiąc, ja też się martwię. Ulqliora nie wygląda na osobę, która zrywa się z lekcji- wtrącił się Shith do rozmowy.
-Racja. Zważając ja jej oceny musi poważnie podchodzić do nauki- poparł Josha Lex.
-Może jest chora, to się przecież zdarza- Ayasegava lekceważąco machnęła ręką.
-Ale ja bez niej nie przeżyje-zaszlochał brunet chowając twarz w dłoniach jakby miał się rozpłakać. Josh przysunął się do chłopaka i położył mu dłoń na ramieniu.
-Jeśli chcesz możemy do niej iść-powiedział.
-Serio?!
<hotel>
"Miesiąc, to już miesiąc odkąd jej nie ma. Obraziła się czy co?" rozmyślał Kisuke tonąc w sprawach papierkowych. Zazwyczaj jego słodka Ulq-chan robiła to za niego, ale od jakiegoś czasu nie przychodziła do pracy i nie mógł się do niej dodzwonić."Co ona se wyobraża?!"oburzył się brunet i uderzył pięścią o biurko przewracając pliki dokumentów. W tym samym momencie rozległo się pukanie i do biura weszła pokojówka o czarnych, krótkich do ramion, włosach. Miała błyszczące, fioletowe oczy i różane usta, była ubrana w falbaniasty strój pokojówki i wysokie, czarne kozaki.
-Kisuke-sama, jakiś mężczyzna prosi o spotkanie- powiedziała cicho.
-Jestem zajęty Mimi-chan. Odeślij go do domu.
-Mówi, że był umówiony...
-Kto to?-zapytał Kamito przerywając prace.
-Rin Dreyal.
-Trzeba było tak od razu...!-zawołał brunet zrywając się z miejsca.-Przyprowadź go do mnie.
-Hai!-zawołała czarnowłosa i wyszła z pomieszczenia. Kamito szybko schował dokumenty do szafki i usiadł w fotelu, akurat w tym samym momencie do biura wszedł wysoki chłopak o czarnych włosach i czerwonych oczach przesłonionych ciemnymi okularami w jeansach, czarnej bluzie z kapturem.
-Kope lat Kamito- powiedział łagodnym głosem chłopak.
-Dawno żeśmy się nie widzieli Rin- dodał Kisuke podchodząc do Dreyal'a.
-Więc, czego ode mnie chciałeś?
-Mam do ciebie robote. Musisz wytropić dla mnie pewną osobę.
-Dziewczyne?
-Moją pracownice- Kamito przewrócił oczami.-Zniknęła miesiąc temu.
-Od dawna nic nie jadłem. To będzie sporo kosztować-ostrzegł czerwonooki.
-To nic, dam ci to czego chcesz.
-Ahh... Masz chociaż coś co pomoże ją wytropić?- Czarnooki otworzył jedną z szaf i wyjął z niej dosyć dużą folijke w której znajdował się jakiś falbaniasty materiał. Rin cofnął się o krok z zaskoczeniem i zniesmaczeniem wypisanym na tważy.
-Zkąd ty to wiozłeś?-zapytał, a Kamito wzruszył ramionami. Czerwonooki potrząsnął głową i wziął przedmiot z rąk chłopaka.-Ty zboczeńcu...-westchnął.
Ohhayo minna! Wracam po małej przerwie i szczerze przepraszam za d ł u g o ś ć tego rozdziału, ale z pewnych powodów musiałam usunąć perspektywę naszej białowłosej bohaterki.
Mam nadzieje, że się wam spodobało.
Ulqluiorra. ;)
-To po co nas tu ściągnąłeś?-zapytała Aki wgryzając się w ryżową kulkę.
-Właśnie, mogliśmy zjeść w szkole- dodał Lex i wszyscy spojrzeli wyczekująco na Daeknessa.
-No bo... Eh... Ja tak jakby... Martwię się o Romanos-san- wykrztusił z siebie brunet.
-Dlatego nas tu zaciągnąłeś?-zapytała z lekką irytacją Suu.
-Szczerze mówiąc, ja też się martwię. Ulqliora nie wygląda na osobę, która zrywa się z lekcji- wtrącił się Shith do rozmowy.
-Racja. Zważając ja jej oceny musi poważnie podchodzić do nauki- poparł Josha Lex.
-Może jest chora, to się przecież zdarza- Ayasegava lekceważąco machnęła ręką.
-Ale ja bez niej nie przeżyje-zaszlochał brunet chowając twarz w dłoniach jakby miał się rozpłakać. Josh przysunął się do chłopaka i położył mu dłoń na ramieniu.
-Jeśli chcesz możemy do niej iść-powiedział.
-Serio?!
<hotel>
"Miesiąc, to już miesiąc odkąd jej nie ma. Obraziła się czy co?" rozmyślał Kisuke tonąc w sprawach papierkowych. Zazwyczaj jego słodka Ulq-chan robiła to za niego, ale od jakiegoś czasu nie przychodziła do pracy i nie mógł się do niej dodzwonić."Co ona se wyobraża?!"oburzył się brunet i uderzył pięścią o biurko przewracając pliki dokumentów. W tym samym momencie rozległo się pukanie i do biura weszła pokojówka o czarnych, krótkich do ramion, włosach. Miała błyszczące, fioletowe oczy i różane usta, była ubrana w falbaniasty strój pokojówki i wysokie, czarne kozaki.
-Kisuke-sama, jakiś mężczyzna prosi o spotkanie- powiedziała cicho.
-Jestem zajęty Mimi-chan. Odeślij go do domu.
-Mówi, że był umówiony...
-Kto to?-zapytał Kamito przerywając prace.
-Rin Dreyal.
-Trzeba było tak od razu...!-zawołał brunet zrywając się z miejsca.-Przyprowadź go do mnie.
-Hai!-zawołała czarnowłosa i wyszła z pomieszczenia. Kamito szybko schował dokumenty do szafki i usiadł w fotelu, akurat w tym samym momencie do biura wszedł wysoki chłopak o czarnych włosach i czerwonych oczach przesłonionych ciemnymi okularami w jeansach, czarnej bluzie z kapturem.
-Kope lat Kamito- powiedział łagodnym głosem chłopak.
-Dawno żeśmy się nie widzieli Rin- dodał Kisuke podchodząc do Dreyal'a.
-Więc, czego ode mnie chciałeś?
-Mam do ciebie robote. Musisz wytropić dla mnie pewną osobę.
-Dziewczyne?
-Moją pracownice- Kamito przewrócił oczami.-Zniknęła miesiąc temu.
-Od dawna nic nie jadłem. To będzie sporo kosztować-ostrzegł czerwonooki.
-To nic, dam ci to czego chcesz.
-Ahh... Masz chociaż coś co pomoże ją wytropić?- Czarnooki otworzył jedną z szaf i wyjął z niej dosyć dużą folijke w której znajdował się jakiś falbaniasty materiał. Rin cofnął się o krok z zaskoczeniem i zniesmaczeniem wypisanym na tważy.
-Zkąd ty to wiozłeś?-zapytał, a Kamito wzruszył ramionami. Czerwonooki potrząsnął głową i wziął przedmiot z rąk chłopaka.-Ty zboczeńcu...-westchnął.
Ohhayo minna! Wracam po małej przerwie i szczerze przepraszam za d ł u g o ś ć tego rozdziału, ale z pewnych powodów musiałam usunąć perspektywę naszej białowłosej bohaterki.
Mam nadzieje, że się wam spodobało.
Ulqluiorra. ;)
piątek, 5 czerwca 2015
Rozdział 5.5 -zapowiedź II Sagi
Białowłosa poczuła silny ból głowy i otworzyła oczy lecz miała je przesłonione jakąś... szmatą lub czymś podobnym. Nie mogła jaj zdjąć ponieważ miała skrępowane ręce i nogi.
~Co się stało?~pomyślała i dopiero po chwili przypomniały jej się zdarzenia z poprzedniego wieczoru. Wróciła do domu w którym czekał na nią rozjuszony ojciec. Rozkazał jej oddać pieniądze, ale przecież nic nie miała oprócz paru drobnych, gdy Romek się o tym dowiedział wpadł w szał i krzycząc coś w stylu "Ty suko, kłamiesz!" złapał za patelnie i rąbnął dziewczynę w głowę. Potem już nic nie pamiętała. W chwili obecnej nie wiedziała gdzie jest. Jedyne czego była pewna to to, że ojciec ją tak urządził.
W pewnym momencie usłyszała jakieś głosy, słyszała niewyraźnie ale były to męskie głosy. Wytężyła słuch, ale zdołała usłyszeć tylko...
-...Zapłacę.
-Usługi nie są tanie- "Jakie usługi" zamyśliła się Ulqliora.
-To niezbyt istotne, zapłacę każdą cenę...
-...Miło się z panem robi interesy- TO BYŁ GŁOS JEJ OJCA! "Co on sobie do cholery wyobraża?! O jakich usługach niby mowa?!" Po chwili usłyszała skrzypnięcie drzwi i kroki zmierzające w jej stronę.
-Witaj-powiedział ojciec podnosząc ją w górę za włosy.- Masz pierwszego klienta dziwko.
-Nani?-warknęła niebieskooka.
~Co się stało?~pomyślała i dopiero po chwili przypomniały jej się zdarzenia z poprzedniego wieczoru. Wróciła do domu w którym czekał na nią rozjuszony ojciec. Rozkazał jej oddać pieniądze, ale przecież nic nie miała oprócz paru drobnych, gdy Romek się o tym dowiedział wpadł w szał i krzycząc coś w stylu "Ty suko, kłamiesz!" złapał za patelnie i rąbnął dziewczynę w głowę. Potem już nic nie pamiętała. W chwili obecnej nie wiedziała gdzie jest. Jedyne czego była pewna to to, że ojciec ją tak urządził.
W pewnym momencie usłyszała jakieś głosy, słyszała niewyraźnie ale były to męskie głosy. Wytężyła słuch, ale zdołała usłyszeć tylko...
-...Zapłacę.
-Usługi nie są tanie- "Jakie usługi" zamyśliła się Ulqliora.
-To niezbyt istotne, zapłacę każdą cenę...
-...Miło się z panem robi interesy- TO BYŁ GŁOS JEJ OJCA! "Co on sobie do cholery wyobraża?! O jakich usługach niby mowa?!" Po chwili usłyszała skrzypnięcie drzwi i kroki zmierzające w jej stronę.
-Witaj-powiedział ojciec podnosząc ją w górę za włosy.- Masz pierwszego klienta dziwko.
-Nani?-warknęła niebieskooka.
piątek, 8 maja 2015
Rozdział 5
Minął prawie miesiąc odkąd Kisuke zabrał Ulqliorę na...hm...randkę? Pogoda znacznie się pogorszyła, a z drzew opadły wszystkie liście. Ulqliora martwiła się o niezapłacone rachunki, a Josh miał swoje problemy...
-Długo jesteście razem?
-Dobra jest w łóżku?
-Jak to się stało?
-Jaka jest naprawdę?-takie pytania zadawali Smith'owi chłopacy z całej szkoły, już od dwóch dni.
-Musiałeś się wygadać, co nie Li?-syknął wkurzony szatyn w stronę Darkness'a, a ten skulił się robiąc przepraszającą minę.
Po chwili tłum zamilkł i rozstąpił się dając przejść Royal'owi.
-Chciał bym z tobą porozmawiać, Joshu Smith-rzekł tajemniczym głosem.
-Nie mów, że ty też padłeś ofiarą białowłosej ślicznotki!-wyrwał się Liam. Darkness był jedyną osobą która była w stanie zwracać się do Jin'a bez szacunku, a przecież Royal pochodził z bogatej i wpływowej rodziny.
-Nie- odpowiedział spokojnie.-Chcę go o coś zapytać, a zatem Josh. Pójdziesz ze mną?
-J-Jasne -westchnął szatyn podążając za okularnikiem. Przeszli przez kilka korytarzy w weszli do gabinetu jin'a.~Nadal nie mogę uwierzyć w to, że Jin ma własny gabinet. Po co mu to?~zastanawiał się po raz...któryś Smith.
-Chciał bym cię o coś zapytać-wyrwał go z chmur rudzielec.
-Coś się stało? Liam coś przeskrobał? Mam mu dać nauczkę?
-Nie.
-Ah...To o co chodzi?-zapytał lekko speszony brązowooki.
-Nie będę wnikać w twoje życie prywatne, ale wydaje się że dobrze znasz tę białowłosą. Mógłbyś mi wyjawić coś o niej?
-N-Nie, zaczekaj. To nie tak. My...
-Nie wnikam co zaszło między wami, ale chcę się dowiedzieć jak ona to robi?
-Co?-Josh zamyślił się.~Chyba nie chodzi mu o to jaka jest w łóżku, a może...? -Co masz na myśli?
-O jej oceny.
-Ach..- szatyn odetchnął z ulgą, już myślał, że wszystkim chłopakom (oprócz niego i Lex'a) odbiło. -Szczerze mówiąc, nie wiem.
-Jak to nie wiesz?! Przecież znasz ją lepiej niż wszyscy!
-To nie do końca prawda. My nie jesteśmy razem i nigdy nie byliś...
-Kłamiesz!-wrzasnął Jin łapiąc Smith'a za kołnierz.-Łżesz prosto w twarz!
-N-Nie mógł bym-wysapał chłopak z trudem łapiąc powietrze. Royal puścił go.
-Jesteś bezużyteczny, wynoś się-warknął rudowłosy.
<tym czasem na dachu...>
~Tej staruch nadal nie wrócił, na dodatek opróżnił całe konto bankowe, rachunki są nie zapłacone, a ja jeszcze nie dostałam wypłaty. No i co teraz zrobie~rozmyślała białowłosa mocniej obwijają się szalem. Ostatnio w telewizji mówili o zaginięciu kilku nastolatek, to pewnie sprawa jej ojca, chociaż w dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe. Równie dobrze mogły się upić i zgubić, albo coś w ten teges...
-Jaki ten świat dziwny..-westchnęła UIqliora.
-Niby czemu- usłyszała męski głos i odwróciła się by zobaczyć kto idzie.
-A to tylko ty Jin.
-"To tylko ty" co to ma znaczyć?
-Nie rozumiem o co ci chodzi. łazisz za mną już od kilku dni i wypytujesz o głupoty, a odpowiedź jest zawsze taka sama-mruknęła Romanos opierając się o ścianę.
-Będę za tobą chodzić dopóki nie usłysz sensownej odpowiedzi na wszystkie pytania.
-Radź se sam, ja nic ci nie powiem.
-Czy ty wiesz kim jestem?-zapytał okularnik pochylając się nad białowłosą.
-Wielki Jin Royal z rodziny Royal'ów, najbardziej wpływowej rodziny w kraju. Wiem już mówiłeś. I co?-zarecytowała niebieskooka i wymknęła się Jin'owi.
-Hey! A ty gdzie idziesz?!
-Na lekcje.
<po południu...>
Ulqliora stanęła w swoim standardowym miejscu, a Kamito topił się w sprawach papierkowych. Tego dnia bardziej niż zwykle, aż wydawało się jakby góry papieru go przygniatały.
-Ula-chaaannnnn!-zawołał wychylając się z nad sterty papieru.-Pomóż mi.
-Co się stało?-zapytała pokojóweczka podchodząc do biureczka.
-Nie daje rady, nie daje rady-jęczał brunet.
-Daj spokój, pokaż co tam masz- uspokoiła go dziewczyna i nachyliła się nad dokumentami. Kisuke stanął obok niej i śledził jej działania. W pewnej chwili objął ją ramieniem.
-Jesteś kochana Ula-chan-szepnął.
-Ogarnij się-odpycha natręta.-Ała...-jęknęła dziewczyna potykając się o własne nogi i upadając. Kamito nie mogąc nie powstrzymać pochyla się nad jeżącą niebieskooką i zaczyna ją całować, a jego dłonie zaczynają powoli błądzić po jej ciele. Już chciał zapuścić się dalej ale dostał kopniaka między nogi.
-Mówiłam, że pożałujesz jeśli mnie dotkniesz-warknęła wściekła nastolatka.
-T-Tak, p-przepraszam- wystękał kulący się na ziemi brunet.
-Ach... Nie jęcz tylko do roboty.
-To ja powinienem to powiedzieć-wykłócał się czarnooki.
Po wyczerpującej pracy w hotelu nasza bohaterka wraca do domu, lecz tam czeka ją niemiła niespodzianka. :>

Dobra jest nowy rozdział, więc proszę się nie gniewać.
Czasu nie ma, po prostu brak czasu...
-Długo jesteście razem?
-Dobra jest w łóżku?
-Jak to się stało?
-Jaka jest naprawdę?-takie pytania zadawali Smith'owi chłopacy z całej szkoły, już od dwóch dni.
-Musiałeś się wygadać, co nie Li?-syknął wkurzony szatyn w stronę Darkness'a, a ten skulił się robiąc przepraszającą minę.
Po chwili tłum zamilkł i rozstąpił się dając przejść Royal'owi.
-Chciał bym z tobą porozmawiać, Joshu Smith-rzekł tajemniczym głosem.
-Nie mów, że ty też padłeś ofiarą białowłosej ślicznotki!-wyrwał się Liam. Darkness był jedyną osobą która była w stanie zwracać się do Jin'a bez szacunku, a przecież Royal pochodził z bogatej i wpływowej rodziny.
-Nie- odpowiedział spokojnie.-Chcę go o coś zapytać, a zatem Josh. Pójdziesz ze mną?
-J-Jasne -westchnął szatyn podążając za okularnikiem. Przeszli przez kilka korytarzy w weszli do gabinetu jin'a.~Nadal nie mogę uwierzyć w to, że Jin ma własny gabinet. Po co mu to?~zastanawiał się po raz...któryś Smith.
-Chciał bym cię o coś zapytać-wyrwał go z chmur rudzielec.
-Coś się stało? Liam coś przeskrobał? Mam mu dać nauczkę?
-Nie.
-Ah...To o co chodzi?-zapytał lekko speszony brązowooki.
-Nie będę wnikać w twoje życie prywatne, ale wydaje się że dobrze znasz tę białowłosą. Mógłbyś mi wyjawić coś o niej?
-N-Nie, zaczekaj. To nie tak. My...
-Nie wnikam co zaszło między wami, ale chcę się dowiedzieć jak ona to robi?
-Co?-Josh zamyślił się.~Chyba nie chodzi mu o to jaka jest w łóżku, a może...? -Co masz na myśli?
-O jej oceny.
-Ach..- szatyn odetchnął z ulgą, już myślał, że wszystkim chłopakom (oprócz niego i Lex'a) odbiło. -Szczerze mówiąc, nie wiem.
-Jak to nie wiesz?! Przecież znasz ją lepiej niż wszyscy!
-To nie do końca prawda. My nie jesteśmy razem i nigdy nie byliś...
-Kłamiesz!-wrzasnął Jin łapiąc Smith'a za kołnierz.-Łżesz prosto w twarz!
-N-Nie mógł bym-wysapał chłopak z trudem łapiąc powietrze. Royal puścił go.
-Jesteś bezużyteczny, wynoś się-warknął rudowłosy.
<tym czasem na dachu...>
~Tej staruch nadal nie wrócił, na dodatek opróżnił całe konto bankowe, rachunki są nie zapłacone, a ja jeszcze nie dostałam wypłaty. No i co teraz zrobie~rozmyślała białowłosa mocniej obwijają się szalem. Ostatnio w telewizji mówili o zaginięciu kilku nastolatek, to pewnie sprawa jej ojca, chociaż w dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe. Równie dobrze mogły się upić i zgubić, albo coś w ten teges...
-Jaki ten świat dziwny..-westchnęła UIqliora.
-Niby czemu- usłyszała męski głos i odwróciła się by zobaczyć kto idzie.
-A to tylko ty Jin.
-"To tylko ty" co to ma znaczyć?
-Nie rozumiem o co ci chodzi. łazisz za mną już od kilku dni i wypytujesz o głupoty, a odpowiedź jest zawsze taka sama-mruknęła Romanos opierając się o ścianę.
-Będę za tobą chodzić dopóki nie usłysz sensownej odpowiedzi na wszystkie pytania.
-Radź se sam, ja nic ci nie powiem.
-Czy ty wiesz kim jestem?-zapytał okularnik pochylając się nad białowłosą.
-Wielki Jin Royal z rodziny Royal'ów, najbardziej wpływowej rodziny w kraju. Wiem już mówiłeś. I co?-zarecytowała niebieskooka i wymknęła się Jin'owi.
-Hey! A ty gdzie idziesz?!
-Na lekcje.
<po południu...>
Ulqliora stanęła w swoim standardowym miejscu, a Kamito topił się w sprawach papierkowych. Tego dnia bardziej niż zwykle, aż wydawało się jakby góry papieru go przygniatały.
-Ula-chaaannnnn!-zawołał wychylając się z nad sterty papieru.-Pomóż mi.
-Co się stało?-zapytała pokojóweczka podchodząc do biureczka.
-Nie daje rady, nie daje rady-jęczał brunet.
-Daj spokój, pokaż co tam masz- uspokoiła go dziewczyna i nachyliła się nad dokumentami. Kisuke stanął obok niej i śledził jej działania. W pewnej chwili objął ją ramieniem.
-Jesteś kochana Ula-chan-szepnął.
-Ogarnij się-odpycha natręta.-Ała...-jęknęła dziewczyna potykając się o własne nogi i upadając. Kamito nie mogąc nie powstrzymać pochyla się nad jeżącą niebieskooką i zaczyna ją całować, a jego dłonie zaczynają powoli błądzić po jej ciele. Już chciał zapuścić się dalej ale dostał kopniaka między nogi.
-Mówiłam, że pożałujesz jeśli mnie dotkniesz-warknęła wściekła nastolatka.
-T-Tak, p-przepraszam- wystękał kulący się na ziemi brunet.
-Ach... Nie jęcz tylko do roboty.
-To ja powinienem to powiedzieć-wykłócał się czarnooki.
Po wyczerpującej pracy w hotelu nasza bohaterka wraca do domu, lecz tam czeka ją niemiła niespodzianka. :>
Dobra jest nowy rozdział, więc proszę się nie gniewać.
Czasu nie ma, po prostu brak czasu...
czwartek, 23 kwietnia 2015
Rozdział 4
Josha obudził odgłos dzwonka od drzwi. Chłopak wstał i wolnym krokiem poszedł otworzyć drzwi.
-Josh! Josh! Josh! Josh!-zawołał Liam łapiąc szatyna i trzęsąc nim.
-Co się stało-zapytał Smith wyrywając się brunetowi.
-Ohayo Josh-wtrącił się licealista.
-Hejka Lex. Wejdziecie do środka-zaproponował "gospodarz", a w tym czasie Darknes wbiegł do mieszkania kolegi, natomiast Silvar zaśmiał się na ten widok i poszedł w jego ślady. Chłopacy usiedli przy stole znajdującym się w salonie. Josh chciał zapytać czy nie chcieli by się czegoś napić, lecz Liam niespodziewanie zapytał.
-To prawda, że Romanos była w twoim domu?-szatyn wytrzeszczył oczy za zdumienia.
-T-Tak, skąd wiesz?
-Lex powiedział mi, że widział jak w... A piątek wieczorem niosłeś ją na rękach w te stronę.
-I co?
-Jak to co, przecież ci to tłumaczyłem. Ona jest...
-Liam chce powiedzieć, że jest zazdrosny- zaśmiał się Lex.
-O właśnie tak.. Chwila, że co?!-oburzył się brunet.
Był środek nocy. Ulqliora leżała w swoim łóżku wpatrując się w sufit. Nie mogła zasnąć, za każdym razem gdy tylko zamknęła oczy przypominał jej się zboczony brunet, który całował jej usta, szyję, piersi, a potem.
~Cholera!~wrzasnęła dziewczyna w swojej głowie i z całej siły uderzyła pięścią w poduszkę, a po jej policzku spłynęła łza, która od razu wytarła. Nie lubiła okazywać swoich słabości, nawet jeśli była sama starała się nie płakać, a kiedy była mała i uśmiechała się, był to wymuszony śmiech. Wszystko przez jej ojca. Sprawił, że dziewczyna przestała odczuwać radość, szczęście, miłość... Jedyne co czuła to smutek oraz złość i to wszystko przez pana Romka.
Dziewczyna okryła się kołdrą i starała zasnąć, ale chodź się starała nie udało się. W końcu poddała się i ubrała.~Ciekawe gdzie ten idiota? Mam nadzieję, że nie wydał całych pieniędzy~westchnęła łapiąc książkę, lecz już po chwili odłożyła przedmiot na miejsce.-Ach... nic mi się nie chce- mruknęła opadając na łóżko. -I co ja będę robić całą niedziele w domu?-rozmyślała przegarniając ręką włosy.-Chyba nic innego mi nie pozostaje jak iść do pracy, ach...-To mówiąc wstała i biorąc kurtkę wyszła z domu.
<w hotelu>
-Ula-chan nie spodziewałem się, że cię tu dzisiaj zobaczę. Miło cię widzieć- powitał białowłosą Kisuke.
-Nie podzielam twojego zdania-mruknęła pod nosem dziewczyna stając przy ścianie niedaleko drzwi.
-Więc dlaczego przyszłaś? Nie musisz pracować w niedziele.
-Tak jakoś- Romanos wzruszyła ramionami. W oczach chłopaka pojawiły się łobuzerskie iskierki i już chciał wstać lecz Ulqliora rzekła szorstko. -Tylko mnie dotknij, to pożałujesz.
-A co, jeśli mogę zapytać, mi zrobisz?- uśmiechnął się Kamito.
-Nie wiem, w najleprzym wypadku wykastruje.
-Ehh... Ty to masz charakterek-westchnął rozczarowany czarnowłosy wracając do pracy papierkowej. Co jakiś czas posyłał niebieskooka po kawę, papier, coś do jedzenia itd. W końcu była JEGO osobistą pokojówką, lecz mimo iż chciał się z nią trochę pobawić to podejrzewał, że po ostatnim spotkaniu dziewczyna będzie ostrożniejsza i nie pozwoli mu się zbyt zbliżyć do siebie.~Co za strata...~pomyślał bujając się w fotelu. Nagle coś wpadło mu do głowy.-Ula-chan ubieraj się wychodzimy-oznajmił.
-Wychodzimy? Ale gdzie?
-Masz pięć minut- Ulqliora pospiesznie wyszła z biura "Kisuke-sama" i podążyła do szatni by się przebrać w coś przyzwoitego. Po czym wróciła do Kamit'a.-Jeśli jesteś gotowa to idziemy.
-Gdzie?
-Zobaczysz w swoim czasie-to mówiąc czarnooki złapał nastolatkę za rękę i pociągnął za sobą.
Kamito prowadził Ulqliorę prawie przez całe miasto do najlepszej, jego zdaniem, restauracji jaką zna. Para zdjęła z siebie kurtki i zajęła miejsce.-Więc na co masz ochotę Ula-chan?-zapytał Kisuke przeglądając menu.
-Obojętnie.
-Naprawdę ciężko cię rozgryźć-westchnął chłopak.
-W takim razie nie próbuj bo połamiesz sobie zęby.
-Dobra... Kelner, danie główne razy dwa.
-Tak jest sir- mężczyzna ubrany w smoking zapisał zamówienie i odszedł od stolika. W czasie gdy potrawy były przygotowane Ulqliora siedziała w ciszy wpatrując się w okno (byle by nie patrzeć na irytującego natręta :P), czarnowłosy robił podobnie, tylko że on wpatrywał się w niebieskooką. Podziwiał jej lśniące białe włosy, czarujące, a zarazem zimne niebieskie oczy i idealną figurę (głównie piersi) i wtedy coś przyciągnęło jego uwagę.
-Po co ci takie wysokie rękawiczki?-zapytał.
-Nieważne.
-No powiedz proszę- nalegał patrząc z nadzieją w oczy Ulqliory.
-Nie-odpowiedziała oschle.
-Nani?- chłopak zrobił minę jakby zaraz miał się rozpłakać i wtedy zauważył, że kąciki ust nastolatki uniosły się lekko do góry. Uśmiechnął się na ten widok.
-Co ci znowu chodzi po głowie zboczeńcu?
-Z-Zbo...Nie ważne, nic takiego-I tyle ze słodkiej Ulki...pomyślał. Właśnie w tej samej chwili kelner przyniósł jedzenie. Romanos wzięła kęs do ust i otworzyła szerzej oczy zaskoczona.
-Pyszne-westchnęła.
-A co myślałaś, że idę z tobą przez całe miasto żeby cię otruć?
-Nie wiem, jesteś zdolny do wszystkiego.
-Gdybyś nie była taka oschła to by ci pomogło, wiesz?
-Gdybyś nie był taki zboczony nie była bym na ciebie zła.
-Naprawdę?-zapytał z nadzieją.
-W każdym bądź razie, nie w takim stopniu.
-To mi starczy.
Po wspólnie spędzonym obiedzie Kisuke zabrał dziewczynę do kina, a następnie poszli do parku. Przechadzali się chodnikiem i podziwiali kolorowe, jesienne liście opadające z drzew.-Ulqliora- szepnął Kamito gdy słońce zaczęło zachodzić.
-Tak?
-Ja... Chciałem cię przepościć- wydusił z siebie.-Po prostu mnie poniosło, nie powinienem...
-Ach, zamknij się już zboczeńcu-mruknęła zirytowana Ulka uderzając chłopaka w głowę.-Co prawda nie sądziłam, że jesteś zdolny do przeprosin, ale to nie zmienia tego, że to zrobiłeś. Jeśli żałujesz to się ogarnij.
-Nie mogę tego obiecać-westchnął Kamito.-Jesteś zbyt seksowna.
-Pamiętasz co mówiłam w hotelu?
Etto, przepraszam, że spóźniłam się z rozdziałem, ale... no nie ukrywam. Dostałam szlaban i nie byłam, w stanie pisać ;(
Mam nadzieję, że ten rozdział choć w pewnym stopniu was zaspokoi.
Pozdrawiam Ulqliora ;P
-Josh! Josh! Josh! Josh!-zawołał Liam łapiąc szatyna i trzęsąc nim.
-Co się stało-zapytał Smith wyrywając się brunetowi.
-Ohayo Josh-wtrącił się licealista.
-Hejka Lex. Wejdziecie do środka-zaproponował "gospodarz", a w tym czasie Darknes wbiegł do mieszkania kolegi, natomiast Silvar zaśmiał się na ten widok i poszedł w jego ślady. Chłopacy usiedli przy stole znajdującym się w salonie. Josh chciał zapytać czy nie chcieli by się czegoś napić, lecz Liam niespodziewanie zapytał.
-To prawda, że Romanos była w twoim domu?-szatyn wytrzeszczył oczy za zdumienia.
-T-Tak, skąd wiesz?
-Lex powiedział mi, że widział jak w... A piątek wieczorem niosłeś ją na rękach w te stronę.
-I co?
-Jak to co, przecież ci to tłumaczyłem. Ona jest...
-Liam chce powiedzieć, że jest zazdrosny- zaśmiał się Lex.
-O właśnie tak.. Chwila, że co?!-oburzył się brunet.
Był środek nocy. Ulqliora leżała w swoim łóżku wpatrując się w sufit. Nie mogła zasnąć, za każdym razem gdy tylko zamknęła oczy przypominał jej się zboczony brunet, który całował jej usta, szyję, piersi, a potem.
~Cholera!~wrzasnęła dziewczyna w swojej głowie i z całej siły uderzyła pięścią w poduszkę, a po jej policzku spłynęła łza, która od razu wytarła. Nie lubiła okazywać swoich słabości, nawet jeśli była sama starała się nie płakać, a kiedy była mała i uśmiechała się, był to wymuszony śmiech. Wszystko przez jej ojca. Sprawił, że dziewczyna przestała odczuwać radość, szczęście, miłość... Jedyne co czuła to smutek oraz złość i to wszystko przez pana Romka.
Dziewczyna okryła się kołdrą i starała zasnąć, ale chodź się starała nie udało się. W końcu poddała się i ubrała.~Ciekawe gdzie ten idiota? Mam nadzieję, że nie wydał całych pieniędzy~westchnęła łapiąc książkę, lecz już po chwili odłożyła przedmiot na miejsce.-Ach... nic mi się nie chce- mruknęła opadając na łóżko. -I co ja będę robić całą niedziele w domu?-rozmyślała przegarniając ręką włosy.-Chyba nic innego mi nie pozostaje jak iść do pracy, ach...-To mówiąc wstała i biorąc kurtkę wyszła z domu.
<w hotelu>
-Ula-chan nie spodziewałem się, że cię tu dzisiaj zobaczę. Miło cię widzieć- powitał białowłosą Kisuke.
-Nie podzielam twojego zdania-mruknęła pod nosem dziewczyna stając przy ścianie niedaleko drzwi.
-Więc dlaczego przyszłaś? Nie musisz pracować w niedziele.
-Tak jakoś- Romanos wzruszyła ramionami. W oczach chłopaka pojawiły się łobuzerskie iskierki i już chciał wstać lecz Ulqliora rzekła szorstko. -Tylko mnie dotknij, to pożałujesz.
-A co, jeśli mogę zapytać, mi zrobisz?- uśmiechnął się Kamito.
-Nie wiem, w najleprzym wypadku wykastruje.
-Ehh... Ty to masz charakterek-westchnął rozczarowany czarnowłosy wracając do pracy papierkowej. Co jakiś czas posyłał niebieskooka po kawę, papier, coś do jedzenia itd. W końcu była JEGO osobistą pokojówką, lecz mimo iż chciał się z nią trochę pobawić to podejrzewał, że po ostatnim spotkaniu dziewczyna będzie ostrożniejsza i nie pozwoli mu się zbyt zbliżyć do siebie.~Co za strata...~pomyślał bujając się w fotelu. Nagle coś wpadło mu do głowy.-Ula-chan ubieraj się wychodzimy-oznajmił.
-Wychodzimy? Ale gdzie?
-Masz pięć minut- Ulqliora pospiesznie wyszła z biura "Kisuke-sama" i podążyła do szatni by się przebrać w coś przyzwoitego. Po czym wróciła do Kamit'a.-Jeśli jesteś gotowa to idziemy.
-Gdzie?
-Zobaczysz w swoim czasie-to mówiąc czarnooki złapał nastolatkę za rękę i pociągnął za sobą.
Kamito prowadził Ulqliorę prawie przez całe miasto do najlepszej, jego zdaniem, restauracji jaką zna. Para zdjęła z siebie kurtki i zajęła miejsce.-Więc na co masz ochotę Ula-chan?-zapytał Kisuke przeglądając menu.
-Obojętnie.
-Naprawdę ciężko cię rozgryźć-westchnął chłopak.
-W takim razie nie próbuj bo połamiesz sobie zęby.
-Dobra... Kelner, danie główne razy dwa.
-Tak jest sir- mężczyzna ubrany w smoking zapisał zamówienie i odszedł od stolika. W czasie gdy potrawy były przygotowane Ulqliora siedziała w ciszy wpatrując się w okno (byle by nie patrzeć na irytującego natręta :P), czarnowłosy robił podobnie, tylko że on wpatrywał się w niebieskooką. Podziwiał jej lśniące białe włosy, czarujące, a zarazem zimne niebieskie oczy i idealną figurę (głównie piersi) i wtedy coś przyciągnęło jego uwagę.
-Po co ci takie wysokie rękawiczki?-zapytał.
-Nieważne.
-No powiedz proszę- nalegał patrząc z nadzieją w oczy Ulqliory.
-Nie-odpowiedziała oschle.
-Nani?- chłopak zrobił minę jakby zaraz miał się rozpłakać i wtedy zauważył, że kąciki ust nastolatki uniosły się lekko do góry. Uśmiechnął się na ten widok.
-Co ci znowu chodzi po głowie zboczeńcu?
-Z-Zbo...Nie ważne, nic takiego-I tyle ze słodkiej Ulki...pomyślał. Właśnie w tej samej chwili kelner przyniósł jedzenie. Romanos wzięła kęs do ust i otworzyła szerzej oczy zaskoczona.
-Pyszne-westchnęła.
-A co myślałaś, że idę z tobą przez całe miasto żeby cię otruć?
-Nie wiem, jesteś zdolny do wszystkiego.
-Gdybyś nie była taka oschła to by ci pomogło, wiesz?
-Gdybyś nie był taki zboczony nie była bym na ciebie zła.
-Naprawdę?-zapytał z nadzieją.
-W każdym bądź razie, nie w takim stopniu.
-To mi starczy.
Po wspólnie spędzonym obiedzie Kisuke zabrał dziewczynę do kina, a następnie poszli do parku. Przechadzali się chodnikiem i podziwiali kolorowe, jesienne liście opadające z drzew.-Ulqliora- szepnął Kamito gdy słońce zaczęło zachodzić.
-Tak?
-Ja... Chciałem cię przepościć- wydusił z siebie.-Po prostu mnie poniosło, nie powinienem...
-Ach, zamknij się już zboczeńcu-mruknęła zirytowana Ulka uderzając chłopaka w głowę.-Co prawda nie sądziłam, że jesteś zdolny do przeprosin, ale to nie zmienia tego, że to zrobiłeś. Jeśli żałujesz to się ogarnij.
-Nie mogę tego obiecać-westchnął Kamito.-Jesteś zbyt seksowna.
-Pamiętasz co mówiłam w hotelu?
Etto, przepraszam, że spóźniłam się z rozdziałem, ale... no nie ukrywam. Dostałam szlaban i nie byłam, w stanie pisać ;(
Mam nadzieję, że ten rozdział choć w pewnym stopniu was zaspokoi.
Pozdrawiam Ulqliora ;P
niedziela, 12 kwietnia 2015
Rozdział 3
Było już ciemno, Ulqliora wracała do domu zmieszana. Odebrała swoją pierwszą wypłatę i czuła z tego powodu pewną satysfakcję, jednak to dla kogo i w jaki sposób pracowała strasznie ją irytowało.
-Wróciłam- powiedziała białowłosa gdy przekroczyła próg.
-Dziewucho, oddawaj kasę- warknął pan Romanos (mr. Romek :] ) łapiąc córkę za poraniony nadgarstek.
-Ale... To ja je zarobiłam...
-Co mówisz, nie słyszę- syknął mężczyzna mocniej ściskając rękę nastolatki. Dziewczyna jęknęła z bólu i zachwiała się lekko opierając o drzwi. Sięgnęła wolną ręką do kieszeni i dała ojcu pieniądze. "Romek" wziął pieniądze i puścił Ulquliore spoglądając przy tym z pogardą.-Znaj swoje miejsce zdziro-powiedział po czym wyszedł z domu. Romanos opadła na kolana i złapała się za obolałą rękę, a w jej oku zakręciła się łza.
~O co mu do cholery chodzi!?~oburzyła się wstając. Wzięła klucz, kurtkę i wyszła z domu.
Romanos siedziała w parku od czasu do czasu popijając alkohol. Nie wiedziała, która to już butelka, ale jedno było jasne. Upiła się na tyle, że straciła świadomość.
-Hah? Romanos?-to były ostatnie słowa, które pamiętała.
Zmartwiony szatyn wpatrywała się w trzymaną w ramionach nastolatkę.
~Co jej się stało?~zastanawiał się.
-Jośekk pośtaaw m-mnie-mruknęła pijana Ulqliora.
-N-Nie. Nie będę ryzykował, że coś ci się stanie-wytłumaczył Smith.
-No weź Jośkuu, nje bądz taki-powiedziała nastolatka nadymając policzki.
-P-Przestań- speszył się nastolatek.
-Nje lubis mnie.
-Co?
-Joośek mniee nje lubiii- zapłakała białowłosa.
-Nie, nie, nie. To nie tak- uspokoił ją Josh.
-Szyyyli mniee lubiss?
-Tak, jak każdy- uśmiechnął się chłopak, ale Romanos tylko spochmurniała.
-Nje kaźdy...
Smith uznał, że da dziewczynie spokój. Resztę drogi szli w ciszy, a gdy doszli do domu chłopaka okazało się, że Ulqliora zasnęła. Szatyn położył niebieskooką na łóżku, sam usiadł obok wpatrując się w śpiącą nastolatkę. ~Co ja mam z tobą zrobić? I co ty robiłaś upita w parku?~zastanawiał się i nim się spostrzegł zasnął
<rankiem>
Ulqliorę obudził przyjemny zapach. Otworzyła oczy i zaskoczona stwierdziła, że nie jest ani w parku, ani w swoim pokoju. Usiadła i roztajała się po pomieszczeniu, było małe. Znajdowało się w nim łóżko, biurko i szafa, prawdopodobnie na książki.
-Oh obudziłaś się- usłyszała znajomy głos.-Śniadanie już prawie gotowe.
-C-Co ja tu robię?-zapytała nadal oszołomiona dziewczyna i dopiero po chwili poczuła efekty wypitego alkoholu
-Znalazłem cię upitą w parku- wytłumaczył Josh robiąc zatroskaną minę.-W porządku?
-Ta.. Chyba tak-westchnęła Romanos. Wstała i chwiejnym krokiem ruszyła w stronę kuchni i usiadła przy stole.
-Ulquliora-san co się wczoraj stało?-zapytał chłopak podając jej posiłek.
-Ah to, nieistotne. Mów mi Ulqliora dobrze-powiedziała wpatrując się w okno.-Która godzina?
-9:55, a co?
-Jestem spóźniona!
-Spóźniona, ale gdzie? Przecież jest sobota!-zaskoczył się Josh.
-Dziękuje za wszystko, pa!-pożegnała się Ulqliora, po czym wyszła z domu i pobiegła do pracy.
<hotel>
-Ula-chan!-zawołała jedna z pokojówek, pracujących w hotelu, podbiegając di Ulqliory.
-Tak?
-Kisuke-sama prosi byś do niego przyszła.
~Kisuke-sama?~zamyśliła się białowłosa idąc do gabinetu.-Wołałeś?-zapytała zamykając za sobą drzwi.
-Tak,chcę z tobą porozmawiać-wytłumaczył brunet.
~Przecież nie spóźniłam się tak bardzo, tylko pół godziny~rozmyślała Romanos.-O czym?-zapytała.
-Chcę ci dać awans.
-Awans?
-Tak- Kamito uśmiechnął się i zaczął podchodzić do białowłosej.-Będziesz moja osobistą pokojówką.
-Nie che-powiedziała obojętnie.
-To nie było pytanie-wytłumaczył chłopak pochylając się nad nastolatką.
-Nie pozwalaj sobie na zbyt wiele-mruknęła zirytowana Ulqliora po czym odsunęła od siebie czarnowłosego.
-A ty nie bądź taka oziębła Ula-chan -zaśmiał się łapiąc dziewczynę za rękę i przyciskając ją do ściany. -Chyba, że chcesz wylecieć.
-Jesteś podły- warknęła, a Kisuke nachylił się w jej stronę.-P-Przestań!-pisnęła Romanos gdy chłopak zaczął całować jej szyje. Ulqliora próbowała się wyrwać, ale na darmo.
Hejka!
Sorki, że taki krótki, no ale nie chciałam wam nic więcej zdradzać. Wiem jestem wredna >D. Nudzi mi się więc myślę, że trochę się poznęcam nad Ulą-chan hahaha... Nie bez przesady, nie będę się mścić i torturować nic z tych rzeczy. W każdym bądź razie będzie się działo, ale nie obiecuje, że nic jej nie zrobię :P.
Pozdrawiam wszystkich czytelników (i wspieram bloggerów) Ulqliora Romanos.
-Wróciłam- powiedziała białowłosa gdy przekroczyła próg.
-Dziewucho, oddawaj kasę- warknął pan Romanos (mr. Romek :] ) łapiąc córkę za poraniony nadgarstek.
-Ale... To ja je zarobiłam...
-Co mówisz, nie słyszę- syknął mężczyzna mocniej ściskając rękę nastolatki. Dziewczyna jęknęła z bólu i zachwiała się lekko opierając o drzwi. Sięgnęła wolną ręką do kieszeni i dała ojcu pieniądze. "Romek" wziął pieniądze i puścił Ulquliore spoglądając przy tym z pogardą.-Znaj swoje miejsce zdziro-powiedział po czym wyszedł z domu. Romanos opadła na kolana i złapała się za obolałą rękę, a w jej oku zakręciła się łza.
~O co mu do cholery chodzi!?~oburzyła się wstając. Wzięła klucz, kurtkę i wyszła z domu.
Romanos siedziała w parku od czasu do czasu popijając alkohol. Nie wiedziała, która to już butelka, ale jedno było jasne. Upiła się na tyle, że straciła świadomość.
-Hah? Romanos?-to były ostatnie słowa, które pamiętała.
Zmartwiony szatyn wpatrywała się w trzymaną w ramionach nastolatkę.
~Co jej się stało?~zastanawiał się.
-Jośekk pośtaaw m-mnie-mruknęła pijana Ulqliora.
-N-Nie. Nie będę ryzykował, że coś ci się stanie-wytłumaczył Smith.
-No weź Jośkuu, nje bądz taki-powiedziała nastolatka nadymając policzki.
-P-Przestań- speszył się nastolatek.
-Nje lubis mnie.
-Co?
-Joośek mniee nje lubiii- zapłakała białowłosa.
-Nie, nie, nie. To nie tak- uspokoił ją Josh.
-Szyyyli mniee lubiss?
-Tak, jak każdy- uśmiechnął się chłopak, ale Romanos tylko spochmurniała.
-Nje kaźdy...
Smith uznał, że da dziewczynie spokój. Resztę drogi szli w ciszy, a gdy doszli do domu chłopaka okazało się, że Ulqliora zasnęła. Szatyn położył niebieskooką na łóżku, sam usiadł obok wpatrując się w śpiącą nastolatkę. ~Co ja mam z tobą zrobić? I co ty robiłaś upita w parku?~zastanawiał się i nim się spostrzegł zasnął
<rankiem>
Ulqliorę obudził przyjemny zapach. Otworzyła oczy i zaskoczona stwierdziła, że nie jest ani w parku, ani w swoim pokoju. Usiadła i roztajała się po pomieszczeniu, było małe. Znajdowało się w nim łóżko, biurko i szafa, prawdopodobnie na książki.
-Oh obudziłaś się- usłyszała znajomy głos.-Śniadanie już prawie gotowe.
-C-Co ja tu robię?-zapytała nadal oszołomiona dziewczyna i dopiero po chwili poczuła efekty wypitego alkoholu
-Znalazłem cię upitą w parku- wytłumaczył Josh robiąc zatroskaną minę.-W porządku?
-Ta.. Chyba tak-westchnęła Romanos. Wstała i chwiejnym krokiem ruszyła w stronę kuchni i usiadła przy stole.
-Ulquliora-san co się wczoraj stało?-zapytał chłopak podając jej posiłek.
-Ah to, nieistotne. Mów mi Ulqliora dobrze-powiedziała wpatrując się w okno.-Która godzina?
-9:55, a co?
-Jestem spóźniona!
-Spóźniona, ale gdzie? Przecież jest sobota!-zaskoczył się Josh.
-Dziękuje za wszystko, pa!-pożegnała się Ulqliora, po czym wyszła z domu i pobiegła do pracy.
<hotel>
-Ula-chan!-zawołała jedna z pokojówek, pracujących w hotelu, podbiegając di Ulqliory.
-Tak?
-Kisuke-sama prosi byś do niego przyszła.
~Kisuke-sama?~zamyśliła się białowłosa idąc do gabinetu.-Wołałeś?-zapytała zamykając za sobą drzwi.
-Tak,chcę z tobą porozmawiać-wytłumaczył brunet.
~Przecież nie spóźniłam się tak bardzo, tylko pół godziny~rozmyślała Romanos.-O czym?-zapytała.
-Chcę ci dać awans.
-Awans?
-Tak- Kamito uśmiechnął się i zaczął podchodzić do białowłosej.-Będziesz moja osobistą pokojówką.
-Nie che-powiedziała obojętnie.
-To nie było pytanie-wytłumaczył chłopak pochylając się nad nastolatką.
-Nie pozwalaj sobie na zbyt wiele-mruknęła zirytowana Ulqliora po czym odsunęła od siebie czarnowłosego.
-A ty nie bądź taka oziębła Ula-chan -zaśmiał się łapiąc dziewczynę za rękę i przyciskając ją do ściany. -Chyba, że chcesz wylecieć.
-Jesteś podły- warknęła, a Kisuke nachylił się w jej stronę.-P-Przestań!-pisnęła Romanos gdy chłopak zaczął całować jej szyje. Ulqliora próbowała się wyrwać, ale na darmo.
Hejka!
Sorki, że taki krótki, no ale nie chciałam wam nic więcej zdradzać. Wiem jestem wredna >D. Nudzi mi się więc myślę, że trochę się poznęcam nad Ulą-chan hahaha... Nie bez przesady, nie będę się mścić i torturować nic z tych rzeczy. W każdym bądź razie będzie się działo, ale nie obiecuje, że nic jej nie zrobię :P.
Pozdrawiam wszystkich czytelników (i wspieram bloggerów) Ulqliora Romanos.
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Rozdział 2
Ulqliora obudziła się przed siódmą. Przeczesała rozczochrane włosy, nałożyła bandaż i ubrała się w mundurek po czym poszła do kuchni. Stanęła przy kuchence i zabrała się za przygotowanie śniadania, gdy kończyła do kuchni wszedł jej ojciec.
-Dzień dobr..- nie dokończyła ponieważ została spoliczkowana.
-Miałaś mnie obudzić suko- syknął przez zęby mężczyzna i usiadł przy stole.-Jesteś jak matka, tak samo nieposłuszna- Te słowa zabolały dziewczynę, ale nie dała tego po sobie poznać. Położyła na stół przygotowane tosty, usiadła i zaczęła jeść. Szybko skończyła i poszła po plecak, spakowała do niego drugie śniadanie, ubrała kurtkę i buty, po czym wyszła żegnając się. Prawdopodobnie gdyby tego nie zrobiła ojciec wykorzystał by to jako pretekst do bicia jej.
Idąc do szkoły zaczepił ją jakiś chłopak, mniej więcej w jej wieku. Miał czarne włosy, oczy i ogólnie był ubrany na czarno. Był wysoki i całkiem dobrze zbudowany.
-Ohayo- przywitał się.
-Ohayo- odparła zimnym głosem.
-Jestem Kamito, jak masz na imię?-dopytywał.
-Co cię to?
-Podobasz mi się - Białowłosa obejrzała się na chłopaka. ~Pies na baby, czy co?~pomyślała.
-Wybacz nie mam smyczy - oznajmiła chłodnym tonem i skręciła w uliczkę prowadzącą do szkoły.
-No weź, nie zgrywaj takiej niedostępnej-powiedział łapiąc ją za rękę. Nastolatka wyrwała się z jego objęć i kopnęła z kolana w brzuch.
-Odwal się- rzekła odwracając się i idąc w swoją stronę. Kamito oparł się ramieniem o ścianę i wpatrywał w sylwetkę odchodzącej nastolatki.
~To może być ciekawe doświadczenie~pomyślał.
<w szkole>
Aki obserwowała białowłosą, która patrzyła w jakiś punkt za oknem.
-Ciekawe nad czym teraz myśli-zadumała rudowłosa i zdała sobie sprawę, że powiedziała to na głos.
-Nie wiem, wygląda na zamkniętą w sobie- westchnęła Suu siedząca w tej samej ławce.
-Dobrze..- rozległ się głos nauczyciela.- No to może panna Romanos podejdzie do tablicy, skoro tak ją nudzą moje słowa- Ulqliora wstała bez słowa, podeszła do tablicy, spojrzała na zadanie i wpisała wynik. -Mogła byś rozpisać i wytłumaczyć zadanie klasie, jeśli łaska?- zapytał mężczyzna. Białowłosa wykonała wszystkie polecenie i odwróciła się w stronę wykładowcy.- Dobrze, możesz wrócić na miejsce- mruknął niezadowolony. Romanos poszła do swojej ławki, a Aki uważnie jej się przyglądała. W pewnym momencie zobaczyła jak kąciki ust niebieskookiej wyginają się lekko do góry wyrażając satysfakcje. Brązowooka przetarła oczy zdziwiona, ale wyraz twarzy Ulqliory znów stał się zimny.
~Pewnie mi się zdawało~pomyślała i zaczęła przepisywać zadanie z tablicy. Białowłosa, do końca lekcji matematyki, wpatrywała się w okno.
Gdy zadzwonił dzwonek na długą przerwę większość osób tworzyła grupki i razem jedli drugie śniadanie, ale Ulqliora poszła schodami na dach szkoły. Josh to zauważył i poszedł za nią. Chciał się z nią zaprzyjaźnić, po prostu poznać. Gdy dotarł na szczyt budynku począł rozglądać się szukając dziewczyny.
-Czego chcesz?- usłyszał głos zza siebie i odwrócił się przestraszony.
-Ach, to ty- odetchnął gdy ujrzał białowłosą. -Może... Zjemy razem drugie śniadanie?
-Nie bardzo.
-Dlaczego?-dopytywał Smith.
-Po prostu wole być sama- rzekła smutnym głosem, co zdziwiło szatyna.
~Więc coś ją trapi, hm... ~zamyślił się.~Musze jej jakoś pomóc~ postanowił Josh, stanął obok Ulqliory usiadł na ziemi opierając się o ścianę.
-Nie ustąpisz, co nie?-mruknęła niezadowolona dziewczyna siadając niedaleko Smitha, a ten tylko zaśmiał się złośliwie.
<po szkole>
- Hej Josh!-krzyknął brunet podbiegający do Lex'a, Aki i Josh'a.
-Coś się stało Li?-zmartwiła się Aki, a ten tylko pociągnął Smith'a kawałek od pozostałych.
-Ej, ej, ej wyluzuj trochę. Co jest?-zapytał szatyn.
-To prawda, że jadłeś dzisiaj śniadanie z Ulqliorą?- dopytywał podekscytowany Darknes.
-T-Tak, i co z teg...?
-Jak to "co z tego?"Przecież to najbardziej atrakcyjna, piękna i seksowna dziewczyna w szkole!
-I co?
-Jak ty tak możesz- zaszlochał Liam. - Ja tam myślałem, że Aki cię zadowala, a tu dochodzi do nie wiadomo czego...
-Że co?!-krzyknął rumieniąc się Josh.-Nie, ja nic..
-Wiem, wiem nie chcesz o tym mówić- zaśmiał się Li.
-Co się dzieje?- na dźwięk głosu Lex'a szatyn prawie podskoczył.
-N-Nic, nic, możemy już iść?- powiedział nadal czerwony szatyn.
~Jak ja nie nawiedzę tego imbecyla!~krzyczała w myślach Romanos masując obolały brzuch. Oberwała od ojca i nawet nie powiedział jej za co. Nastolatka olała ból i usiadła przy biurku zabierając się za zadanie domowe. W pewnym momencie złamał się jej ołówek, przeklęła w myślach i sięgnęła do skarbonki.
-N-Nani?- krzyknęła gdy dostrzegła ile pozostało jej pieniędzy. ~znów będę musiała pracować~westchnęła.~Tylko gdzie? Kawiarnia, bar...?~ położyła się na łóżku wzdychając. ~Mam mało czasu, jeśli się nie pospieszę mogę zostać bez pieniędzy~ Długo myślała nad wyborem, w końcu wymyśliła. -Będę pracować w hotelu, na pewno coś się znajdzie- po tych słowach białowłosa wyszła realizować swój plan.
-Dzień dobry- powiedziała wchodząc do budynku hotelowego.
-Witam panią, czego pani sobie życzy?-zapytała... pokojówka?
-Ja w sprawie pracy.
-Pracy? Hm... Zaprowadzę panią do szefa- powiedziała kobieta i zaprowadziła Ulqliorę korytarzem pod "biuro szefa". Romanos zapukała.
-Proszę- doszło do jej uszu. Nastolatka weszła do biura za którym siedział chłopak w czarnych włosach.-C-Co ty tu robisz?- zapytał zaskoczony Kisuke.
-Mogła bym zapytać o to samo-odparła zirytowana niebieskooka.-Mniejsza... Znajdzie sie dla mnie jakaś praca?
-Praca tak...-zamyślił się chłopak spoglądając na Ulqliorę.
-Normalna praca.
-No ty... Ach, poczekaj chwilę- mruknął Kamito grzebiąc w dokumentach. -Pokojówka.
-Co?
-Mogę cię zatrudnić jako pokojówkę- Białowłosa skrzywiła się.
~Cóż, leprze to niż nic~pomyślała.-Kiedy zaczynam.
-Jak najprędzej-oznajmił zachwycony brunet.

Ohayo! A oto i nowy rozdział. Przepraszam, że tak późno, ale jest (mam nadzieje że nie ma tylu błędów).
Co by tu... Wesołego (spóźnionego) jajka i śmigusa dyngusa.
Pozdrawiam wszystkich czytelników, Autorka.
-Dzień dobr..- nie dokończyła ponieważ została spoliczkowana.
-Miałaś mnie obudzić suko- syknął przez zęby mężczyzna i usiadł przy stole.-Jesteś jak matka, tak samo nieposłuszna- Te słowa zabolały dziewczynę, ale nie dała tego po sobie poznać. Położyła na stół przygotowane tosty, usiadła i zaczęła jeść. Szybko skończyła i poszła po plecak, spakowała do niego drugie śniadanie, ubrała kurtkę i buty, po czym wyszła żegnając się. Prawdopodobnie gdyby tego nie zrobiła ojciec wykorzystał by to jako pretekst do bicia jej.
Idąc do szkoły zaczepił ją jakiś chłopak, mniej więcej w jej wieku. Miał czarne włosy, oczy i ogólnie był ubrany na czarno. Był wysoki i całkiem dobrze zbudowany.
-Ohayo- przywitał się.
-Ohayo- odparła zimnym głosem.
-Jestem Kamito, jak masz na imię?-dopytywał.
-Co cię to?
-Podobasz mi się - Białowłosa obejrzała się na chłopaka. ~Pies na baby, czy co?~pomyślała.
-Wybacz nie mam smyczy - oznajmiła chłodnym tonem i skręciła w uliczkę prowadzącą do szkoły.
-No weź, nie zgrywaj takiej niedostępnej-powiedział łapiąc ją za rękę. Nastolatka wyrwała się z jego objęć i kopnęła z kolana w brzuch.
-Odwal się- rzekła odwracając się i idąc w swoją stronę. Kamito oparł się ramieniem o ścianę i wpatrywał w sylwetkę odchodzącej nastolatki.
~To może być ciekawe doświadczenie~pomyślał.
<w szkole>
Aki obserwowała białowłosą, która patrzyła w jakiś punkt za oknem.
-Ciekawe nad czym teraz myśli-zadumała rudowłosa i zdała sobie sprawę, że powiedziała to na głos.
-Nie wiem, wygląda na zamkniętą w sobie- westchnęła Suu siedząca w tej samej ławce.
-Dobrze..- rozległ się głos nauczyciela.- No to może panna Romanos podejdzie do tablicy, skoro tak ją nudzą moje słowa- Ulqliora wstała bez słowa, podeszła do tablicy, spojrzała na zadanie i wpisała wynik. -Mogła byś rozpisać i wytłumaczyć zadanie klasie, jeśli łaska?- zapytał mężczyzna. Białowłosa wykonała wszystkie polecenie i odwróciła się w stronę wykładowcy.- Dobrze, możesz wrócić na miejsce- mruknął niezadowolony. Romanos poszła do swojej ławki, a Aki uważnie jej się przyglądała. W pewnym momencie zobaczyła jak kąciki ust niebieskookiej wyginają się lekko do góry wyrażając satysfakcje. Brązowooka przetarła oczy zdziwiona, ale wyraz twarzy Ulqliory znów stał się zimny.
~Pewnie mi się zdawało~pomyślała i zaczęła przepisywać zadanie z tablicy. Białowłosa, do końca lekcji matematyki, wpatrywała się w okno.
Gdy zadzwonił dzwonek na długą przerwę większość osób tworzyła grupki i razem jedli drugie śniadanie, ale Ulqliora poszła schodami na dach szkoły. Josh to zauważył i poszedł za nią. Chciał się z nią zaprzyjaźnić, po prostu poznać. Gdy dotarł na szczyt budynku począł rozglądać się szukając dziewczyny.
-Czego chcesz?- usłyszał głos zza siebie i odwrócił się przestraszony.
-Ach, to ty- odetchnął gdy ujrzał białowłosą. -Może... Zjemy razem drugie śniadanie?
-Nie bardzo.
-Dlaczego?-dopytywał Smith.
-Po prostu wole być sama- rzekła smutnym głosem, co zdziwiło szatyna.
~Więc coś ją trapi, hm... ~zamyślił się.~Musze jej jakoś pomóc~ postanowił Josh, stanął obok Ulqliory usiadł na ziemi opierając się o ścianę.
-Nie ustąpisz, co nie?-mruknęła niezadowolona dziewczyna siadając niedaleko Smitha, a ten tylko zaśmiał się złośliwie.
<po szkole>
- Hej Josh!-krzyknął brunet podbiegający do Lex'a, Aki i Josh'a.
-Coś się stało Li?-zmartwiła się Aki, a ten tylko pociągnął Smith'a kawałek od pozostałych.
-Ej, ej, ej wyluzuj trochę. Co jest?-zapytał szatyn.
-To prawda, że jadłeś dzisiaj śniadanie z Ulqliorą?- dopytywał podekscytowany Darknes.
-T-Tak, i co z teg...?
-Jak to "co z tego?"Przecież to najbardziej atrakcyjna, piękna i seksowna dziewczyna w szkole!
-I co?
-Jak ty tak możesz- zaszlochał Liam. - Ja tam myślałem, że Aki cię zadowala, a tu dochodzi do nie wiadomo czego...
-Że co?!-krzyknął rumieniąc się Josh.-Nie, ja nic..
-Wiem, wiem nie chcesz o tym mówić- zaśmiał się Li.
-Co się dzieje?- na dźwięk głosu Lex'a szatyn prawie podskoczył.
-N-Nic, nic, możemy już iść?- powiedział nadal czerwony szatyn.
~Jak ja nie nawiedzę tego imbecyla!~krzyczała w myślach Romanos masując obolały brzuch. Oberwała od ojca i nawet nie powiedział jej za co. Nastolatka olała ból i usiadła przy biurku zabierając się za zadanie domowe. W pewnym momencie złamał się jej ołówek, przeklęła w myślach i sięgnęła do skarbonki.
-N-Nani?- krzyknęła gdy dostrzegła ile pozostało jej pieniędzy. ~znów będę musiała pracować~westchnęła.~Tylko gdzie? Kawiarnia, bar...?~ położyła się na łóżku wzdychając. ~Mam mało czasu, jeśli się nie pospieszę mogę zostać bez pieniędzy~ Długo myślała nad wyborem, w końcu wymyśliła. -Będę pracować w hotelu, na pewno coś się znajdzie- po tych słowach białowłosa wyszła realizować swój plan.
-Dzień dobry- powiedziała wchodząc do budynku hotelowego.
-Witam panią, czego pani sobie życzy?-zapytała... pokojówka?
-Ja w sprawie pracy.
-Pracy? Hm... Zaprowadzę panią do szefa- powiedziała kobieta i zaprowadziła Ulqliorę korytarzem pod "biuro szefa". Romanos zapukała.
-Proszę- doszło do jej uszu. Nastolatka weszła do biura za którym siedział chłopak w czarnych włosach.-C-Co ty tu robisz?- zapytał zaskoczony Kisuke.
-Mogła bym zapytać o to samo-odparła zirytowana niebieskooka.-Mniejsza... Znajdzie sie dla mnie jakaś praca?
-Praca tak...-zamyślił się chłopak spoglądając na Ulqliorę.
-Normalna praca.
-No ty... Ach, poczekaj chwilę- mruknął Kamito grzebiąc w dokumentach. -Pokojówka.
-Co?
-Mogę cię zatrudnić jako pokojówkę- Białowłosa skrzywiła się.
~Cóż, leprze to niż nic~pomyślała.-Kiedy zaczynam.
-Jak najprędzej-oznajmił zachwycony brunet.
Ohayo! A oto i nowy rozdział. Przepraszam, że tak późno, ale jest (mam nadzieje że nie ma tylu błędów).
Co by tu... Wesołego (spóźnionego) jajka i śmigusa dyngusa.
Pozdrawiam wszystkich czytelników, Autorka.
sobota, 4 kwietnia 2015
Kiedy będzie nowy rozdział?
Etto.. przepraszam za zwłokę. Chcę poinformować, że rozdział może pojawić się najwyżej w poniedziałek lub wtorek. No wiecie święta itd. po prostu trochę brakuje czasu.
Przepraszam. :(
Przepraszam. :(
czwartek, 2 kwietnia 2015
:D
Jak widać zmieniłam wystrój bloga.
Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego to chętnie wam powiem. Z kaprysu ;P. Po prostu tak bardziej mi się podoba mam nadzieje że wam też.
Pozdrawiam Autorka. :D
Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego to chętnie wam powiem. Z kaprysu ;P. Po prostu tak bardziej mi się podoba mam nadzieje że wam też.
Pozdrawiam Autorka. :D
piątek, 20 marca 2015
Rozdział 1
Josh szedł drogą do szkoły razem ze swoimi najlepszymi kumplami, Lex'em i z Aki, gdy mieli minąć bramę budynku minęła ich wysoka, białowłosa dziewczyna. Chłopacy stanęli i wpatrywali się w nastolatkę z rumieńcami na twarzach.
-Kto to był?- zapytała Aki spoglądając na swoich przyjaciół.
-Nie wiem, nigdy jej tutaj nie było-wytłumaczył Lex, który najdłużej chodził do tej szkoły.
-Czyli nowa.
-Ciekawe do której klasy chodzi - pomyślał na głos Josh.
Wychowawca zaczął sprawdzać obecność, gdy do klasy wszedł dyrektor i zaczął cichą rozmowę z mężczyzną. Po krótkim czasie nauczyciel kiwnął twierdząco głową, a dyrektor wyszedł z pomieszczenia.
-Właśnie zostałem poinformowany...-zaczął wychowawca.-...Że do waszej klasy dołączy nowa uczennica- to mówiąc nakazał ruchem ręki by dziewczyna weszła do klasy. Białowłosa niezachwianym krokiem weszła do klasy. Była ubrana w szkolny mundurek, a z pod rękawa koszuli wystawał bandaż. Miała długie, szczupłe nogi idealnie pasujące do jej smukłej i wysokiej figury.
-Witam, mam na imię Ulqliora- powiedziała obojętnym głosem i pomimo chłodu bijącego od niej, większość chłopaków wpatrywała się w dziewczynę z zachwytem, wyjątkiem był Jin (kujon klasowy xD).
-Zajmij swoje miejsce i będziemy kontynuować-nakazał nauczyciel. Niebieskooka usiadła w ostatniej ławce przy oknie (tylko ta była wolna).
-Kiedy dostaniemy plany lekcji panie dowódco?- zapytał Ly. "Pan dowódca" uśmiechnął się i powrócił do przerwanego zadania dopisując Ulqliorę na listę.
Po "lekcji wychowawczej" Ulqliora wróciła do domu. Ledwo zamknęła drzwi, a stanął przy niej wściekły ojciec i zdzielił jej w twarz tak, że nastolatka prawie się przewróciła. Białowłosa złapała się za obolały policzek i spojrzała na ojca.
-Czemu mnie nie obudziłaś?-warknął.
-Nie pozwalasz mi się budzić.
-Czemu nie zostawiłaś mi śniadania?
-Bo się śpieszyłam- wytłumaczyła. Mężczyzna złapał ją za kołnierz i rzucił o ścianę.
-Ty suko, chyba zapominasz kto cię utrzymuje- po tych słowach wyszedł z domu trzaskając za sobą drzwiami. Ulqliora wstała, wzięła plecak i poszła do swojego pokoju.
~Dobrze, że poszedł już do pracy~pomyślała dziewczyna i poczuła jak krew ścieka jej po brodzie z przeciętej wargi.~Cholera...~syknęła i wytarła krew. Niebieskooka spojrzała na zabandażowaną rękę, po czym zaczęła go zdejmować. Gdy zdjęła bandaż zobaczyła liczne rany. Polała je wodą utlenioną i nałożyła nowy opatrunek.~Nienawidzę tego dupka.
Poszło do kuchni i wzięła się za przygotowywanie jedzenia. Nie była głodna, ale musiała go zrobić dla ojca, inaczej znowu by ją bił.
Skończyła gotować i zamknęła się w pokoju czytając książkę pt. "Tajemnica serca". Była książka o mocnym zabarwieniu erotycznym, lecz dziewczynę nie specjalnie to ruszało. Dla niej była to zwykła książka, dla niej wszystko było zwykłe, prymitywne i monotonne. Ojciec "wychowywał" ją po swojemu. Bił i nie okazywał miłości. Już od młodych lat wykorzystywał dziewczynę do prac domowych. Czasami nastolatka zastanawiała się, co to miłość? Nie pojmowała jej znaczenie, nie znała jej uczucia. Chciała je poznać, chciała czuć się kochana, lecz nie mogła. Jej ojciec niszczył każdą radość jaką miała z życia. Mimo to nie mogła nic zrobić, ani iść na policje, ani komuś o tym mówić bo zastraszał ją, groził jej.
Nom, i jest pierwszy rozdział. Krótki, ale cóż...Postaram się by kolejne były długie, no i ciekawe.
Pozdrawiam Ulqliora.
-Kto to był?- zapytała Aki spoglądając na swoich przyjaciół.
-Nie wiem, nigdy jej tutaj nie było-wytłumaczył Lex, który najdłużej chodził do tej szkoły.
-Czyli nowa.
-Ciekawe do której klasy chodzi - pomyślał na głos Josh.
Wychowawca zaczął sprawdzać obecność, gdy do klasy wszedł dyrektor i zaczął cichą rozmowę z mężczyzną. Po krótkim czasie nauczyciel kiwnął twierdząco głową, a dyrektor wyszedł z pomieszczenia.
-Właśnie zostałem poinformowany...-zaczął wychowawca.-...Że do waszej klasy dołączy nowa uczennica- to mówiąc nakazał ruchem ręki by dziewczyna weszła do klasy. Białowłosa niezachwianym krokiem weszła do klasy. Była ubrana w szkolny mundurek, a z pod rękawa koszuli wystawał bandaż. Miała długie, szczupłe nogi idealnie pasujące do jej smukłej i wysokiej figury.
-Witam, mam na imię Ulqliora- powiedziała obojętnym głosem i pomimo chłodu bijącego od niej, większość chłopaków wpatrywała się w dziewczynę z zachwytem, wyjątkiem był Jin (kujon klasowy xD).
-Zajmij swoje miejsce i będziemy kontynuować-nakazał nauczyciel. Niebieskooka usiadła w ostatniej ławce przy oknie (tylko ta była wolna).
-Kiedy dostaniemy plany lekcji panie dowódco?- zapytał Ly. "Pan dowódca" uśmiechnął się i powrócił do przerwanego zadania dopisując Ulqliorę na listę.
Po "lekcji wychowawczej" Ulqliora wróciła do domu. Ledwo zamknęła drzwi, a stanął przy niej wściekły ojciec i zdzielił jej w twarz tak, że nastolatka prawie się przewróciła. Białowłosa złapała się za obolały policzek i spojrzała na ojca.
-Czemu mnie nie obudziłaś?-warknął.
-Nie pozwalasz mi się budzić.
-Czemu nie zostawiłaś mi śniadania?
-Bo się śpieszyłam- wytłumaczyła. Mężczyzna złapał ją za kołnierz i rzucił o ścianę.
-Ty suko, chyba zapominasz kto cię utrzymuje- po tych słowach wyszedł z domu trzaskając za sobą drzwiami. Ulqliora wstała, wzięła plecak i poszła do swojego pokoju.
~Dobrze, że poszedł już do pracy~pomyślała dziewczyna i poczuła jak krew ścieka jej po brodzie z przeciętej wargi.~Cholera...~syknęła i wytarła krew. Niebieskooka spojrzała na zabandażowaną rękę, po czym zaczęła go zdejmować. Gdy zdjęła bandaż zobaczyła liczne rany. Polała je wodą utlenioną i nałożyła nowy opatrunek.~Nienawidzę tego dupka.
Poszło do kuchni i wzięła się za przygotowywanie jedzenia. Nie była głodna, ale musiała go zrobić dla ojca, inaczej znowu by ją bił.
Skończyła gotować i zamknęła się w pokoju czytając książkę pt. "Tajemnica serca". Była książka o mocnym zabarwieniu erotycznym, lecz dziewczynę nie specjalnie to ruszało. Dla niej była to zwykła książka, dla niej wszystko było zwykłe, prymitywne i monotonne. Ojciec "wychowywał" ją po swojemu. Bił i nie okazywał miłości. Już od młodych lat wykorzystywał dziewczynę do prac domowych. Czasami nastolatka zastanawiała się, co to miłość? Nie pojmowała jej znaczenie, nie znała jej uczucia. Chciała je poznać, chciała czuć się kochana, lecz nie mogła. Jej ojciec niszczył każdą radość jaką miała z życia. Mimo to nie mogła nic zrobić, ani iść na policje, ani komuś o tym mówić bo zastraszał ją, groził jej.
Pozdrawiam Ulqliora.
Ohayo!
Ohayo :)
Jestem Ulqliora. Zapraszam WSZYSTKICH do czytania mojego bloga (za opłatą, 5zł. za godzinę xD). Będzie to historia całkowicie przeze mnie zmyślona, w przeciwieństwie do moich innych blogów.
Będzie to opowieść o... mojej bohaterce. Nie wiem jak to ująć, po prostu o Ulqliorze.
Serdecznie zapraszam do czytania moichgłupot opowiadania.
Jestem Ulqliora. Zapraszam WSZYSTKICH do czytania mojego bloga (za opłatą, 5zł. za godzinę xD). Będzie to historia całkowicie przeze mnie zmyślona, w przeciwieństwie do moich innych blogów.
Będzie to opowieść o... mojej bohaterce. Nie wiem jak to ująć, po prostu o Ulqliorze.
Serdecznie zapraszam do czytania moich
Subskrybuj:
Posty (Atom)