środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 7

Yo misiaki, sorki za tak długą nieobecność. Już to nadrabiam...

Koniec dnia. Tylko na to czekała. Ojciec poszedł, klienci tak samo. w końcu mogła się wymknąć. Poprzedni facet nieumyślnie obluzował jej sznury także mogła uwolnić jedną dłoń, a potem jakoś poszło. Po chwili stała obok materaca, który robił za łóżko, ubierając znalezione spodnie i bluzę z kapturem. Włosy związała bandażem (tym którym miała związane ręce) i nałożyła kaptur na głowę. ~Muszę z tond jakoś uciec...~ pomyślała rozglądając się za jakimś oknem. W końcu znalazła, ale było małe więc ledwo się przecisnęła drąc bluzę i raniąc łydkę kawałkiem szkła. Stanęła na leśnej ścieżce, rozmyślając jak zapomnieć o tym co ją spotkało i jak odpłacić za to ojcu zaczęła iść ścieżką. Wszystko ją bolało, lecz najbardziej ręka i rozcięta noga. Po jej dłoni powoli ciekła krew i kapała na ziemie, podobnie było z nogą, którą ledwo ruszała. Usiadła na uboczu, rozwiązała włosy i zatamowała krwawienie z nogi bandażem po czym oparła się o drzewo by odpocząć.
~Nie mogę wrócić do domu, bo on tam jest. Do hotelu także nie, bo znając życie ten idiota Kisuke nie będzie mógł się opanować~ rozmyślała białowłosa wzdychając.~Gdzie mogła bym się schować..?~ Rozwiązanie przyszło jej samo. Po lesie rozległ się odgłos łamanej gałęzi i głosów. Ulqliora szybko schowała się pod krzakiem i nasłuchiwała. Na szczęście byli to tylko dwaj pijacy. Byli na oko w jej wieku i rozmawiali na temat spotkanych "lachonów" jak to ujmowali. Gdy sobie poszli Romanos odetchnęła i udała się w stronę jedynego bezpiecznego miejsca. Do domu Joah'a Smith'a
<Tym czasem w hotelu...>
-Nadal jej nie znalazłeś? Jesteś beznadziejny.
-To nie moja wina. Jeśli ją zabili to nie będę w stanie jej wytropić- oburzył się Rin.
-Nawet tak nie mów. Ula-chan ma do mnie wrócić cała i zdrowa, bo nie dostaniesz zapłaty-odpyskował Kamito.
-No weź, musze jakoś żyć...
-Dostałeś przecież zaliczkę. Zawsze możesz sobie kogoś znaleźć i coś przekąsić- powiedział zimnym tonem Kisuke po czym olał swojego rozmówce i wrócił do pracy.
-Czyli ty też się nadajesz?- zapytał czerwonooki nachylając się nad czarnookim i podpierając rękami o biurko.
-W-Weź przestań żartować i wróć do roboty- wydusił z siebie lekko łamiącym się głosem chłopak. Dreyal uśmiechnął się szyderczo i zwrócił ku drzwiom.
-Jak sobie życzysz panie-zaśmiał się po czym zamknął drzwi.
-Cholerny gnojek-syknął Kamito rozsiadając się w fotelu.~To już za długo trwa, nie pożyje długo jeśli szybko nie zobaczę Ulqliory. Chyba się od niej uzależniłem...Kurde, jek nisko mam jeszcze upaść?! Nie dość, że poprosiłem o pomoc tego gnojka to jeszcze rozmyślam nad swoją pracownicą! Przecież jest tylko dziewczyną, na świecie jest ich pełno!~rozmyślał czarnowłosy zakrywając oczy dłonią.~Jestem żałosny...

Josh leżał na łóżku i pisał na chacie z Lex'em i Liam'em. Po chwili rozległo się pukanie. Smith odłożył laptop i ruszył otworzyć.
-Już i...
<JEBUT!>
-...dę-wydusił z siebie szatyn.
-Przepraszam za najście-powiedziała dziewczyna z powrotem wkładając drzwi w zawiasy.
-N-Nic się nie stało... Ulqliora-san co ty tu robisz?-zapytał zdezorientowany Smith.
-Mogę skorzystać z łazienki?-zlekceważyła pytanie dziewczyna.
-Tak, drugie drzwi na lewo...
-Dzięki-powiedziała niebieskooka zatrzaskując za sobą drzwi. Zdezorientowany Smith wrócił na swoje łóżko i wznowił rozmowę z przyjaciółmi.
Liam: Josh, gdzie żeś polazł. Właśnie zastanawialiśmy się jaki jest twój typ dziewczyny.
Lex: Nie "my" tylko "ty" mnie to nie interesuje.
Suu Ayasegava jest online.
Suu: Cześć, o czym gadacie?
Aki: Liam wypytuje Josha o różne rzeczy.
Josh: Dajcie mi spokój. Co ja wam zrobiłem?
Suu: Jakie sprawy?
Liam: Miłosne.
Suu: O, ja też mam pytanie!
Aki: Dajesz.
Suu: Josh, co cujesz do białowłosej Romanos? 
Lex: Też jestem ciekaw.
Liam: Ja też.
Aki: I ja.
Josh: Dajcie mi spokój. To tylko koleżanka z klasy.
Suu: Naprawdę?
Josh: Tak. Muszę kończyć mam gości.
Lex: Narka.
Aki: Pa!
Suu/ Liam: Kto jest u ciebie?
Josh Smith wylogował/ła się z chata.

~Co za wścibscy ludzie...~pomyślał szatyn zamykając laptop i w tym samym momęcie usłyszał głos za plecami.
-Kto normalny zanosi pijaną "koleżanką z klasy" do swojego domu, a potem daje jej schronienie o nic nie pytając?
-U-Ulqliora-san!

 
No, i jest... Ciężko mi było pisać ten rozdział, po prostu miałam pustkę w głowie, ale jak tylko zobaczyłam te polubienia to jakoś poszło :P

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 6

Josh razem ze swoją paczką jadł lunch na dachu szkoły. Było zimno, ale Liam upierał się aby przyjść i nawet przyniósł koc aby mogli usiąść.
-To po co nas tu ściągnąłeś?-zapytała Aki wgryzając się w ryżową kulkę.
-Właśnie, mogliśmy zjeść w szkole- dodał Lex i wszyscy spojrzeli wyczekująco na Daeknessa.
-No bo... Eh... Ja tak jakby... Martwię się o Romanos-san- wykrztusił z siebie brunet.
-Dlatego nas tu zaciągnąłeś?-zapytała z lekką irytacją Suu.
-Szczerze mówiąc, ja też się martwię. Ulqliora nie wygląda na osobę, która zrywa się z lekcji- wtrącił się Shith do rozmowy.
-Racja. Zważając ja jej oceny musi poważnie podchodzić do nauki- poparł Josha Lex.
-Może jest chora, to się przecież zdarza- Ayasegava lekceważąco machnęła ręką.
-Ale ja bez niej nie przeżyje-zaszlochał  brunet chowając twarz w dłoniach jakby miał się rozpłakać. Josh przysunął się do chłopaka i położył mu dłoń na ramieniu.
-Jeśli chcesz możemy do niej iść-powiedział.
-Serio?!

<hotel>
"Miesiąc, to już miesiąc odkąd jej nie ma. Obraziła się czy co?" rozmyślał Kisuke tonąc w sprawach papierkowych. Zazwyczaj jego słodka Ulq-chan robiła to za niego, ale od jakiegoś czasu nie przychodziła do pracy i nie mógł się do niej dodzwonić."Co ona se wyobraża?!"oburzył się brunet i uderzył pięścią o biurko przewracając pliki dokumentów. W tym samym momencie rozległo się pukanie i do biura weszła pokojówka o czarnych, krótkich do ramion, włosach. Miała błyszczące, fioletowe oczy i różane usta, była ubrana w falbaniasty strój pokojówki i wysokie, czarne kozaki.
-Kisuke-sama, jakiś mężczyzna prosi o spotkanie- powiedziała cicho.
-Jestem zajęty Mimi-chan. Odeślij go do domu.
-Mówi, że był umówiony...
-Kto to?-zapytał Kamito przerywając prace.
-Rin Dreyal.
-Trzeba było tak od razu...!-zawołał brunet zrywając się z miejsca.-Przyprowadź go do mnie.
-Hai!-zawołała czarnowłosa i wyszła z pomieszczenia. Kamito szybko schował dokumenty do szafki i usiadł w fotelu, akurat w tym samym momencie do biura wszedł wysoki chłopak o czarnych włosach i czerwonych oczach przesłonionych ciemnymi okularami w jeansach, czarnej bluzie z kapturem.
-Kope lat Kamito- powiedział łagodnym głosem chłopak.
-Dawno żeśmy się nie widzieli Rin- dodał Kisuke podchodząc do Dreyal'a.
-Więc, czego ode mnie chciałeś?
-Mam do ciebie robote. Musisz wytropić dla mnie pewną osobę.
-Dziewczyne?
-Moją pracownice- Kamito przewrócił oczami.-Zniknęła miesiąc temu.
-Od dawna nic nie jadłem. To będzie sporo kosztować-ostrzegł czerwonooki.
-To nic, dam ci to czego chcesz.
-Ahh... Masz chociaż coś co pomoże ją wytropić?- Czarnooki otworzył jedną z szaf i wyjął z niej dosyć dużą folijke w której znajdował się jakiś falbaniasty materiał. Rin cofnął się o krok z zaskoczeniem i zniesmaczeniem wypisanym na tważy.
-Zkąd ty to wiozłeś?-zapytał, a Kamito wzruszył ramionami. Czerwonooki potrząsnął głową i wziął przedmiot z rąk chłopaka.-Ty zboczeńcu...-westchnął.

Ohhayo minna! Wracam po małej przerwie i szczerze przepraszam za d ł u g o ś ć tego rozdziału, ale z pewnych powodów musiałam usunąć perspektywę naszej białowłosej bohaterki.
Mam nadzieje, że się wam spodobało.
Ulqluiorra. ;)

piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 5.5 -zapowiedź II Sagi

Białowłosa poczuła silny ból głowy i otworzyła oczy lecz miała je przesłonione jakąś... szmatą lub czymś podobnym. Nie mogła jaj zdjąć ponieważ miała skrępowane ręce i nogi.
~Co się stało?~pomyślała i dopiero po chwili przypomniały jej się zdarzenia z poprzedniego wieczoru. Wróciła do domu w którym czekał na nią rozjuszony ojciec. Rozkazał jej oddać pieniądze, ale przecież nic nie miała oprócz paru drobnych, gdy Romek się o tym dowiedział wpadł w szał i krzycząc coś w stylu "Ty suko, kłamiesz!" złapał za patelnie i rąbnął dziewczynę w głowę. Potem już nic nie pamiętała. W chwili obecnej nie wiedziała gdzie jest. Jedyne czego była pewna to to, że ojciec ją tak urządził.
W pewnym momencie usłyszała jakieś głosy, słyszała niewyraźnie ale były to męskie głosy. Wytężyła słuch, ale zdołała usłyszeć tylko...
-...Zapłacę.
-Usługi nie są tanie- "Jakie usługi" zamyśliła się Ulqliora.
-To niezbyt istotne, zapłacę każdą cenę...
-...Miło się z panem robi interesy- TO BYŁ GŁOS JEJ OJCA! "Co on sobie do cholery wyobraża?! O jakich usługach niby mowa?!" Po chwili usłyszała skrzypnięcie drzwi i kroki zmierzające w jej stronę.
-Witaj-powiedział ojciec podnosząc ją w górę za włosy.- Masz pierwszego klienta dziwko.
-Nani?-warknęła niebieskooka.

piątek, 8 maja 2015

Rozdział 5

Minął prawie miesiąc odkąd Kisuke zabrał Ulqliorę na...hm...randkę? Pogoda znacznie się pogorszyła, a z drzew opadły wszystkie liście. Ulqliora martwiła się o niezapłacone rachunki, a Josh miał swoje problemy...
-Długo jesteście razem?
-Dobra jest w łóżku?
-Jak to się stało?
-Jaka jest naprawdę?-takie pytania zadawali Smith'owi chłopacy z całej szkoły, już od dwóch dni.
-Musiałeś się wygadać, co nie Li?-syknął wkurzony szatyn w stronę Darkness'a, a ten skulił się robiąc przepraszającą minę.
Po chwili tłum zamilkł i rozstąpił się dając przejść Royal'owi.
-Chciał bym z tobą porozmawiać, Joshu Smith-rzekł tajemniczym głosem.
-Nie mów, że ty też padłeś ofiarą białowłosej ślicznotki!-wyrwał się Liam. Darkness był jedyną osobą która była w stanie zwracać się do Jin'a bez szacunku, a przecież Royal pochodził z bogatej i wpływowej rodziny.
-Nie- odpowiedział spokojnie.-Chcę go o coś zapytać, a zatem Josh. Pójdziesz ze mną?
-J-Jasne -westchnął szatyn podążając za okularnikiem. Przeszli przez kilka korytarzy w weszli do gabinetu jin'a.~Nadal nie mogę uwierzyć w to, że Jin ma własny gabinet. Po co mu to?~zastanawiał się po raz...któryś Smith.
-Chciał bym cię o coś zapytać-wyrwał go z chmur rudzielec.
-Coś się stało? Liam coś przeskrobał? Mam mu dać nauczkę?
-Nie.
-Ah...To o co chodzi?-zapytał lekko speszony brązowooki.
-Nie będę wnikać w twoje życie prywatne, ale wydaje się że dobrze znasz tę białowłosą. Mógłbyś mi wyjawić coś o niej?
-N-Nie, zaczekaj. To nie tak. My...
-Nie wnikam co zaszło między wami, ale chcę się dowiedzieć jak ona to robi?
-Co?-Josh zamyślił się.~Chyba nie chodzi mu o to jaka jest w łóżku, a może...? -Co masz na myśli?
-O jej oceny.
-Ach..- szatyn odetchnął z ulgą, już myślał, że wszystkim chłopakom (oprócz niego i Lex'a) odbiło. -Szczerze mówiąc, nie wiem.
-Jak to nie wiesz?! Przecież znasz ją lepiej niż wszyscy!
-To nie do końca prawda. My nie jesteśmy razem i nigdy nie byliś...
-Kłamiesz!-wrzasnął Jin łapiąc Smith'a za kołnierz.-Łżesz prosto w twarz!
-N-Nie mógł bym-wysapał chłopak z trudem łapiąc powietrze. Royal puścił go.
-Jesteś bezużyteczny, wynoś się-warknął rudowłosy.

<tym czasem na dachu...>
~Tej staruch nadal nie wrócił, na dodatek opróżnił całe konto bankowe, rachunki są nie zapłacone, a ja jeszcze nie dostałam wypłaty. No i co teraz zrobie~rozmyślała białowłosa mocniej obwijają się szalem. Ostatnio w telewizji mówili o zaginięciu kilku nastolatek, to pewnie sprawa jej ojca, chociaż w dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe. Równie dobrze mogły się upić i zgubić, albo coś w ten teges...
-Jaki ten świat dziwny..-westchnęła UIqliora.
-Niby czemu- usłyszała męski głos i odwróciła się by zobaczyć kto idzie.
-A to tylko ty Jin.
-"To tylko ty" co to ma znaczyć?
-Nie rozumiem o co ci chodzi. łazisz za mną już od kilku dni i wypytujesz o głupoty, a odpowiedź jest zawsze taka sama-mruknęła Romanos opierając się o ścianę.
-Będę za tobą chodzić dopóki nie usłysz sensownej odpowiedzi na wszystkie pytania.
-Radź se sam, ja nic ci nie powiem.
-Czy ty wiesz kim jestem?-zapytał okularnik pochylając się nad białowłosą.
-Wielki Jin Royal z rodziny Royal'ów, najbardziej wpływowej rodziny w kraju. Wiem już mówiłeś. I co?-zarecytowała niebieskooka i wymknęła się Jin'owi.
-Hey! A ty gdzie idziesz?!
-Na lekcje.
<po południu...>
Ulqliora stanęła w swoim standardowym miejscu, a Kamito topił się w sprawach papierkowych. Tego dnia bardziej niż zwykle, aż wydawało się jakby góry papieru go przygniatały.
-Ula-chaaannnnn!-zawołał wychylając się z nad sterty papieru.-Pomóż mi.
-Co się stało?-zapytała pokojóweczka podchodząc do biureczka.
-Nie daje rady, nie daje rady-jęczał brunet.
-Daj spokój, pokaż co tam masz- uspokoiła go dziewczyna i nachyliła się nad dokumentami. Kisuke stanął obok niej i śledził jej działania. W pewnej chwili objął ją ramieniem.
-Jesteś kochana Ula-chan-szepnął.
-Ogarnij się-odpycha natręta.-Ała...-jęknęła dziewczyna potykając się o własne nogi i upadając. Kamito nie mogąc nie powstrzymać pochyla się nad jeżącą niebieskooką i zaczyna ją całować, a jego dłonie zaczynają powoli błądzić po jej ciele. Już chciał zapuścić się dalej ale dostał kopniaka między nogi.
-Mówiłam, że pożałujesz jeśli mnie dotkniesz-warknęła wściekła nastolatka.
-T-Tak, p-przepraszam- wystękał kulący się na ziemi brunet.
-Ach... Nie jęcz tylko do roboty.
-To ja powinienem to powiedzieć-wykłócał się czarnooki.

Po wyczerpującej pracy w hotelu nasza bohaterka wraca do domu, lecz tam czeka ją niemiła niespodzianka. :>


Dobra jest nowy rozdział, więc proszę się nie gniewać.
Czasu nie ma, po prostu brak czasu...

czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 4

Josha obudził odgłos dzwonka od drzwi. Chłopak wstał i wolnym krokiem poszedł otworzyć drzwi.
-Josh! Josh! Josh! Josh!-zawołał Liam łapiąc szatyna i trzęsąc nim.
-Co się stało-zapytał Smith wyrywając się brunetowi.
-Ohayo Josh-wtrącił się licealista.
-Hejka Lex. Wejdziecie do środka-zaproponował "gospodarz", a w tym czasie Darknes wbiegł do mieszkania kolegi, natomiast Silvar zaśmiał się na ten widok i poszedł w jego ślady. Chłopacy usiedli przy stole znajdującym się w salonie. Josh chciał zapytać czy nie chcieli by się czegoś napić, lecz Liam niespodziewanie zapytał.
-To prawda, że Romanos była w twoim domu?-szatyn wytrzeszczył oczy za zdumienia.
-T-Tak, skąd wiesz?
-Lex powiedział mi, że widział jak w... A piątek wieczorem niosłeś ją na rękach w te stronę.
-I co?
-Jak to co, przecież ci to tłumaczyłem. Ona jest...
-Liam chce powiedzieć, że jest zazdrosny- zaśmiał się Lex.
-O właśnie tak.. Chwila, że co?!-oburzył się brunet.

Był środek nocy. Ulqliora leżała w swoim łóżku wpatrując się w sufit. Nie mogła zasnąć, za każdym razem gdy tylko zamknęła oczy przypominał jej się zboczony brunet, który całował jej usta, szyję, piersi, a potem.
~Cholera!~wrzasnęła dziewczyna w swojej głowie i z całej siły uderzyła pięścią w poduszkę, a po jej policzku spłynęła łza, która od razu wytarła. Nie lubiła okazywać swoich słabości, nawet jeśli była sama starała się nie płakać, a kiedy była mała i uśmiechała się, był to wymuszony śmiech. Wszystko przez jej ojca. Sprawił, że dziewczyna przestała odczuwać radość, szczęście, miłość... Jedyne co czuła to smutek oraz złość i to wszystko przez pana Romka.
Dziewczyna okryła się kołdrą i starała zasnąć, ale chodź się starała nie udało się. W końcu poddała się i ubrała.~Ciekawe gdzie ten idiota? Mam nadzieję, że nie wydał całych pieniędzy~westchnęła łapiąc książkę, lecz już po chwili odłożyła przedmiot na miejsce.-Ach... nic mi się nie chce- mruknęła opadając na łóżko. -I co ja będę robić całą niedziele w domu?-rozmyślała przegarniając ręką włosy.-Chyba nic innego mi nie pozostaje jak iść do pracy, ach...-To mówiąc wstała i biorąc kurtkę wyszła z domu.
<w hotelu>
-Ula-chan nie spodziewałem się, że cię tu dzisiaj zobaczę. Miło cię widzieć- powitał białowłosą Kisuke.
-Nie podzielam twojego zdania-mruknęła pod nosem dziewczyna stając przy ścianie niedaleko drzwi.
-Więc dlaczego przyszłaś? Nie musisz pracować w niedziele.
-Tak jakoś- Romanos wzruszyła ramionami. W oczach chłopaka pojawiły się łobuzerskie iskierki i już chciał wstać lecz Ulqliora rzekła szorstko. -Tylko mnie dotknij, to pożałujesz.
-A co, jeśli mogę zapytać, mi zrobisz?- uśmiechnął się Kamito.
-Nie wiem, w najleprzym wypadku wykastruje.
-Ehh... Ty to masz charakterek-westchnął rozczarowany czarnowłosy wracając do pracy papierkowej. Co jakiś czas posyłał niebieskooka po kawę, papier, coś do jedzenia itd. W końcu była JEGO osobistą pokojówką, lecz mimo iż chciał się z nią trochę pobawić to podejrzewał, że po ostatnim spotkaniu dziewczyna będzie ostrożniejsza i nie pozwoli mu się zbyt zbliżyć do siebie.~Co za strata...~pomyślał bujając się w fotelu. Nagle coś wpadło mu do głowy.-Ula-chan ubieraj się wychodzimy-oznajmił.
-Wychodzimy? Ale gdzie?
-Masz pięć minut- Ulqliora pospiesznie wyszła z biura "Kisuke-sama" i podążyła do szatni by się przebrać w coś przyzwoitego. Po czym wróciła do Kamit'a.-Jeśli jesteś gotowa to idziemy.
-Gdzie?
-Zobaczysz w swoim czasie-to mówiąc czarnooki złapał nastolatkę za rękę i pociągnął za sobą.
Kamito prowadził Ulqliorę prawie przez całe miasto do najlepszej, jego zdaniem, restauracji jaką zna. Para zdjęła z siebie kurtki i zajęła miejsce.-Więc na co masz ochotę Ula-chan?-zapytał Kisuke przeglądając menu.
-Obojętnie.
-Naprawdę ciężko cię rozgryźć-westchnął chłopak.
-W takim razie nie próbuj bo połamiesz sobie zęby.
-Dobra... Kelner, danie główne razy dwa.
-Tak jest sir- mężczyzna ubrany w smoking zapisał zamówienie i odszedł od stolika. W czasie gdy potrawy były przygotowane Ulqliora siedziała w ciszy wpatrując się w okno (byle by nie patrzeć na irytującego natręta :P), czarnowłosy robił podobnie, tylko że on wpatrywał się w niebieskooką. Podziwiał jej lśniące białe włosy, czarujące, a zarazem zimne niebieskie oczy i idealną figurę (głównie piersi) i wtedy coś przyciągnęło jego uwagę.
-Po co ci takie wysokie rękawiczki?-zapytał.
-Nieważne.
-No powiedz proszę- nalegał patrząc z nadzieją w oczy Ulqliory.
-Nie-odpowiedziała oschle.
-Nani?- chłopak zrobił minę jakby zaraz miał się rozpłakać i wtedy zauważył, że kąciki ust nastolatki uniosły się lekko do góry. Uśmiechnął się na ten widok.
-Co ci znowu chodzi po głowie zboczeńcu?
-Z-Zbo...Nie ważne, nic takiego-I tyle ze słodkiej Ulki...pomyślał. Właśnie w tej samej chwili kelner przyniósł jedzenie. Romanos wzięła kęs do ust i otworzyła szerzej oczy zaskoczona.
-Pyszne-westchnęła.
-A co myślałaś, że idę z tobą przez całe miasto żeby cię otruć?
-Nie wiem, jesteś zdolny do wszystkiego.
-Gdybyś nie była taka oschła to by ci pomogło, wiesz?
-Gdybyś nie był taki zboczony nie była bym na ciebie zła.
-Naprawdę?-zapytał z nadzieją.
-W każdym bądź razie, nie w takim stopniu.
-To mi starczy.
Po wspólnie spędzonym obiedzie Kisuke zabrał dziewczynę do kina, a następnie poszli do parku. Przechadzali się chodnikiem i podziwiali kolorowe, jesienne liście opadające z drzew.-Ulqliora- szepnął Kamito gdy słońce zaczęło zachodzić.
-Tak?
-Ja... Chciałem cię przepościć- wydusił z siebie.-Po prostu mnie poniosło, nie powinienem...
-Ach, zamknij się już zboczeńcu-mruknęła zirytowana Ulka uderzając chłopaka w głowę.-Co prawda nie sądziłam, że jesteś zdolny do przeprosin, ale to nie zmienia tego, że to zrobiłeś. Jeśli żałujesz to się ogarnij.
-Nie mogę tego obiecać-westchnął Kamito.-Jesteś zbyt seksowna.
-Pamiętasz co mówiłam w hotelu?

Etto, przepraszam, że spóźniłam się z rozdziałem, ale... no nie ukrywam. Dostałam szlaban i nie byłam, w stanie pisać ;(
Mam nadzieję, że ten rozdział choć w pewnym stopniu was zaspokoi.

Pozdrawiam Ulqliora ;P