środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 7

Yo misiaki, sorki za tak długą nieobecność. Już to nadrabiam...

Koniec dnia. Tylko na to czekała. Ojciec poszedł, klienci tak samo. w końcu mogła się wymknąć. Poprzedni facet nieumyślnie obluzował jej sznury także mogła uwolnić jedną dłoń, a potem jakoś poszło. Po chwili stała obok materaca, który robił za łóżko, ubierając znalezione spodnie i bluzę z kapturem. Włosy związała bandażem (tym którym miała związane ręce) i nałożyła kaptur na głowę. ~Muszę z tond jakoś uciec...~ pomyślała rozglądając się za jakimś oknem. W końcu znalazła, ale było małe więc ledwo się przecisnęła drąc bluzę i raniąc łydkę kawałkiem szkła. Stanęła na leśnej ścieżce, rozmyślając jak zapomnieć o tym co ją spotkało i jak odpłacić za to ojcu zaczęła iść ścieżką. Wszystko ją bolało, lecz najbardziej ręka i rozcięta noga. Po jej dłoni powoli ciekła krew i kapała na ziemie, podobnie było z nogą, którą ledwo ruszała. Usiadła na uboczu, rozwiązała włosy i zatamowała krwawienie z nogi bandażem po czym oparła się o drzewo by odpocząć.
~Nie mogę wrócić do domu, bo on tam jest. Do hotelu także nie, bo znając życie ten idiota Kisuke nie będzie mógł się opanować~ rozmyślała białowłosa wzdychając.~Gdzie mogła bym się schować..?~ Rozwiązanie przyszło jej samo. Po lesie rozległ się odgłos łamanej gałęzi i głosów. Ulqliora szybko schowała się pod krzakiem i nasłuchiwała. Na szczęście byli to tylko dwaj pijacy. Byli na oko w jej wieku i rozmawiali na temat spotkanych "lachonów" jak to ujmowali. Gdy sobie poszli Romanos odetchnęła i udała się w stronę jedynego bezpiecznego miejsca. Do domu Joah'a Smith'a
<Tym czasem w hotelu...>
-Nadal jej nie znalazłeś? Jesteś beznadziejny.
-To nie moja wina. Jeśli ją zabili to nie będę w stanie jej wytropić- oburzył się Rin.
-Nawet tak nie mów. Ula-chan ma do mnie wrócić cała i zdrowa, bo nie dostaniesz zapłaty-odpyskował Kamito.
-No weź, musze jakoś żyć...
-Dostałeś przecież zaliczkę. Zawsze możesz sobie kogoś znaleźć i coś przekąsić- powiedział zimnym tonem Kisuke po czym olał swojego rozmówce i wrócił do pracy.
-Czyli ty też się nadajesz?- zapytał czerwonooki nachylając się nad czarnookim i podpierając rękami o biurko.
-W-Weź przestań żartować i wróć do roboty- wydusił z siebie lekko łamiącym się głosem chłopak. Dreyal uśmiechnął się szyderczo i zwrócił ku drzwiom.
-Jak sobie życzysz panie-zaśmiał się po czym zamknął drzwi.
-Cholerny gnojek-syknął Kamito rozsiadając się w fotelu.~To już za długo trwa, nie pożyje długo jeśli szybko nie zobaczę Ulqliory. Chyba się od niej uzależniłem...Kurde, jek nisko mam jeszcze upaść?! Nie dość, że poprosiłem o pomoc tego gnojka to jeszcze rozmyślam nad swoją pracownicą! Przecież jest tylko dziewczyną, na świecie jest ich pełno!~rozmyślał czarnowłosy zakrywając oczy dłonią.~Jestem żałosny...

Josh leżał na łóżku i pisał na chacie z Lex'em i Liam'em. Po chwili rozległo się pukanie. Smith odłożył laptop i ruszył otworzyć.
-Już i...
<JEBUT!>
-...dę-wydusił z siebie szatyn.
-Przepraszam za najście-powiedziała dziewczyna z powrotem wkładając drzwi w zawiasy.
-N-Nic się nie stało... Ulqliora-san co ty tu robisz?-zapytał zdezorientowany Smith.
-Mogę skorzystać z łazienki?-zlekceważyła pytanie dziewczyna.
-Tak, drugie drzwi na lewo...
-Dzięki-powiedziała niebieskooka zatrzaskując za sobą drzwi. Zdezorientowany Smith wrócił na swoje łóżko i wznowił rozmowę z przyjaciółmi.
Liam: Josh, gdzie żeś polazł. Właśnie zastanawialiśmy się jaki jest twój typ dziewczyny.
Lex: Nie "my" tylko "ty" mnie to nie interesuje.
Suu Ayasegava jest online.
Suu: Cześć, o czym gadacie?
Aki: Liam wypytuje Josha o różne rzeczy.
Josh: Dajcie mi spokój. Co ja wam zrobiłem?
Suu: Jakie sprawy?
Liam: Miłosne.
Suu: O, ja też mam pytanie!
Aki: Dajesz.
Suu: Josh, co cujesz do białowłosej Romanos? 
Lex: Też jestem ciekaw.
Liam: Ja też.
Aki: I ja.
Josh: Dajcie mi spokój. To tylko koleżanka z klasy.
Suu: Naprawdę?
Josh: Tak. Muszę kończyć mam gości.
Lex: Narka.
Aki: Pa!
Suu/ Liam: Kto jest u ciebie?
Josh Smith wylogował/ła się z chata.

~Co za wścibscy ludzie...~pomyślał szatyn zamykając laptop i w tym samym momęcie usłyszał głos za plecami.
-Kto normalny zanosi pijaną "koleżanką z klasy" do swojego domu, a potem daje jej schronienie o nic nie pytając?
-U-Ulqliora-san!

 
No, i jest... Ciężko mi było pisać ten rozdział, po prostu miałam pustkę w głowie, ale jak tylko zobaczyłam te polubienia to jakoś poszło :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz