-Ulqliora, zdajesz sobie sprawę, że historia o tobie jest bardzo, bardzo, BARDZO popularna?
-Nic mi o tym nie wiadomo.
-Serio cie to nie obchodzi?
-Niespecjalnie.
-Ale ty jesteś podła! Co ja mam im napisać?
-...
-Wiem, napisze gorący rozdzialik z tobą i twoim szefuniem. Zgodzisz się?
-Ale on jest irytujący.
-I co z tego?
-Ja go nie lubię
W tym momencie otworzyły się drzwi i do gabinetu wszedł czarnowłosy chłopak.
-Ula-chan, gdzie ty się podziewasz? Potrzebuję cie...! A-A-Autorka! Co ty tu robisz?!
-Faktycznie irytujący.
-A nie mówiłam.
-Ej, olałaś mnie!
-Czego chcesz?
-Napisz jakąś gorącą akcje ze mną i Ulą-chan...
-Odmawiam/Odmawiam
-CO? Dlaczego?
-Bo jesteś irytujący.
-Już wiem po kim Ula-chan jest taka zimna.
Kisuke upada na podłogę pod wpływem zderzenia jego głowy z krzesłem.
-B-Brutalna też jesteś...
-Po prostu mnie wkurzyłeś. Wracając do tematu co mam napisać żeby spodobało się czytelnikom?
-Pomiatanie Kamitem?
-To nie taki zły pomysł...
-Jesteście podłe... Co ja wam zrobiłem?(szloch)
-Nic, po prostu robisz za żałosnego zboczeńca (wredny uśmiech) Dobra więc pisze...!
-Autorko, proszę nie rób mi nic...
-Nie marudź zboku...
<W domu Josha...>
-U-Ulqliora-san! Co ty robisz?-zapytał szatyn odsuwając się od białowłosej.
-Patrze-wyjaśniła krótko Romanos.
-Właśnie widzę....-mruknął pod nosem Josh dodając po chwili.-Po co właściwie do mnie przyszłaś?
-Po
prostu zwiałam z domu, a u tego zboka nie będę
przesiadywać...-powiedziała Ulqliora klękając na łóżku i podpierając na
rękach przechyliła się do tyłu.
~Jakiego zboka?~zapytał sam siebie szatyn, a w tym samym momencie dostrzegł czerwonawą plamę na rękawie bluzy i podobną na nodze.
-Ulqliora-san... Ty krwawisz- wyjąkał i pobiegł po apteczkę.
<Oczami Ulki-chan>
Patrzyłam
z lekkim rozbawieniem jak chłopak biegał po domu szukając apteczki, a
gdy ją znalazł opatrzył moje rany. Następnie posprzątał i poszedł pod
prysznic. Spojrzałam na moje ciuchy, były brudne od ziemi i krwi "Nie,
tak nie mogę być ubrana..." pomyślałam i zaczęłam szperać po szafach. Po
chwili siedziałam ma łóżku w za dużej koszuli i bieliźnie.
Mój
wzrok powędrował na laptop i przypomniałam sobie rozmowę na chacie.
Złapałam urządzenie i podniosłam ekran. "Jak będzie o coś pytał to
powiem, że chciałam coś sprawdzić..." pomyślałam hakując dostęp do
chata, ale nic tam się nie działo. Po chwili usłyszałam skrzypiące drzwi
i głos Josha.
-Co robisz z moim laptopem?-zapytał spoglądając na
mnie i dodał po chwili powstrzymując jedną ręką krwotok z nosa (reakcja
zachodząca w chwili nagłego podniecenie)-Co ty masz na sobie?
-Nie
podniecaj się tak. Przecież nic nie widać...-mruknęłam odkładając
laptopa.-Tylko coś sprawdzałam-wytłumaczyłam kładąc się twarzą do
ściany i zasnęłam...
<Tymczasem...>
-Rin, nadal nie znalazłeś mojej pokojówki?!
-Znalazłem domek w lesie, przy którym szlak się urywa, a raczej zapachy dochodzące z tego budynku mi przeszkadzają...-wytłumaczył czerwonooki siadając w fotelu. -Jak ona w ogóle wygląda?-zapytał po chwili. Kamito podszedł do biurka i poszperał w szufladzie wyciągając zdjęcie białowłosej pokojówki. Dreyal wpatrywał się jak wyryty.
-Co się stało-zapytał Kisuke
-To jest twoja pokojówka?
-Od razu mówie, że ona jest moja i nie masz jej zabierać...
-To jest moja córka-powiedział Rin.
Konban-wa kochani. wybaczcie, że taki krótki, ale jakoś nie miałam weny. Wybaczcie mi to, prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz