-Ulqliora, zdajesz sobie sprawę, że historia o tobie jest bardzo, bardzo, BARDZO popularna?
-Nic mi o tym nie wiadomo.
-Serio cie to nie obchodzi?
-Niespecjalnie.
-Ale ty jesteś podła! Co ja mam im napisać?
-...
-Wiem, napisze gorący rozdzialik z tobą i twoim szefuniem. Zgodzisz się?
-Ale on jest irytujący.
-I co z tego?
-Ja go nie lubię
W tym momencie otworzyły się drzwi i do gabinetu wszedł czarnowłosy chłopak.
-Ula-chan, gdzie ty się podziewasz? Potrzebuję cie...! A-A-Autorka! Co ty tu robisz?!
-Faktycznie irytujący.
-A nie mówiłam.
-Ej, olałaś mnie!
-Czego chcesz?
-Napisz jakąś gorącą akcje ze mną i Ulą-chan...
-Odmawiam/Odmawiam
-CO? Dlaczego?
-Bo jesteś irytujący.
-Już wiem po kim Ula-chan jest taka zimna.
Kisuke upada na podłogę pod wpływem zderzenia jego głowy z krzesłem.
-B-Brutalna też jesteś...
-Po prostu mnie wkurzyłeś. Wracając do tematu co mam napisać żeby spodobało się czytelnikom?
-Pomiatanie Kamitem?
-To nie taki zły pomysł...
-Jesteście podłe... Co ja wam zrobiłem?(szloch)
-Nic, po prostu robisz za żałosnego zboczeńca (wredny uśmiech) Dobra więc pisze...!
-Autorko, proszę nie rób mi nic...
-Nie marudź zboku...
<W domu Josha...>
-U-Ulqliora-san! Co ty robisz?-zapytał szatyn odsuwając się od białowłosej.
-Patrze-wyjaśniła krótko Romanos.
-Właśnie widzę....-mruknął pod nosem Josh dodając po chwili.-Po co właściwie do mnie przyszłaś?
-Po
prostu zwiałam z domu, a u tego zboka nie będę
przesiadywać...-powiedziała Ulqliora klękając na łóżku i podpierając na
rękach przechyliła się do tyłu.
~Jakiego zboka?~zapytał sam siebie szatyn, a w tym samym momencie dostrzegł czerwonawą plamę na rękawie bluzy i podobną na nodze.
-Ulqliora-san... Ty krwawisz- wyjąkał i pobiegł po apteczkę.
<Oczami Ulki-chan>
Patrzyłam
z lekkim rozbawieniem jak chłopak biegał po domu szukając apteczki, a
gdy ją znalazł opatrzył moje rany. Następnie posprzątał i poszedł pod
prysznic. Spojrzałam na moje ciuchy, były brudne od ziemi i krwi "Nie,
tak nie mogę być ubrana..." pomyślałam i zaczęłam szperać po szafach. Po
chwili siedziałam ma łóżku w za dużej koszuli i bieliźnie.
Mój
wzrok powędrował na laptop i przypomniałam sobie rozmowę na chacie.
Złapałam urządzenie i podniosłam ekran. "Jak będzie o coś pytał to
powiem, że chciałam coś sprawdzić..." pomyślałam hakując dostęp do
chata, ale nic tam się nie działo. Po chwili usłyszałam skrzypiące drzwi
i głos Josha.
-Co robisz z moim laptopem?-zapytał spoglądając na
mnie i dodał po chwili powstrzymując jedną ręką krwotok z nosa (reakcja
zachodząca w chwili nagłego podniecenie)-Co ty masz na sobie?
-Nie
podniecaj się tak. Przecież nic nie widać...-mruknęłam odkładając
laptopa.-Tylko coś sprawdzałam-wytłumaczyłam kładąc się twarzą do
ściany i zasnęłam...
<Tymczasem...>
-Rin, nadal nie znalazłeś mojej pokojówki?!
-Znalazłem domek w lesie, przy którym szlak się urywa, a raczej zapachy dochodzące z tego budynku mi przeszkadzają...-wytłumaczył czerwonooki siadając w fotelu. -Jak ona w ogóle wygląda?-zapytał po chwili. Kamito podszedł do biurka i poszperał w szufladzie wyciągając zdjęcie białowłosej pokojówki. Dreyal wpatrywał się jak wyryty.
-Co się stało-zapytał Kisuke
-To jest twoja pokojówka?
-Od razu mówie, że ona jest moja i nie masz jej zabierać...
-To jest moja córka-powiedział Rin.
Konban-wa kochani. wybaczcie, że taki krótki, ale jakoś nie miałam weny. Wybaczcie mi to, prawda?
poniedziałek, 14 września 2015
środa, 19 sierpnia 2015
Rozdział 7
Yo misiaki, sorki za tak długą nieobecność. Już to nadrabiam...
Liam: Josh, gdzie żeś polazł. Właśnie zastanawialiśmy się jaki jest twój typ dziewczyny.
Lex: Nie "my" tylko "ty" mnie to nie interesuje.
Suu Ayasegava jest online.
Suu: Cześć, o czym gadacie?
Aki: Liam wypytuje Josha o różne rzeczy.
Josh: Dajcie mi spokój. Co ja wam zrobiłem?
Suu: Jakie sprawy?
Liam: Miłosne.
Suu: O, ja też mam pytanie!
Aki: Dajesz.
Suu: Josh, co cujesz do białowłosej Romanos?
Lex: Też jestem ciekaw.
Liam: Ja też.
Aki: I ja.
Josh: Dajcie mi spokój. To tylko koleżanka z klasy.
Suu: Naprawdę?
Josh: Tak. Muszę kończyć mam gości.
Lex: Narka.
Aki: Pa!
Suu/ Liam: Kto jest u ciebie?
Josh Smith wylogował/ła się z chata.
~Co za wścibscy ludzie...~pomyślał szatyn zamykając laptop i w tym samym momęcie usłyszał głos za plecami.
-Kto normalny zanosi pijaną "koleżanką z klasy" do swojego domu, a potem daje jej schronienie o nic nie pytając?
-U-Ulqliora-san!

No, i jest... Ciężko mi było pisać ten rozdział, po prostu miałam pustkę w głowie, ale jak tylko zobaczyłam te polubienia to jakoś poszło :P
Koniec dnia. Tylko na to
czekała. Ojciec poszedł, klienci tak samo. w końcu mogła się wymknąć.
Poprzedni facet nieumyślnie obluzował jej sznury także mogła uwolnić
jedną dłoń, a potem jakoś poszło. Po chwili stała obok materaca, który
robił za łóżko, ubierając znalezione spodnie i bluzę z kapturem. Włosy
związała bandażem (tym którym miała związane ręce) i nałożyła kaptur na
głowę. ~Muszę z tond jakoś uciec...~ pomyślała rozglądając się za
jakimś oknem. W końcu znalazła, ale było małe więc ledwo się
przecisnęła drąc bluzę i raniąc łydkę kawałkiem szkła. Stanęła na
leśnej ścieżce, rozmyślając jak zapomnieć o tym co ją spotkało i jak
odpłacić za to ojcu zaczęła iść ścieżką. Wszystko ją bolało, lecz
najbardziej ręka i rozcięta noga. Po jej dłoni powoli ciekła krew i
kapała na ziemie, podobnie było z nogą, którą ledwo ruszała. Usiadła na
uboczu, rozwiązała włosy i zatamowała krwawienie z nogi bandażem po
czym oparła się o drzewo by odpocząć.
~Nie mogę wrócić do domu, bo on tam jest. Do hotelu także nie, bo znając życie ten idiota Kisuke nie będzie mógł się opanować~ rozmyślała białowłosa wzdychając.~Gdzie mogła bym się schować..?~
Rozwiązanie przyszło jej samo. Po lesie rozległ się odgłos łamanej
gałęzi i głosów. Ulqliora szybko schowała się pod krzakiem i
nasłuchiwała. Na szczęście byli to tylko dwaj pijacy. Byli na oko w jej
wieku i rozmawiali na temat spotkanych "lachonów" jak to ujmowali. Gdy
sobie poszli Romanos odetchnęła i udała się w stronę jedynego
bezpiecznego miejsca. Do domu Joah'a Smith'a
<Tym czasem w hotelu...>
-Nadal jej nie znalazłeś? Jesteś beznadziejny.
-To nie moja wina. Jeśli ją zabili to nie będę w stanie jej wytropić- oburzył się Rin.
-Nawet tak nie mów. Ula-chan ma do mnie wrócić cała i zdrowa, bo nie dostaniesz zapłaty-odpyskował Kamito.
-No weź, musze jakoś żyć...
-Dostałeś przecież
zaliczkę. Zawsze możesz sobie kogoś znaleźć i coś przekąsić- powiedział
zimnym tonem Kisuke po czym olał swojego rozmówce i wrócił do pracy.
-Czyli ty też się nadajesz?- zapytał czerwonooki nachylając się nad czarnookim i podpierając rękami o biurko.
-W-Weź przestań żartować
i wróć do roboty- wydusił z siebie lekko łamiącym się głosem chłopak.
Dreyal uśmiechnął się szyderczo i zwrócił ku drzwiom.
-Jak sobie życzysz panie-zaśmiał się po czym zamknął drzwi.
-Cholerny gnojek-syknął
Kamito rozsiadając się w fotelu.~To już za długo trwa, nie pożyje długo
jeśli szybko nie zobaczę Ulqliory. Chyba się od niej
uzależniłem...Kurde, jek nisko mam jeszcze upaść?! Nie dość, że
poprosiłem o pomoc tego gnojka to jeszcze rozmyślam nad swoją
pracownicą! Przecież jest tylko dziewczyną, na świecie jest ich
pełno!~rozmyślał czarnowłosy zakrywając oczy dłonią.~Jestem żałosny...
Josh leżał na łóżku i
pisał na chacie z Lex'em i Liam'em. Po chwili rozległo się pukanie.
Smith odłożył laptop i ruszył otworzyć.
-Już i...
<JEBUT!>
-...dę-wydusił z siebie szatyn.
-Przepraszam za najście-powiedziała dziewczyna z powrotem wkładając drzwi w zawiasy.
-N-Nic się nie stało... Ulqliora-san co ty tu robisz?-zapytał zdezorientowany Smith.
-Mogę skorzystać z łazienki?-zlekceważyła pytanie dziewczyna.
-Tak, drugie drzwi na lewo...
-Dzięki-powiedziała niebieskooka zatrzaskując za sobą drzwi. Zdezorientowany Smith wrócił na swoje łóżko i wznowił rozmowę z przyjaciółmi.Liam: Josh, gdzie żeś polazł. Właśnie zastanawialiśmy się jaki jest twój typ dziewczyny.
Lex: Nie "my" tylko "ty" mnie to nie interesuje.
Suu Ayasegava jest online.
Suu: Cześć, o czym gadacie?
Aki: Liam wypytuje Josha o różne rzeczy.
Josh: Dajcie mi spokój. Co ja wam zrobiłem?
Suu: Jakie sprawy?
Liam: Miłosne.
Suu: O, ja też mam pytanie!
Aki: Dajesz.
Suu: Josh, co cujesz do białowłosej Romanos?
Lex: Też jestem ciekaw.
Liam: Ja też.
Aki: I ja.
Josh: Dajcie mi spokój. To tylko koleżanka z klasy.
Suu: Naprawdę?
Josh: Tak. Muszę kończyć mam gości.
Lex: Narka.
Aki: Pa!
Suu/ Liam: Kto jest u ciebie?
Josh Smith wylogował/ła się z chata.
~Co za wścibscy ludzie...~pomyślał szatyn zamykając laptop i w tym samym momęcie usłyszał głos za plecami.
-Kto normalny zanosi pijaną "koleżanką z klasy" do swojego domu, a potem daje jej schronienie o nic nie pytając?
-U-Ulqliora-san!
No, i jest... Ciężko mi było pisać ten rozdział, po prostu miałam pustkę w głowie, ale jak tylko zobaczyłam te polubienia to jakoś poszło :P
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Rozdział 6
Josh razem ze swoją paczką jadł lunch na dachu szkoły. Było zimno, ale Liam upierał się aby przyjść i nawet przyniósł koc aby mogli usiąść.
-To po co nas tu ściągnąłeś?-zapytała Aki wgryzając się w ryżową kulkę.
-Właśnie, mogliśmy zjeść w szkole- dodał Lex i wszyscy spojrzeli wyczekująco na Daeknessa.
-No bo... Eh... Ja tak jakby... Martwię się o Romanos-san- wykrztusił z siebie brunet.
-Dlatego nas tu zaciągnąłeś?-zapytała z lekką irytacją Suu.
-Szczerze mówiąc, ja też się martwię. Ulqliora nie wygląda na osobę, która zrywa się z lekcji- wtrącił się Shith do rozmowy.
-Racja. Zważając ja jej oceny musi poważnie podchodzić do nauki- poparł Josha Lex.
-Może jest chora, to się przecież zdarza- Ayasegava lekceważąco machnęła ręką.
-Ale ja bez niej nie przeżyje-zaszlochał brunet chowając twarz w dłoniach jakby miał się rozpłakać. Josh przysunął się do chłopaka i położył mu dłoń na ramieniu.
-Jeśli chcesz możemy do niej iść-powiedział.
-Serio?!
<hotel>
"Miesiąc, to już miesiąc odkąd jej nie ma. Obraziła się czy co?" rozmyślał Kisuke tonąc w sprawach papierkowych. Zazwyczaj jego słodka Ulq-chan robiła to za niego, ale od jakiegoś czasu nie przychodziła do pracy i nie mógł się do niej dodzwonić."Co ona se wyobraża?!"oburzył się brunet i uderzył pięścią o biurko przewracając pliki dokumentów. W tym samym momencie rozległo się pukanie i do biura weszła pokojówka o czarnych, krótkich do ramion, włosach. Miała błyszczące, fioletowe oczy i różane usta, była ubrana w falbaniasty strój pokojówki i wysokie, czarne kozaki.
-Kisuke-sama, jakiś mężczyzna prosi o spotkanie- powiedziała cicho.
-Jestem zajęty Mimi-chan. Odeślij go do domu.
-Mówi, że był umówiony...
-Kto to?-zapytał Kamito przerywając prace.
-Rin Dreyal.
-Trzeba było tak od razu...!-zawołał brunet zrywając się z miejsca.-Przyprowadź go do mnie.
-Hai!-zawołała czarnowłosa i wyszła z pomieszczenia. Kamito szybko schował dokumenty do szafki i usiadł w fotelu, akurat w tym samym momencie do biura wszedł wysoki chłopak o czarnych włosach i czerwonych oczach przesłonionych ciemnymi okularami w jeansach, czarnej bluzie z kapturem.
-Kope lat Kamito- powiedział łagodnym głosem chłopak.
-Dawno żeśmy się nie widzieli Rin- dodał Kisuke podchodząc do Dreyal'a.
-Więc, czego ode mnie chciałeś?
-Mam do ciebie robote. Musisz wytropić dla mnie pewną osobę.
-Dziewczyne?
-Moją pracownice- Kamito przewrócił oczami.-Zniknęła miesiąc temu.
-Od dawna nic nie jadłem. To będzie sporo kosztować-ostrzegł czerwonooki.
-To nic, dam ci to czego chcesz.
-Ahh... Masz chociaż coś co pomoże ją wytropić?- Czarnooki otworzył jedną z szaf i wyjął z niej dosyć dużą folijke w której znajdował się jakiś falbaniasty materiał. Rin cofnął się o krok z zaskoczeniem i zniesmaczeniem wypisanym na tważy.
-Zkąd ty to wiozłeś?-zapytał, a Kamito wzruszył ramionami. Czerwonooki potrząsnął głową i wziął przedmiot z rąk chłopaka.-Ty zboczeńcu...-westchnął.
Ohhayo minna! Wracam po małej przerwie i szczerze przepraszam za d ł u g o ś ć tego rozdziału, ale z pewnych powodów musiałam usunąć perspektywę naszej białowłosej bohaterki.
Mam nadzieje, że się wam spodobało.
Ulqluiorra. ;)
-To po co nas tu ściągnąłeś?-zapytała Aki wgryzając się w ryżową kulkę.
-Właśnie, mogliśmy zjeść w szkole- dodał Lex i wszyscy spojrzeli wyczekująco na Daeknessa.
-No bo... Eh... Ja tak jakby... Martwię się o Romanos-san- wykrztusił z siebie brunet.
-Dlatego nas tu zaciągnąłeś?-zapytała z lekką irytacją Suu.
-Szczerze mówiąc, ja też się martwię. Ulqliora nie wygląda na osobę, która zrywa się z lekcji- wtrącił się Shith do rozmowy.
-Racja. Zważając ja jej oceny musi poważnie podchodzić do nauki- poparł Josha Lex.
-Może jest chora, to się przecież zdarza- Ayasegava lekceważąco machnęła ręką.
-Ale ja bez niej nie przeżyje-zaszlochał brunet chowając twarz w dłoniach jakby miał się rozpłakać. Josh przysunął się do chłopaka i położył mu dłoń na ramieniu.
-Jeśli chcesz możemy do niej iść-powiedział.
-Serio?!
<hotel>
"Miesiąc, to już miesiąc odkąd jej nie ma. Obraziła się czy co?" rozmyślał Kisuke tonąc w sprawach papierkowych. Zazwyczaj jego słodka Ulq-chan robiła to za niego, ale od jakiegoś czasu nie przychodziła do pracy i nie mógł się do niej dodzwonić."Co ona se wyobraża?!"oburzył się brunet i uderzył pięścią o biurko przewracając pliki dokumentów. W tym samym momencie rozległo się pukanie i do biura weszła pokojówka o czarnych, krótkich do ramion, włosach. Miała błyszczące, fioletowe oczy i różane usta, była ubrana w falbaniasty strój pokojówki i wysokie, czarne kozaki.
-Kisuke-sama, jakiś mężczyzna prosi o spotkanie- powiedziała cicho.
-Jestem zajęty Mimi-chan. Odeślij go do domu.
-Mówi, że był umówiony...
-Kto to?-zapytał Kamito przerywając prace.
-Rin Dreyal.
-Trzeba było tak od razu...!-zawołał brunet zrywając się z miejsca.-Przyprowadź go do mnie.
-Hai!-zawołała czarnowłosa i wyszła z pomieszczenia. Kamito szybko schował dokumenty do szafki i usiadł w fotelu, akurat w tym samym momencie do biura wszedł wysoki chłopak o czarnych włosach i czerwonych oczach przesłonionych ciemnymi okularami w jeansach, czarnej bluzie z kapturem.
-Kope lat Kamito- powiedział łagodnym głosem chłopak.
-Dawno żeśmy się nie widzieli Rin- dodał Kisuke podchodząc do Dreyal'a.
-Więc, czego ode mnie chciałeś?
-Mam do ciebie robote. Musisz wytropić dla mnie pewną osobę.
-Dziewczyne?
-Moją pracownice- Kamito przewrócił oczami.-Zniknęła miesiąc temu.
-Od dawna nic nie jadłem. To będzie sporo kosztować-ostrzegł czerwonooki.
-To nic, dam ci to czego chcesz.
-Ahh... Masz chociaż coś co pomoże ją wytropić?- Czarnooki otworzył jedną z szaf i wyjął z niej dosyć dużą folijke w której znajdował się jakiś falbaniasty materiał. Rin cofnął się o krok z zaskoczeniem i zniesmaczeniem wypisanym na tważy.
-Zkąd ty to wiozłeś?-zapytał, a Kamito wzruszył ramionami. Czerwonooki potrząsnął głową i wziął przedmiot z rąk chłopaka.-Ty zboczeńcu...-westchnął.
Ohhayo minna! Wracam po małej przerwie i szczerze przepraszam za d ł u g o ś ć tego rozdziału, ale z pewnych powodów musiałam usunąć perspektywę naszej białowłosej bohaterki.
Mam nadzieje, że się wam spodobało.
Ulqluiorra. ;)
piątek, 5 czerwca 2015
Rozdział 5.5 -zapowiedź II Sagi
Białowłosa poczuła silny ból głowy i otworzyła oczy lecz miała je przesłonione jakąś... szmatą lub czymś podobnym. Nie mogła jaj zdjąć ponieważ miała skrępowane ręce i nogi.
~Co się stało?~pomyślała i dopiero po chwili przypomniały jej się zdarzenia z poprzedniego wieczoru. Wróciła do domu w którym czekał na nią rozjuszony ojciec. Rozkazał jej oddać pieniądze, ale przecież nic nie miała oprócz paru drobnych, gdy Romek się o tym dowiedział wpadł w szał i krzycząc coś w stylu "Ty suko, kłamiesz!" złapał za patelnie i rąbnął dziewczynę w głowę. Potem już nic nie pamiętała. W chwili obecnej nie wiedziała gdzie jest. Jedyne czego była pewna to to, że ojciec ją tak urządził.
W pewnym momencie usłyszała jakieś głosy, słyszała niewyraźnie ale były to męskie głosy. Wytężyła słuch, ale zdołała usłyszeć tylko...
-...Zapłacę.
-Usługi nie są tanie- "Jakie usługi" zamyśliła się Ulqliora.
-To niezbyt istotne, zapłacę każdą cenę...
-...Miło się z panem robi interesy- TO BYŁ GŁOS JEJ OJCA! "Co on sobie do cholery wyobraża?! O jakich usługach niby mowa?!" Po chwili usłyszała skrzypnięcie drzwi i kroki zmierzające w jej stronę.
-Witaj-powiedział ojciec podnosząc ją w górę za włosy.- Masz pierwszego klienta dziwko.
-Nani?-warknęła niebieskooka.
~Co się stało?~pomyślała i dopiero po chwili przypomniały jej się zdarzenia z poprzedniego wieczoru. Wróciła do domu w którym czekał na nią rozjuszony ojciec. Rozkazał jej oddać pieniądze, ale przecież nic nie miała oprócz paru drobnych, gdy Romek się o tym dowiedział wpadł w szał i krzycząc coś w stylu "Ty suko, kłamiesz!" złapał za patelnie i rąbnął dziewczynę w głowę. Potem już nic nie pamiętała. W chwili obecnej nie wiedziała gdzie jest. Jedyne czego była pewna to to, że ojciec ją tak urządził.
W pewnym momencie usłyszała jakieś głosy, słyszała niewyraźnie ale były to męskie głosy. Wytężyła słuch, ale zdołała usłyszeć tylko...
-...Zapłacę.
-Usługi nie są tanie- "Jakie usługi" zamyśliła się Ulqliora.
-To niezbyt istotne, zapłacę każdą cenę...
-...Miło się z panem robi interesy- TO BYŁ GŁOS JEJ OJCA! "Co on sobie do cholery wyobraża?! O jakich usługach niby mowa?!" Po chwili usłyszała skrzypnięcie drzwi i kroki zmierzające w jej stronę.
-Witaj-powiedział ojciec podnosząc ją w górę za włosy.- Masz pierwszego klienta dziwko.
-Nani?-warknęła niebieskooka.
piątek, 8 maja 2015
Rozdział 5
Minął prawie miesiąc odkąd Kisuke zabrał Ulqliorę na...hm...randkę? Pogoda znacznie się pogorszyła, a z drzew opadły wszystkie liście. Ulqliora martwiła się o niezapłacone rachunki, a Josh miał swoje problemy...
-Długo jesteście razem?
-Dobra jest w łóżku?
-Jak to się stało?
-Jaka jest naprawdę?-takie pytania zadawali Smith'owi chłopacy z całej szkoły, już od dwóch dni.
-Musiałeś się wygadać, co nie Li?-syknął wkurzony szatyn w stronę Darkness'a, a ten skulił się robiąc przepraszającą minę.
Po chwili tłum zamilkł i rozstąpił się dając przejść Royal'owi.
-Chciał bym z tobą porozmawiać, Joshu Smith-rzekł tajemniczym głosem.
-Nie mów, że ty też padłeś ofiarą białowłosej ślicznotki!-wyrwał się Liam. Darkness był jedyną osobą która była w stanie zwracać się do Jin'a bez szacunku, a przecież Royal pochodził z bogatej i wpływowej rodziny.
-Nie- odpowiedział spokojnie.-Chcę go o coś zapytać, a zatem Josh. Pójdziesz ze mną?
-J-Jasne -westchnął szatyn podążając za okularnikiem. Przeszli przez kilka korytarzy w weszli do gabinetu jin'a.~Nadal nie mogę uwierzyć w to, że Jin ma własny gabinet. Po co mu to?~zastanawiał się po raz...któryś Smith.
-Chciał bym cię o coś zapytać-wyrwał go z chmur rudzielec.
-Coś się stało? Liam coś przeskrobał? Mam mu dać nauczkę?
-Nie.
-Ah...To o co chodzi?-zapytał lekko speszony brązowooki.
-Nie będę wnikać w twoje życie prywatne, ale wydaje się że dobrze znasz tę białowłosą. Mógłbyś mi wyjawić coś o niej?
-N-Nie, zaczekaj. To nie tak. My...
-Nie wnikam co zaszło między wami, ale chcę się dowiedzieć jak ona to robi?
-Co?-Josh zamyślił się.~Chyba nie chodzi mu o to jaka jest w łóżku, a może...? -Co masz na myśli?
-O jej oceny.
-Ach..- szatyn odetchnął z ulgą, już myślał, że wszystkim chłopakom (oprócz niego i Lex'a) odbiło. -Szczerze mówiąc, nie wiem.
-Jak to nie wiesz?! Przecież znasz ją lepiej niż wszyscy!
-To nie do końca prawda. My nie jesteśmy razem i nigdy nie byliś...
-Kłamiesz!-wrzasnął Jin łapiąc Smith'a za kołnierz.-Łżesz prosto w twarz!
-N-Nie mógł bym-wysapał chłopak z trudem łapiąc powietrze. Royal puścił go.
-Jesteś bezużyteczny, wynoś się-warknął rudowłosy.
<tym czasem na dachu...>
~Tej staruch nadal nie wrócił, na dodatek opróżnił całe konto bankowe, rachunki są nie zapłacone, a ja jeszcze nie dostałam wypłaty. No i co teraz zrobie~rozmyślała białowłosa mocniej obwijają się szalem. Ostatnio w telewizji mówili o zaginięciu kilku nastolatek, to pewnie sprawa jej ojca, chociaż w dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe. Równie dobrze mogły się upić i zgubić, albo coś w ten teges...
-Jaki ten świat dziwny..-westchnęła UIqliora.
-Niby czemu- usłyszała męski głos i odwróciła się by zobaczyć kto idzie.
-A to tylko ty Jin.
-"To tylko ty" co to ma znaczyć?
-Nie rozumiem o co ci chodzi. łazisz za mną już od kilku dni i wypytujesz o głupoty, a odpowiedź jest zawsze taka sama-mruknęła Romanos opierając się o ścianę.
-Będę za tobą chodzić dopóki nie usłysz sensownej odpowiedzi na wszystkie pytania.
-Radź se sam, ja nic ci nie powiem.
-Czy ty wiesz kim jestem?-zapytał okularnik pochylając się nad białowłosą.
-Wielki Jin Royal z rodziny Royal'ów, najbardziej wpływowej rodziny w kraju. Wiem już mówiłeś. I co?-zarecytowała niebieskooka i wymknęła się Jin'owi.
-Hey! A ty gdzie idziesz?!
-Na lekcje.
<po południu...>
Ulqliora stanęła w swoim standardowym miejscu, a Kamito topił się w sprawach papierkowych. Tego dnia bardziej niż zwykle, aż wydawało się jakby góry papieru go przygniatały.
-Ula-chaaannnnn!-zawołał wychylając się z nad sterty papieru.-Pomóż mi.
-Co się stało?-zapytała pokojóweczka podchodząc do biureczka.
-Nie daje rady, nie daje rady-jęczał brunet.
-Daj spokój, pokaż co tam masz- uspokoiła go dziewczyna i nachyliła się nad dokumentami. Kisuke stanął obok niej i śledził jej działania. W pewnej chwili objął ją ramieniem.
-Jesteś kochana Ula-chan-szepnął.
-Ogarnij się-odpycha natręta.-Ała...-jęknęła dziewczyna potykając się o własne nogi i upadając. Kamito nie mogąc nie powstrzymać pochyla się nad jeżącą niebieskooką i zaczyna ją całować, a jego dłonie zaczynają powoli błądzić po jej ciele. Już chciał zapuścić się dalej ale dostał kopniaka między nogi.
-Mówiłam, że pożałujesz jeśli mnie dotkniesz-warknęła wściekła nastolatka.
-T-Tak, p-przepraszam- wystękał kulący się na ziemi brunet.
-Ach... Nie jęcz tylko do roboty.
-To ja powinienem to powiedzieć-wykłócał się czarnooki.
Po wyczerpującej pracy w hotelu nasza bohaterka wraca do domu, lecz tam czeka ją niemiła niespodzianka. :>

Dobra jest nowy rozdział, więc proszę się nie gniewać.
Czasu nie ma, po prostu brak czasu...
-Długo jesteście razem?
-Dobra jest w łóżku?
-Jak to się stało?
-Jaka jest naprawdę?-takie pytania zadawali Smith'owi chłopacy z całej szkoły, już od dwóch dni.
-Musiałeś się wygadać, co nie Li?-syknął wkurzony szatyn w stronę Darkness'a, a ten skulił się robiąc przepraszającą minę.
Po chwili tłum zamilkł i rozstąpił się dając przejść Royal'owi.
-Chciał bym z tobą porozmawiać, Joshu Smith-rzekł tajemniczym głosem.
-Nie mów, że ty też padłeś ofiarą białowłosej ślicznotki!-wyrwał się Liam. Darkness był jedyną osobą która była w stanie zwracać się do Jin'a bez szacunku, a przecież Royal pochodził z bogatej i wpływowej rodziny.
-Nie- odpowiedział spokojnie.-Chcę go o coś zapytać, a zatem Josh. Pójdziesz ze mną?
-J-Jasne -westchnął szatyn podążając za okularnikiem. Przeszli przez kilka korytarzy w weszli do gabinetu jin'a.~Nadal nie mogę uwierzyć w to, że Jin ma własny gabinet. Po co mu to?~zastanawiał się po raz...któryś Smith.
-Chciał bym cię o coś zapytać-wyrwał go z chmur rudzielec.
-Coś się stało? Liam coś przeskrobał? Mam mu dać nauczkę?
-Nie.
-Ah...To o co chodzi?-zapytał lekko speszony brązowooki.
-Nie będę wnikać w twoje życie prywatne, ale wydaje się że dobrze znasz tę białowłosą. Mógłbyś mi wyjawić coś o niej?
-N-Nie, zaczekaj. To nie tak. My...
-Nie wnikam co zaszło między wami, ale chcę się dowiedzieć jak ona to robi?
-Co?-Josh zamyślił się.~Chyba nie chodzi mu o to jaka jest w łóżku, a może...? -Co masz na myśli?
-O jej oceny.
-Ach..- szatyn odetchnął z ulgą, już myślał, że wszystkim chłopakom (oprócz niego i Lex'a) odbiło. -Szczerze mówiąc, nie wiem.
-Jak to nie wiesz?! Przecież znasz ją lepiej niż wszyscy!
-To nie do końca prawda. My nie jesteśmy razem i nigdy nie byliś...
-Kłamiesz!-wrzasnął Jin łapiąc Smith'a za kołnierz.-Łżesz prosto w twarz!
-N-Nie mógł bym-wysapał chłopak z trudem łapiąc powietrze. Royal puścił go.
-Jesteś bezużyteczny, wynoś się-warknął rudowłosy.
<tym czasem na dachu...>
~Tej staruch nadal nie wrócił, na dodatek opróżnił całe konto bankowe, rachunki są nie zapłacone, a ja jeszcze nie dostałam wypłaty. No i co teraz zrobie~rozmyślała białowłosa mocniej obwijają się szalem. Ostatnio w telewizji mówili o zaginięciu kilku nastolatek, to pewnie sprawa jej ojca, chociaż w dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe. Równie dobrze mogły się upić i zgubić, albo coś w ten teges...
-Jaki ten świat dziwny..-westchnęła UIqliora.
-Niby czemu- usłyszała męski głos i odwróciła się by zobaczyć kto idzie.
-A to tylko ty Jin.
-"To tylko ty" co to ma znaczyć?
-Nie rozumiem o co ci chodzi. łazisz za mną już od kilku dni i wypytujesz o głupoty, a odpowiedź jest zawsze taka sama-mruknęła Romanos opierając się o ścianę.
-Będę za tobą chodzić dopóki nie usłysz sensownej odpowiedzi na wszystkie pytania.
-Radź se sam, ja nic ci nie powiem.
-Czy ty wiesz kim jestem?-zapytał okularnik pochylając się nad białowłosą.
-Wielki Jin Royal z rodziny Royal'ów, najbardziej wpływowej rodziny w kraju. Wiem już mówiłeś. I co?-zarecytowała niebieskooka i wymknęła się Jin'owi.
-Hey! A ty gdzie idziesz?!
-Na lekcje.
<po południu...>
Ulqliora stanęła w swoim standardowym miejscu, a Kamito topił się w sprawach papierkowych. Tego dnia bardziej niż zwykle, aż wydawało się jakby góry papieru go przygniatały.
-Ula-chaaannnnn!-zawołał wychylając się z nad sterty papieru.-Pomóż mi.
-Co się stało?-zapytała pokojóweczka podchodząc do biureczka.
-Nie daje rady, nie daje rady-jęczał brunet.
-Daj spokój, pokaż co tam masz- uspokoiła go dziewczyna i nachyliła się nad dokumentami. Kisuke stanął obok niej i śledził jej działania. W pewnej chwili objął ją ramieniem.
-Jesteś kochana Ula-chan-szepnął.
-Ogarnij się-odpycha natręta.-Ała...-jęknęła dziewczyna potykając się o własne nogi i upadając. Kamito nie mogąc nie powstrzymać pochyla się nad jeżącą niebieskooką i zaczyna ją całować, a jego dłonie zaczynają powoli błądzić po jej ciele. Już chciał zapuścić się dalej ale dostał kopniaka między nogi.
-Mówiłam, że pożałujesz jeśli mnie dotkniesz-warknęła wściekła nastolatka.
-T-Tak, p-przepraszam- wystękał kulący się na ziemi brunet.
-Ach... Nie jęcz tylko do roboty.
-To ja powinienem to powiedzieć-wykłócał się czarnooki.
Po wyczerpującej pracy w hotelu nasza bohaterka wraca do domu, lecz tam czeka ją niemiła niespodzianka. :>
Dobra jest nowy rozdział, więc proszę się nie gniewać.
Czasu nie ma, po prostu brak czasu...
Subskrybuj:
Posty (Atom)