-Czyli uciekłaś z domu ponieważ ojciec zmusił cie do... Sama wiesz czego i przyszłaś się u mnie schować tak?-zapytał zdezorientowany szatyn. W końcu udało mu się wydusić z Ulqliory informacje, ale nie spodziewał się że jest tak źle.
-Tak, jeszcze coś chcesz wiedzieć?-zapytała dziewczyna z kamiennym wyrazem twarzy.
-Nie...-westchnął Josh.
-W takim razie pożycz mi jakieś ciemne dresy-powiedziała białowłosa.
-Co? Czemu niby miał bym...-Smith chciał się przeciwstawić, lecz dziewczyna już zaczęła się rozbierać. Nie wiedział do czego Romanos jest zdolna więc posłusznie wykonał polecone mu zadanie. Dziewczyna ubrała czarne dresy, tego samego koloru trampki oraz rękawiczki, oraz granatową bluzę.
-Podaj mi nóż-poleciła Joshowi.
-Po co ci nó...-nie zdążył dokończyć pytania, a dziewczyna odcięła kitkę.-Aha...
-Oddaje-powiedziała podając chłopakowi nóż i włosy. Następnie włożyła kaptur na głowę i oznajmując że niedługo wróci zamknęła za sobą drzwi. Josh spojrzał na trzymane w rękach włosy.
-Co ja mam z tym zrobić?-zapytał sam siebie.
Po chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Szatyn włożył włosy do kieszeni i poszedł potworzyć.
-Josh!-zawołał Liam rzucając się Smithowi na szyję.
-Liam! Co ci znowu odbija!?-zapytał Josh w tym samym momencie poczuł na ramieniu ciepłe krople. Zabrał przyjaciela do domu i zamykając za sobą drzwi zaprowadził do salonu.
-Napijesz się czegoś?-zaproponował brązowooki. Darkness kiwnął przecząco głową.-Nawet gorącej czekolady z mlekiem i bitą śmietaną (Liam lubi słodycze, a to najbardziej).
-A zrobiłbyś!?-oczy Liama błysnęły radością.
-Jasne, poczekaj chwilę.
-Jesteś ekstra Josh! No to co ten głupi Jin...-bąknął brunet.
-Royal? Co znów zrobił?-dopytywał Josh wyciągając kubki z szafy.
-Nie ogarniałem zadania z angielskiego,a on zaczął wyzywać mnie od idiotów. I nawet powiedział, że pomaganie mi to strata czasu-wytłumaczył niebieskooki. Josh w tym czasie zrobił czekoladę, dla siebie i Liama, i zaniusł do salonu.
-Może dzięki czekoladzie o tym zapomnisz?
<Tymczasem...>
Otarłam usta i nałożyłam maskę na twarz. Spojrzałam na martwe ciało faceta, który przed chwilą próbował mnie z molestować. Głupi zbok miał pecha, bo byłam wyjątkowo głodna. Kiedy już się najadłam poszłam do "swojego" domu. Ojciec zapewne porozstawiał pułapki gdybym miała się włamać, więc weszłam frontowymi drzwiami. To było tak oczywiste, że aż głupie, ale nie było tam pułapek. Poczułam jego zapach zewsząd. Ten okropny, zepsuty zapach tropiciela. Tak mój ojczulek pracuje jako tropiciel ghuli, a że ja nim jestem to nienawidzi mnie całym sercem. Lecz jestem tylko w połowie potworem więc dowództwo zakazało mnie zabijać dopóki nie sprawiam zagrożenia.
Mimo iż o z n a c z y ł cały dom, wyczułam że go w nim niema i omijając pułapki wparowałam do "mojego" pokoju. Spakowałam to co najpotrzebniejsze i otworzyłam okno z zamiarem wyjścia przez nie. W tym momencie poczułam natężenie znajomego mi smrodu.
-Wróciłaś do taty?-zarechotał złowieszczo mój ojciec.
Hejo kociaki!
Wybaczcie, że nie pisałam ale miałam problemy z netem.
Ale teraz już jest wszystko dobrze i mogę pisać, więc przygotujcie się za wstrząs! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz