środa, 7 października 2015

Rozdział 10

Kroki stawały się coraz głośniejsze. Wyskoczyłam przez okno i w ostatniej chwili uniknęłam ataku. "Skąd ten debil ma bazookę?" pomyślałam łapiąc torbę i spieprzając przed gnojem w las."Kiedyś zabije skurwiela..."
Wróciłam do domu Josha. Gdy tylko przekroczyłam próg wyczułam czyjąś obecność. "Ma gościa..." Postanowiłam udawać sympatyczną, wciągnęłam maskę i gogle motocyklowe po czym wpadłam do salonu udając gangstera.
-Hehehe... Nabrałam was- zaśmiałam się (udawałam) zdejmując maskę.
-Romano-chan... Czemu jesteś w domu Josha!?-"BOŻE!!! To ten dzieciak (Liam)! I co ma znaczyć Romano-chan? Dobra czas na kolejne kłamstewko..."
-Widzisz...-zaczęłam oplatając ramiona Smitha.-To mój chłopak.

<Oczętami Josencjusza...(XD)>
-Widzisz... To mój chłopak- powiedziała Ulqliora-san oplatając moją syję.
-U-Ulqliora-san!?- zawołałem oblewając się rumieńcem.
-To prawda?-zapytał niedowierzający Liam.
-Tak.
-Nie!-sprzeciwiłem się "swojej dziewczynie".
-Nie bądź taki nieśmiały. I tak by się domyślił- powiedziała Romanos całując mnie w policzek.-Ale to tajemnica, dotrzymasz jej Liam-kun- dodała białowłosa przesadnie przeciągając sylaby i puszczając oczko do chłopaka. Ten dostał krwotoku z nosa (chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego) i zemdlał.
-I czemuś to zrobiła?-zapytałem wycierając zakrwawioną twarz bruneta.
-W przeciwnym razie by nie uwierzył, a teraz nikomu nie powie że tu mieszkam- wytłumaczyła niebieskooka
-Jak to "mieszkasz tu"?
-Mówiłam ci że nie wracam do domu-powiedziała biorąc moje zeszyty i przepisując.-Ah... Jutro idę do szkoły, więc jeśli nie zdąże przepisywać to zrób to za mnie.
-A czemu miała byś nie zdążyć?-zapytałem.
-Bo niedługo idę do pracy.
-Czemu niby miałbym...
-Proszę-powiedziała dziewczyna wpatrując się we mnie błagalnym wzrokiem.
-N-No dobrze-westchnąłem.
-Dzięki-powiedziała\ Romanos i wróciła do nauki, a jej twarz znów była bez wyrazu...

<Hotel Pokojówek>
Krzątałem się po biurze, a góry dokumentów zdawały się rosnąć. Okazało się, że Ula-chan to zaginiona 16 lat temu córka Rina, który prawie mnie zabił gdy dowiedział się że ją zaliczyłem."Kurdę, nie radze sobie bez niej..." pomyślałem waląc pięścią w biurko, w skutek czego zostałem przysypany przez plik papierów. "Kurwa..."
-Ktoś sobie nie radzi?-usłyszałem znajomy, zimny głos.-Ty naprawdę jesteś idiotą-powiedziała Ulqliora wyciągając mnie spod sterty papierów.
-Ulq-chan!<3-zawołałem przytulając dziewczynę za co zostałem powalony kopniakiem w to co najcenniejsze.-Ała...
-Nie było mnie miesiąc, a ty sobie nie radzisz. Jak dawałeś radę wcześniej, idioto?
-Przestań i pomóż mi z tymi papierami, bo jak nie to cie zwolnię!-jęknąłem z łzami bólu w oczach-pogroziłem.
-I kto na tym straci?-zasugerowała białowłosa podając mi rozsypane wcześniej dokumenty.-Posortuj je, a ja zajmę się resztą.
-Kocham cię Ula-chan! <3
-Bez wzajemności-mruknęła dziewczyna wypisując dokumęty.
-Zimna jak zawsze-marudziłem segregując papiery.-właśnie, spotkałem twojego ojca.
-Co on tu robił!?-zerwała się niebieskooka.
-Szukał cie... - w tym momencie w drzwiach biura stanął czarnowłosy mężczyzna.-O wilku mowa. Witaj Rin.

Hejo kochani!
Mam nadzieje że podoba wam się rozdziałek. :3
Serdecznie pozdrawiam Nikai-san i Toyotę z mojej klasy.
Mam nadzieje, że czekacie na więcej.
Do następnego rozdziału...

piątek, 2 października 2015

Rozdział 9

-Czyli uciekłaś z domu ponieważ ojciec zmusił cie do... Sama wiesz czego i przyszłaś się u mnie schować tak?-zapytał zdezorientowany szatyn. W końcu udało mu się wydusić z Ulqliory informacje, ale nie spodziewał się że jest tak źle.
-Tak, jeszcze coś chcesz wiedzieć?-zapytała dziewczyna z kamiennym wyrazem twarzy.
-Nie...-westchnął Josh.
-W takim razie pożycz mi jakieś ciemne dresy-powiedziała białowłosa.
-Co? Czemu niby miał bym...-Smith chciał się przeciwstawić, lecz dziewczyna już zaczęła się rozbierać. Nie wiedział do czego Romanos jest zdolna więc posłusznie wykonał polecone mu zadanie. Dziewczyna ubrała czarne dresy, tego samego koloru trampki oraz rękawiczki, oraz granatową bluzę.
-Podaj mi nóż-poleciła Joshowi.
-Po co ci nó...-nie zdążył dokończyć pytania, a dziewczyna odcięła kitkę.-Aha...
-Oddaje-powiedziała podając chłopakowi nóż i włosy. Następnie włożyła kaptur na głowę i oznajmując że niedługo wróci zamknęła za sobą drzwi. Josh spojrzał na trzymane w rękach włosy.
-Co ja mam z tym zrobić?-zapytał sam siebie.
Po chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Szatyn włożył włosy do kieszeni i poszedł potworzyć.
-Josh!-zawołał Liam rzucając się Smithowi na szyję.
-Liam! Co ci znowu odbija!?-zapytał Josh w tym samym momencie poczuł na ramieniu ciepłe krople. Zabrał przyjaciela do domu i zamykając za sobą drzwi zaprowadził do salonu.
-Napijesz się czegoś?-zaproponował brązowooki. Darkness kiwnął przecząco głową.-Nawet gorącej czekolady z mlekiem i bitą śmietaną (Liam lubi słodycze, a to najbardziej).
-A zrobiłbyś!?-oczy Liama błysnęły radością.
-Jasne, poczekaj chwilę.
-Jesteś ekstra Josh! No to co ten głupi Jin...-bąknął brunet.
-Royal? Co znów zrobił?-dopytywał Josh wyciągając kubki z szafy.
-Nie ogarniałem zadania z angielskiego,a on zaczął wyzywać mnie od idiotów. I nawet powiedział, że pomaganie mi to strata czasu-wytłumaczył niebieskooki. Josh w tym czasie zrobił czekoladę, dla siebie i Liama, i zaniusł do salonu.
-Może dzięki czekoladzie o tym zapomnisz?

<Tymczasem...>
Otarłam usta i nałożyłam maskę na twarz. Spojrzałam na martwe ciało faceta, który przed chwilą próbował mnie z molestować. Głupi zbok miał pecha, bo byłam wyjątkowo głodna. Kiedy już się najadłam poszłam do "swojego" domu. Ojciec zapewne porozstawiał pułapki gdybym miała się włamać, więc weszłam frontowymi drzwiami. To było tak oczywiste, że aż głupie, ale nie było tam pułapek. Poczułam jego zapach zewsząd. Ten okropny, zepsuty zapach tropiciela. Tak mój ojczulek pracuje jako tropiciel ghuli, a że ja nim jestem to nienawidzi mnie całym sercem. Lecz jestem tylko w połowie potworem więc dowództwo zakazało mnie zabijać dopóki nie sprawiam zagrożenia.
Mimo iż o z n a c z y ł cały dom, wyczułam że go w nim niema i omijając pułapki wparowałam do "mojego" pokoju. Spakowałam to co najpotrzebniejsze i otworzyłam okno z zamiarem wyjścia przez nie. W tym momencie poczułam natężenie znajomego mi smrodu.
-Wróciłaś do taty?-zarechotał złowieszczo mój ojciec.

Hejo kociaki!
Wybaczcie, że nie pisałam ale miałam problemy z netem.
Ale teraz już jest wszystko dobrze i mogę pisać, więc przygotujcie się za wstrząs! :D

poniedziałek, 14 września 2015

Rozdział 8 + Ulqliora vs Ulquiorra

-Ulqliora, zdajesz sobie sprawę, że historia o tobie jest bardzo, bardzo, BARDZO popularna?
-Nic mi o tym nie wiadomo.
-Serio cie to nie obchodzi?
-Niespecjalnie.
-Ale ty jesteś podła! Co ja mam im napisać?
-...
-Wiem, napisze gorący rozdzialik z tobą i twoim szefuniem. Zgodzisz się?
-Ale on jest irytujący.
-I co z tego?
-Ja go nie lubię
W tym momencie otworzyły się drzwi i do gabinetu wszedł czarnowłosy chłopak.
-Ula-chan, gdzie ty się podziewasz? Potrzebuję cie...! A-A-Autorka! Co ty tu robisz?!
-Faktycznie irytujący.
-A nie mówiłam.
-Ej, olałaś mnie!
-Czego chcesz?
-Napisz jakąś gorącą akcje ze mną i Ulą-chan...
-Odmawiam/Odmawiam
-CO? Dlaczego?
-Bo jesteś irytujący.
-Już wiem po kim Ula-chan jest taka zimna.
Kisuke upada na podłogę pod wpływem zderzenia jego głowy z krzesłem.
-B-Brutalna też jesteś...
-Po prostu mnie wkurzyłeś. Wracając do tematu co mam napisać żeby spodobało się czytelnikom?
-Pomiatanie Kamitem?
-To nie taki zły pomysł...
-Jesteście podłe... Co ja wam zrobiłem?(szloch)
-Nic, po prostu robisz za żałosnego zboczeńca (wredny uśmiech) Dobra więc pisze...!
-Autorko, proszę nie rób mi nic...
-Nie marudź zboku...


<W domu Josha...>

-U-Ulqliora-san! Co ty robisz?-zapytał szatyn odsuwając się od białowłosej.
-Patrze-wyjaśniła krótko Romanos.
-Właśnie widzę....-mruknął pod nosem Josh dodając po chwili.-Po co właściwie do mnie przyszłaś?
-Po prostu zwiałam z domu, a u tego zboka nie będę przesiadywać...-powiedziała Ulqliora klękając na łóżku i podpierając na rękach przechyliła się do tyłu.
~Jakiego zboka?~zapytał sam siebie szatyn, a w tym samym momencie dostrzegł czerwonawą plamę na rękawie bluzy i podobną na nodze.
-Ulqliora-san... Ty krwawisz- wyjąkał i pobiegł po apteczkę.

<Oczami Ulki-chan>
Patrzyłam z lekkim rozbawieniem jak chłopak biegał po domu szukając apteczki, a gdy ją znalazł opatrzył moje rany. Następnie posprzątał i poszedł pod prysznic. Spojrzałam na moje ciuchy, były brudne od ziemi i krwi "Nie, tak nie mogę być ubrana..." pomyślałam i zaczęłam szperać po szafach. Po chwili siedziałam ma łóżku w za dużej koszuli i bieliźnie.
Mój wzrok powędrował na laptop i przypomniałam sobie rozmowę na chacie. Złapałam urządzenie i podniosłam ekran. "Jak będzie o coś pytał to powiem, że chciałam coś sprawdzić..." pomyślałam hakując dostęp do chata, ale nic tam się nie działo. Po chwili usłyszałam skrzypiące drzwi i głos Josha.
-Co robisz z moim laptopem?-zapytał spoglądając na mnie i dodał po chwili powstrzymując jedną ręką krwotok z nosa (reakcja zachodząca w chwili nagłego podniecenie)-Co ty masz na sobie?
-Nie podniecaj się tak. Przecież nic nie widać...-mruknęłam odkładając laptopa.-Tylko coś sprawdzałam-wytłumaczyłam kładąc się twarzą do ściany i zasnęłam...

<Tymczasem...>
-Rin, nadal nie znalazłeś mojej pokojówki?!
-Znalazłem domek w lesie, przy którym szlak się urywa, a raczej zapachy dochodzące z tego budynku mi przeszkadzają...-wytłumaczył czerwonooki siadając w fotelu. -Jak ona w ogóle wygląda?-zapytał po chwili. Kamito podszedł do biurka i poszperał w szufladzie wyciągając zdjęcie białowłosej pokojówki. Dreyal wpatrywał się jak wyryty.
-Co się stało-zapytał Kisuke
-To jest twoja pokojówka?
-Od razu mówie, że ona jest moja i nie masz jej zabierać...
-To jest moja córka-powiedział Rin.



Konban-wa kochani. wybaczcie, że taki krótki, ale jakoś nie miałam weny. Wybaczcie mi to, prawda?

środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 7

Yo misiaki, sorki za tak długą nieobecność. Już to nadrabiam...

Koniec dnia. Tylko na to czekała. Ojciec poszedł, klienci tak samo. w końcu mogła się wymknąć. Poprzedni facet nieumyślnie obluzował jej sznury także mogła uwolnić jedną dłoń, a potem jakoś poszło. Po chwili stała obok materaca, który robił za łóżko, ubierając znalezione spodnie i bluzę z kapturem. Włosy związała bandażem (tym którym miała związane ręce) i nałożyła kaptur na głowę. ~Muszę z tond jakoś uciec...~ pomyślała rozglądając się za jakimś oknem. W końcu znalazła, ale było małe więc ledwo się przecisnęła drąc bluzę i raniąc łydkę kawałkiem szkła. Stanęła na leśnej ścieżce, rozmyślając jak zapomnieć o tym co ją spotkało i jak odpłacić za to ojcu zaczęła iść ścieżką. Wszystko ją bolało, lecz najbardziej ręka i rozcięta noga. Po jej dłoni powoli ciekła krew i kapała na ziemie, podobnie było z nogą, którą ledwo ruszała. Usiadła na uboczu, rozwiązała włosy i zatamowała krwawienie z nogi bandażem po czym oparła się o drzewo by odpocząć.
~Nie mogę wrócić do domu, bo on tam jest. Do hotelu także nie, bo znając życie ten idiota Kisuke nie będzie mógł się opanować~ rozmyślała białowłosa wzdychając.~Gdzie mogła bym się schować..?~ Rozwiązanie przyszło jej samo. Po lesie rozległ się odgłos łamanej gałęzi i głosów. Ulqliora szybko schowała się pod krzakiem i nasłuchiwała. Na szczęście byli to tylko dwaj pijacy. Byli na oko w jej wieku i rozmawiali na temat spotkanych "lachonów" jak to ujmowali. Gdy sobie poszli Romanos odetchnęła i udała się w stronę jedynego bezpiecznego miejsca. Do domu Joah'a Smith'a
<Tym czasem w hotelu...>
-Nadal jej nie znalazłeś? Jesteś beznadziejny.
-To nie moja wina. Jeśli ją zabili to nie będę w stanie jej wytropić- oburzył się Rin.
-Nawet tak nie mów. Ula-chan ma do mnie wrócić cała i zdrowa, bo nie dostaniesz zapłaty-odpyskował Kamito.
-No weź, musze jakoś żyć...
-Dostałeś przecież zaliczkę. Zawsze możesz sobie kogoś znaleźć i coś przekąsić- powiedział zimnym tonem Kisuke po czym olał swojego rozmówce i wrócił do pracy.
-Czyli ty też się nadajesz?- zapytał czerwonooki nachylając się nad czarnookim i podpierając rękami o biurko.
-W-Weź przestań żartować i wróć do roboty- wydusił z siebie lekko łamiącym się głosem chłopak. Dreyal uśmiechnął się szyderczo i zwrócił ku drzwiom.
-Jak sobie życzysz panie-zaśmiał się po czym zamknął drzwi.
-Cholerny gnojek-syknął Kamito rozsiadając się w fotelu.~To już za długo trwa, nie pożyje długo jeśli szybko nie zobaczę Ulqliory. Chyba się od niej uzależniłem...Kurde, jek nisko mam jeszcze upaść?! Nie dość, że poprosiłem o pomoc tego gnojka to jeszcze rozmyślam nad swoją pracownicą! Przecież jest tylko dziewczyną, na świecie jest ich pełno!~rozmyślał czarnowłosy zakrywając oczy dłonią.~Jestem żałosny...

Josh leżał na łóżku i pisał na chacie z Lex'em i Liam'em. Po chwili rozległo się pukanie. Smith odłożył laptop i ruszył otworzyć.
-Już i...
<JEBUT!>
-...dę-wydusił z siebie szatyn.
-Przepraszam za najście-powiedziała dziewczyna z powrotem wkładając drzwi w zawiasy.
-N-Nic się nie stało... Ulqliora-san co ty tu robisz?-zapytał zdezorientowany Smith.
-Mogę skorzystać z łazienki?-zlekceważyła pytanie dziewczyna.
-Tak, drugie drzwi na lewo...
-Dzięki-powiedziała niebieskooka zatrzaskując za sobą drzwi. Zdezorientowany Smith wrócił na swoje łóżko i wznowił rozmowę z przyjaciółmi.
Liam: Josh, gdzie żeś polazł. Właśnie zastanawialiśmy się jaki jest twój typ dziewczyny.
Lex: Nie "my" tylko "ty" mnie to nie interesuje.
Suu Ayasegava jest online.
Suu: Cześć, o czym gadacie?
Aki: Liam wypytuje Josha o różne rzeczy.
Josh: Dajcie mi spokój. Co ja wam zrobiłem?
Suu: Jakie sprawy?
Liam: Miłosne.
Suu: O, ja też mam pytanie!
Aki: Dajesz.
Suu: Josh, co cujesz do białowłosej Romanos? 
Lex: Też jestem ciekaw.
Liam: Ja też.
Aki: I ja.
Josh: Dajcie mi spokój. To tylko koleżanka z klasy.
Suu: Naprawdę?
Josh: Tak. Muszę kończyć mam gości.
Lex: Narka.
Aki: Pa!
Suu/ Liam: Kto jest u ciebie?
Josh Smith wylogował/ła się z chata.

~Co za wścibscy ludzie...~pomyślał szatyn zamykając laptop i w tym samym momęcie usłyszał głos za plecami.
-Kto normalny zanosi pijaną "koleżanką z klasy" do swojego domu, a potem daje jej schronienie o nic nie pytając?
-U-Ulqliora-san!

 
No, i jest... Ciężko mi było pisać ten rozdział, po prostu miałam pustkę w głowie, ale jak tylko zobaczyłam te polubienia to jakoś poszło :P

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 6

Josh razem ze swoją paczką jadł lunch na dachu szkoły. Było zimno, ale Liam upierał się aby przyjść i nawet przyniósł koc aby mogli usiąść.
-To po co nas tu ściągnąłeś?-zapytała Aki wgryzając się w ryżową kulkę.
-Właśnie, mogliśmy zjeść w szkole- dodał Lex i wszyscy spojrzeli wyczekująco na Daeknessa.
-No bo... Eh... Ja tak jakby... Martwię się o Romanos-san- wykrztusił z siebie brunet.
-Dlatego nas tu zaciągnąłeś?-zapytała z lekką irytacją Suu.
-Szczerze mówiąc, ja też się martwię. Ulqliora nie wygląda na osobę, która zrywa się z lekcji- wtrącił się Shith do rozmowy.
-Racja. Zważając ja jej oceny musi poważnie podchodzić do nauki- poparł Josha Lex.
-Może jest chora, to się przecież zdarza- Ayasegava lekceważąco machnęła ręką.
-Ale ja bez niej nie przeżyje-zaszlochał  brunet chowając twarz w dłoniach jakby miał się rozpłakać. Josh przysunął się do chłopaka i położył mu dłoń na ramieniu.
-Jeśli chcesz możemy do niej iść-powiedział.
-Serio?!

<hotel>
"Miesiąc, to już miesiąc odkąd jej nie ma. Obraziła się czy co?" rozmyślał Kisuke tonąc w sprawach papierkowych. Zazwyczaj jego słodka Ulq-chan robiła to za niego, ale od jakiegoś czasu nie przychodziła do pracy i nie mógł się do niej dodzwonić."Co ona se wyobraża?!"oburzył się brunet i uderzył pięścią o biurko przewracając pliki dokumentów. W tym samym momencie rozległo się pukanie i do biura weszła pokojówka o czarnych, krótkich do ramion, włosach. Miała błyszczące, fioletowe oczy i różane usta, była ubrana w falbaniasty strój pokojówki i wysokie, czarne kozaki.
-Kisuke-sama, jakiś mężczyzna prosi o spotkanie- powiedziała cicho.
-Jestem zajęty Mimi-chan. Odeślij go do domu.
-Mówi, że był umówiony...
-Kto to?-zapytał Kamito przerywając prace.
-Rin Dreyal.
-Trzeba było tak od razu...!-zawołał brunet zrywając się z miejsca.-Przyprowadź go do mnie.
-Hai!-zawołała czarnowłosa i wyszła z pomieszczenia. Kamito szybko schował dokumenty do szafki i usiadł w fotelu, akurat w tym samym momencie do biura wszedł wysoki chłopak o czarnych włosach i czerwonych oczach przesłonionych ciemnymi okularami w jeansach, czarnej bluzie z kapturem.
-Kope lat Kamito- powiedział łagodnym głosem chłopak.
-Dawno żeśmy się nie widzieli Rin- dodał Kisuke podchodząc do Dreyal'a.
-Więc, czego ode mnie chciałeś?
-Mam do ciebie robote. Musisz wytropić dla mnie pewną osobę.
-Dziewczyne?
-Moją pracownice- Kamito przewrócił oczami.-Zniknęła miesiąc temu.
-Od dawna nic nie jadłem. To będzie sporo kosztować-ostrzegł czerwonooki.
-To nic, dam ci to czego chcesz.
-Ahh... Masz chociaż coś co pomoże ją wytropić?- Czarnooki otworzył jedną z szaf i wyjął z niej dosyć dużą folijke w której znajdował się jakiś falbaniasty materiał. Rin cofnął się o krok z zaskoczeniem i zniesmaczeniem wypisanym na tważy.
-Zkąd ty to wiozłeś?-zapytał, a Kamito wzruszył ramionami. Czerwonooki potrząsnął głową i wziął przedmiot z rąk chłopaka.-Ty zboczeńcu...-westchnął.

Ohhayo minna! Wracam po małej przerwie i szczerze przepraszam za d ł u g o ś ć tego rozdziału, ale z pewnych powodów musiałam usunąć perspektywę naszej białowłosej bohaterki.
Mam nadzieje, że się wam spodobało.
Ulqluiorra. ;)