poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 6

Josh razem ze swoją paczką jadł lunch na dachu szkoły. Było zimno, ale Liam upierał się aby przyjść i nawet przyniósł koc aby mogli usiąść.
-To po co nas tu ściągnąłeś?-zapytała Aki wgryzając się w ryżową kulkę.
-Właśnie, mogliśmy zjeść w szkole- dodał Lex i wszyscy spojrzeli wyczekująco na Daeknessa.
-No bo... Eh... Ja tak jakby... Martwię się o Romanos-san- wykrztusił z siebie brunet.
-Dlatego nas tu zaciągnąłeś?-zapytała z lekką irytacją Suu.
-Szczerze mówiąc, ja też się martwię. Ulqliora nie wygląda na osobę, która zrywa się z lekcji- wtrącił się Shith do rozmowy.
-Racja. Zważając ja jej oceny musi poważnie podchodzić do nauki- poparł Josha Lex.
-Może jest chora, to się przecież zdarza- Ayasegava lekceważąco machnęła ręką.
-Ale ja bez niej nie przeżyje-zaszlochał  brunet chowając twarz w dłoniach jakby miał się rozpłakać. Josh przysunął się do chłopaka i położył mu dłoń na ramieniu.
-Jeśli chcesz możemy do niej iść-powiedział.
-Serio?!

<hotel>
"Miesiąc, to już miesiąc odkąd jej nie ma. Obraziła się czy co?" rozmyślał Kisuke tonąc w sprawach papierkowych. Zazwyczaj jego słodka Ulq-chan robiła to za niego, ale od jakiegoś czasu nie przychodziła do pracy i nie mógł się do niej dodzwonić."Co ona se wyobraża?!"oburzył się brunet i uderzył pięścią o biurko przewracając pliki dokumentów. W tym samym momencie rozległo się pukanie i do biura weszła pokojówka o czarnych, krótkich do ramion, włosach. Miała błyszczące, fioletowe oczy i różane usta, była ubrana w falbaniasty strój pokojówki i wysokie, czarne kozaki.
-Kisuke-sama, jakiś mężczyzna prosi o spotkanie- powiedziała cicho.
-Jestem zajęty Mimi-chan. Odeślij go do domu.
-Mówi, że był umówiony...
-Kto to?-zapytał Kamito przerywając prace.
-Rin Dreyal.
-Trzeba było tak od razu...!-zawołał brunet zrywając się z miejsca.-Przyprowadź go do mnie.
-Hai!-zawołała czarnowłosa i wyszła z pomieszczenia. Kamito szybko schował dokumenty do szafki i usiadł w fotelu, akurat w tym samym momencie do biura wszedł wysoki chłopak o czarnych włosach i czerwonych oczach przesłonionych ciemnymi okularami w jeansach, czarnej bluzie z kapturem.
-Kope lat Kamito- powiedział łagodnym głosem chłopak.
-Dawno żeśmy się nie widzieli Rin- dodał Kisuke podchodząc do Dreyal'a.
-Więc, czego ode mnie chciałeś?
-Mam do ciebie robote. Musisz wytropić dla mnie pewną osobę.
-Dziewczyne?
-Moją pracownice- Kamito przewrócił oczami.-Zniknęła miesiąc temu.
-Od dawna nic nie jadłem. To będzie sporo kosztować-ostrzegł czerwonooki.
-To nic, dam ci to czego chcesz.
-Ahh... Masz chociaż coś co pomoże ją wytropić?- Czarnooki otworzył jedną z szaf i wyjął z niej dosyć dużą folijke w której znajdował się jakiś falbaniasty materiał. Rin cofnął się o krok z zaskoczeniem i zniesmaczeniem wypisanym na tważy.
-Zkąd ty to wiozłeś?-zapytał, a Kamito wzruszył ramionami. Czerwonooki potrząsnął głową i wziął przedmiot z rąk chłopaka.-Ty zboczeńcu...-westchnął.

Ohhayo minna! Wracam po małej przerwie i szczerze przepraszam za d ł u g o ś ć tego rozdziału, ale z pewnych powodów musiałam usunąć perspektywę naszej białowłosej bohaterki.
Mam nadzieje, że się wam spodobało.
Ulqluiorra. ;)

piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 5.5 -zapowiedź II Sagi

Białowłosa poczuła silny ból głowy i otworzyła oczy lecz miała je przesłonione jakąś... szmatą lub czymś podobnym. Nie mogła jaj zdjąć ponieważ miała skrępowane ręce i nogi.
~Co się stało?~pomyślała i dopiero po chwili przypomniały jej się zdarzenia z poprzedniego wieczoru. Wróciła do domu w którym czekał na nią rozjuszony ojciec. Rozkazał jej oddać pieniądze, ale przecież nic nie miała oprócz paru drobnych, gdy Romek się o tym dowiedział wpadł w szał i krzycząc coś w stylu "Ty suko, kłamiesz!" złapał za patelnie i rąbnął dziewczynę w głowę. Potem już nic nie pamiętała. W chwili obecnej nie wiedziała gdzie jest. Jedyne czego była pewna to to, że ojciec ją tak urządził.
W pewnym momencie usłyszała jakieś głosy, słyszała niewyraźnie ale były to męskie głosy. Wytężyła słuch, ale zdołała usłyszeć tylko...
-...Zapłacę.
-Usługi nie są tanie- "Jakie usługi" zamyśliła się Ulqliora.
-To niezbyt istotne, zapłacę każdą cenę...
-...Miło się z panem robi interesy- TO BYŁ GŁOS JEJ OJCA! "Co on sobie do cholery wyobraża?! O jakich usługach niby mowa?!" Po chwili usłyszała skrzypnięcie drzwi i kroki zmierzające w jej stronę.
-Witaj-powiedział ojciec podnosząc ją w górę za włosy.- Masz pierwszego klienta dziwko.
-Nani?-warknęła niebieskooka.

piątek, 8 maja 2015

Rozdział 5

Minął prawie miesiąc odkąd Kisuke zabrał Ulqliorę na...hm...randkę? Pogoda znacznie się pogorszyła, a z drzew opadły wszystkie liście. Ulqliora martwiła się o niezapłacone rachunki, a Josh miał swoje problemy...
-Długo jesteście razem?
-Dobra jest w łóżku?
-Jak to się stało?
-Jaka jest naprawdę?-takie pytania zadawali Smith'owi chłopacy z całej szkoły, już od dwóch dni.
-Musiałeś się wygadać, co nie Li?-syknął wkurzony szatyn w stronę Darkness'a, a ten skulił się robiąc przepraszającą minę.
Po chwili tłum zamilkł i rozstąpił się dając przejść Royal'owi.
-Chciał bym z tobą porozmawiać, Joshu Smith-rzekł tajemniczym głosem.
-Nie mów, że ty też padłeś ofiarą białowłosej ślicznotki!-wyrwał się Liam. Darkness był jedyną osobą która była w stanie zwracać się do Jin'a bez szacunku, a przecież Royal pochodził z bogatej i wpływowej rodziny.
-Nie- odpowiedział spokojnie.-Chcę go o coś zapytać, a zatem Josh. Pójdziesz ze mną?
-J-Jasne -westchnął szatyn podążając za okularnikiem. Przeszli przez kilka korytarzy w weszli do gabinetu jin'a.~Nadal nie mogę uwierzyć w to, że Jin ma własny gabinet. Po co mu to?~zastanawiał się po raz...któryś Smith.
-Chciał bym cię o coś zapytać-wyrwał go z chmur rudzielec.
-Coś się stało? Liam coś przeskrobał? Mam mu dać nauczkę?
-Nie.
-Ah...To o co chodzi?-zapytał lekko speszony brązowooki.
-Nie będę wnikać w twoje życie prywatne, ale wydaje się że dobrze znasz tę białowłosą. Mógłbyś mi wyjawić coś o niej?
-N-Nie, zaczekaj. To nie tak. My...
-Nie wnikam co zaszło między wami, ale chcę się dowiedzieć jak ona to robi?
-Co?-Josh zamyślił się.~Chyba nie chodzi mu o to jaka jest w łóżku, a może...? -Co masz na myśli?
-O jej oceny.
-Ach..- szatyn odetchnął z ulgą, już myślał, że wszystkim chłopakom (oprócz niego i Lex'a) odbiło. -Szczerze mówiąc, nie wiem.
-Jak to nie wiesz?! Przecież znasz ją lepiej niż wszyscy!
-To nie do końca prawda. My nie jesteśmy razem i nigdy nie byliś...
-Kłamiesz!-wrzasnął Jin łapiąc Smith'a za kołnierz.-Łżesz prosto w twarz!
-N-Nie mógł bym-wysapał chłopak z trudem łapiąc powietrze. Royal puścił go.
-Jesteś bezużyteczny, wynoś się-warknął rudowłosy.

<tym czasem na dachu...>
~Tej staruch nadal nie wrócił, na dodatek opróżnił całe konto bankowe, rachunki są nie zapłacone, a ja jeszcze nie dostałam wypłaty. No i co teraz zrobie~rozmyślała białowłosa mocniej obwijają się szalem. Ostatnio w telewizji mówili o zaginięciu kilku nastolatek, to pewnie sprawa jej ojca, chociaż w dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe. Równie dobrze mogły się upić i zgubić, albo coś w ten teges...
-Jaki ten świat dziwny..-westchnęła UIqliora.
-Niby czemu- usłyszała męski głos i odwróciła się by zobaczyć kto idzie.
-A to tylko ty Jin.
-"To tylko ty" co to ma znaczyć?
-Nie rozumiem o co ci chodzi. łazisz za mną już od kilku dni i wypytujesz o głupoty, a odpowiedź jest zawsze taka sama-mruknęła Romanos opierając się o ścianę.
-Będę za tobą chodzić dopóki nie usłysz sensownej odpowiedzi na wszystkie pytania.
-Radź se sam, ja nic ci nie powiem.
-Czy ty wiesz kim jestem?-zapytał okularnik pochylając się nad białowłosą.
-Wielki Jin Royal z rodziny Royal'ów, najbardziej wpływowej rodziny w kraju. Wiem już mówiłeś. I co?-zarecytowała niebieskooka i wymknęła się Jin'owi.
-Hey! A ty gdzie idziesz?!
-Na lekcje.
<po południu...>
Ulqliora stanęła w swoim standardowym miejscu, a Kamito topił się w sprawach papierkowych. Tego dnia bardziej niż zwykle, aż wydawało się jakby góry papieru go przygniatały.
-Ula-chaaannnnn!-zawołał wychylając się z nad sterty papieru.-Pomóż mi.
-Co się stało?-zapytała pokojóweczka podchodząc do biureczka.
-Nie daje rady, nie daje rady-jęczał brunet.
-Daj spokój, pokaż co tam masz- uspokoiła go dziewczyna i nachyliła się nad dokumentami. Kisuke stanął obok niej i śledził jej działania. W pewnej chwili objął ją ramieniem.
-Jesteś kochana Ula-chan-szepnął.
-Ogarnij się-odpycha natręta.-Ała...-jęknęła dziewczyna potykając się o własne nogi i upadając. Kamito nie mogąc nie powstrzymać pochyla się nad jeżącą niebieskooką i zaczyna ją całować, a jego dłonie zaczynają powoli błądzić po jej ciele. Już chciał zapuścić się dalej ale dostał kopniaka między nogi.
-Mówiłam, że pożałujesz jeśli mnie dotkniesz-warknęła wściekła nastolatka.
-T-Tak, p-przepraszam- wystękał kulący się na ziemi brunet.
-Ach... Nie jęcz tylko do roboty.
-To ja powinienem to powiedzieć-wykłócał się czarnooki.

Po wyczerpującej pracy w hotelu nasza bohaterka wraca do domu, lecz tam czeka ją niemiła niespodzianka. :>


Dobra jest nowy rozdział, więc proszę się nie gniewać.
Czasu nie ma, po prostu brak czasu...

czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 4

Josha obudził odgłos dzwonka od drzwi. Chłopak wstał i wolnym krokiem poszedł otworzyć drzwi.
-Josh! Josh! Josh! Josh!-zawołał Liam łapiąc szatyna i trzęsąc nim.
-Co się stało-zapytał Smith wyrywając się brunetowi.
-Ohayo Josh-wtrącił się licealista.
-Hejka Lex. Wejdziecie do środka-zaproponował "gospodarz", a w tym czasie Darknes wbiegł do mieszkania kolegi, natomiast Silvar zaśmiał się na ten widok i poszedł w jego ślady. Chłopacy usiedli przy stole znajdującym się w salonie. Josh chciał zapytać czy nie chcieli by się czegoś napić, lecz Liam niespodziewanie zapytał.
-To prawda, że Romanos była w twoim domu?-szatyn wytrzeszczył oczy za zdumienia.
-T-Tak, skąd wiesz?
-Lex powiedział mi, że widział jak w... A piątek wieczorem niosłeś ją na rękach w te stronę.
-I co?
-Jak to co, przecież ci to tłumaczyłem. Ona jest...
-Liam chce powiedzieć, że jest zazdrosny- zaśmiał się Lex.
-O właśnie tak.. Chwila, że co?!-oburzył się brunet.

Był środek nocy. Ulqliora leżała w swoim łóżku wpatrując się w sufit. Nie mogła zasnąć, za każdym razem gdy tylko zamknęła oczy przypominał jej się zboczony brunet, który całował jej usta, szyję, piersi, a potem.
~Cholera!~wrzasnęła dziewczyna w swojej głowie i z całej siły uderzyła pięścią w poduszkę, a po jej policzku spłynęła łza, która od razu wytarła. Nie lubiła okazywać swoich słabości, nawet jeśli była sama starała się nie płakać, a kiedy była mała i uśmiechała się, był to wymuszony śmiech. Wszystko przez jej ojca. Sprawił, że dziewczyna przestała odczuwać radość, szczęście, miłość... Jedyne co czuła to smutek oraz złość i to wszystko przez pana Romka.
Dziewczyna okryła się kołdrą i starała zasnąć, ale chodź się starała nie udało się. W końcu poddała się i ubrała.~Ciekawe gdzie ten idiota? Mam nadzieję, że nie wydał całych pieniędzy~westchnęła łapiąc książkę, lecz już po chwili odłożyła przedmiot na miejsce.-Ach... nic mi się nie chce- mruknęła opadając na łóżko. -I co ja będę robić całą niedziele w domu?-rozmyślała przegarniając ręką włosy.-Chyba nic innego mi nie pozostaje jak iść do pracy, ach...-To mówiąc wstała i biorąc kurtkę wyszła z domu.
<w hotelu>
-Ula-chan nie spodziewałem się, że cię tu dzisiaj zobaczę. Miło cię widzieć- powitał białowłosą Kisuke.
-Nie podzielam twojego zdania-mruknęła pod nosem dziewczyna stając przy ścianie niedaleko drzwi.
-Więc dlaczego przyszłaś? Nie musisz pracować w niedziele.
-Tak jakoś- Romanos wzruszyła ramionami. W oczach chłopaka pojawiły się łobuzerskie iskierki i już chciał wstać lecz Ulqliora rzekła szorstko. -Tylko mnie dotknij, to pożałujesz.
-A co, jeśli mogę zapytać, mi zrobisz?- uśmiechnął się Kamito.
-Nie wiem, w najleprzym wypadku wykastruje.
-Ehh... Ty to masz charakterek-westchnął rozczarowany czarnowłosy wracając do pracy papierkowej. Co jakiś czas posyłał niebieskooka po kawę, papier, coś do jedzenia itd. W końcu była JEGO osobistą pokojówką, lecz mimo iż chciał się z nią trochę pobawić to podejrzewał, że po ostatnim spotkaniu dziewczyna będzie ostrożniejsza i nie pozwoli mu się zbyt zbliżyć do siebie.~Co za strata...~pomyślał bujając się w fotelu. Nagle coś wpadło mu do głowy.-Ula-chan ubieraj się wychodzimy-oznajmił.
-Wychodzimy? Ale gdzie?
-Masz pięć minut- Ulqliora pospiesznie wyszła z biura "Kisuke-sama" i podążyła do szatni by się przebrać w coś przyzwoitego. Po czym wróciła do Kamit'a.-Jeśli jesteś gotowa to idziemy.
-Gdzie?
-Zobaczysz w swoim czasie-to mówiąc czarnooki złapał nastolatkę za rękę i pociągnął za sobą.
Kamito prowadził Ulqliorę prawie przez całe miasto do najlepszej, jego zdaniem, restauracji jaką zna. Para zdjęła z siebie kurtki i zajęła miejsce.-Więc na co masz ochotę Ula-chan?-zapytał Kisuke przeglądając menu.
-Obojętnie.
-Naprawdę ciężko cię rozgryźć-westchnął chłopak.
-W takim razie nie próbuj bo połamiesz sobie zęby.
-Dobra... Kelner, danie główne razy dwa.
-Tak jest sir- mężczyzna ubrany w smoking zapisał zamówienie i odszedł od stolika. W czasie gdy potrawy były przygotowane Ulqliora siedziała w ciszy wpatrując się w okno (byle by nie patrzeć na irytującego natręta :P), czarnowłosy robił podobnie, tylko że on wpatrywał się w niebieskooką. Podziwiał jej lśniące białe włosy, czarujące, a zarazem zimne niebieskie oczy i idealną figurę (głównie piersi) i wtedy coś przyciągnęło jego uwagę.
-Po co ci takie wysokie rękawiczki?-zapytał.
-Nieważne.
-No powiedz proszę- nalegał patrząc z nadzieją w oczy Ulqliory.
-Nie-odpowiedziała oschle.
-Nani?- chłopak zrobił minę jakby zaraz miał się rozpłakać i wtedy zauważył, że kąciki ust nastolatki uniosły się lekko do góry. Uśmiechnął się na ten widok.
-Co ci znowu chodzi po głowie zboczeńcu?
-Z-Zbo...Nie ważne, nic takiego-I tyle ze słodkiej Ulki...pomyślał. Właśnie w tej samej chwili kelner przyniósł jedzenie. Romanos wzięła kęs do ust i otworzyła szerzej oczy zaskoczona.
-Pyszne-westchnęła.
-A co myślałaś, że idę z tobą przez całe miasto żeby cię otruć?
-Nie wiem, jesteś zdolny do wszystkiego.
-Gdybyś nie była taka oschła to by ci pomogło, wiesz?
-Gdybyś nie był taki zboczony nie była bym na ciebie zła.
-Naprawdę?-zapytał z nadzieją.
-W każdym bądź razie, nie w takim stopniu.
-To mi starczy.
Po wspólnie spędzonym obiedzie Kisuke zabrał dziewczynę do kina, a następnie poszli do parku. Przechadzali się chodnikiem i podziwiali kolorowe, jesienne liście opadające z drzew.-Ulqliora- szepnął Kamito gdy słońce zaczęło zachodzić.
-Tak?
-Ja... Chciałem cię przepościć- wydusił z siebie.-Po prostu mnie poniosło, nie powinienem...
-Ach, zamknij się już zboczeńcu-mruknęła zirytowana Ulka uderzając chłopaka w głowę.-Co prawda nie sądziłam, że jesteś zdolny do przeprosin, ale to nie zmienia tego, że to zrobiłeś. Jeśli żałujesz to się ogarnij.
-Nie mogę tego obiecać-westchnął Kamito.-Jesteś zbyt seksowna.
-Pamiętasz co mówiłam w hotelu?

Etto, przepraszam, że spóźniłam się z rozdziałem, ale... no nie ukrywam. Dostałam szlaban i nie byłam, w stanie pisać ;(
Mam nadzieję, że ten rozdział choć w pewnym stopniu was zaspokoi.

Pozdrawiam Ulqliora ;P

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 3

Było już ciemno, Ulqliora wracała do domu zmieszana. Odebrała swoją pierwszą wypłatę i czuła z tego powodu pewną satysfakcję, jednak to dla kogo i w jaki sposób pracowała strasznie ją irytowało.
-Wróciłam- powiedziała białowłosa gdy przekroczyła próg.
-Dziewucho, oddawaj kasę- warknął pan Romanos (mr. Romek :] ) łapiąc córkę za poraniony nadgarstek.
-Ale... To ja je zarobiłam...
-Co mówisz, nie słyszę- syknął mężczyzna mocniej ściskając rękę nastolatki. Dziewczyna jęknęła z bólu i zachwiała się lekko opierając o drzwi. Sięgnęła wolną ręką do kieszeni i dała ojcu pieniądze. "Romek" wziął  pieniądze i puścił Ulquliore spoglądając przy tym z pogardą.-Znaj swoje miejsce zdziro-powiedział po czym wyszedł z domu. Romanos opadła na kolana i złapała się za obolałą rękę, a w jej oku zakręciła się łza.
~O co mu do cholery chodzi!?~oburzyła się wstając. Wzięła klucz, kurtkę i wyszła z domu.
Romanos siedziała w parku od czasu do czasu popijając alkohol. Nie wiedziała, która to już butelka, ale jedno było jasne. Upiła się na tyle, że straciła świadomość.
-Hah? Romanos?-to były ostatnie słowa, które pamiętała.

Zmartwiony szatyn wpatrywała się w trzymaną w ramionach nastolatkę.
~Co jej się stało?~zastanawiał się.
-Jośekk pośtaaw m-mnie-mruknęła pijana Ulqliora.
-N-Nie. Nie będę ryzykował, że coś ci się stanie-wytłumaczył Smith.
-No weź Jośkuu, nje bądz taki-powiedziała nastolatka nadymając policzki.
-P-Przestań- speszył się nastolatek.
-Nje lubis mnie.
-Co?
-Joośek mniee nje lubiii- zapłakała białowłosa.
-Nie, nie, nie. To nie tak- uspokoił ją Josh.
-Szyyyli mniee lubiss?
-Tak, jak każdy- uśmiechnął się chłopak, ale Romanos tylko spochmurniała.
-Nje kaźdy...
Smith uznał, że da dziewczynie spokój. Resztę drogi szli w ciszy, a gdy doszli do domu chłopaka okazało się, że Ulqliora zasnęła. Szatyn położył niebieskooką na łóżku, sam usiadł obok wpatrując się w śpiącą nastolatkę. ~Co ja mam z tobą zrobić? I co ty robiłaś upita w parku?~zastanawiał się i nim się spostrzegł zasnął
<rankiem>
Ulqliorę obudził przyjemny zapach. Otworzyła oczy i zaskoczona stwierdziła, że nie jest ani w parku, ani w swoim pokoju. Usiadła i roztajała się po pomieszczeniu, było małe. Znajdowało się w nim łóżko, biurko i szafa, prawdopodobnie na książki.
-Oh obudziłaś się- usłyszała znajomy głos.-Śniadanie już prawie gotowe.
-C-Co ja tu robię?-zapytała nadal oszołomiona dziewczyna i dopiero po chwili poczuła efekty wypitego alkoholu
-Znalazłem cię upitą w parku- wytłumaczył Josh robiąc zatroskaną minę.-W porządku?
-Ta.. Chyba tak-westchnęła Romanos. Wstała i chwiejnym krokiem ruszyła w stronę kuchni i usiadła przy stole.
-Ulquliora-san co się wczoraj stało?-zapytał chłopak podając jej posiłek.
-Ah to, nieistotne. Mów mi Ulqliora dobrze-powiedziała wpatrując się w okno.-Która godzina?
-9:55, a co?
-Jestem spóźniona!
-Spóźniona, ale gdzie? Przecież jest sobota!-zaskoczył się Josh.
-Dziękuje za wszystko, pa!-pożegnała się Ulqliora, po czym wyszła z domu i pobiegła do pracy.
<hotel>
 -Ula-chan!-zawołała jedna z pokojówek, pracujących w hotelu, podbiegając di Ulqliory.
-Tak?
-Kisuke-sama prosi byś do niego przyszła.
~Kisuke-sama?~zamyśliła się białowłosa idąc do gabinetu.-Wołałeś?-zapytała zamykając za sobą drzwi.
-Tak,chcę z tobą porozmawiać-wytłumaczył brunet.
~Przecież nie spóźniłam się tak bardzo, tylko pół godziny~rozmyślała Romanos.-O czym?-zapytała.
-Chcę ci dać awans.
-Awans?
-Tak- Kamito uśmiechnął się i zaczął podchodzić do białowłosej.-Będziesz moja osobistą pokojówką.
-Nie che-powiedziała obojętnie.
-To nie było pytanie-wytłumaczył chłopak pochylając się nad nastolatką.
-Nie pozwalaj sobie na zbyt wiele-mruknęła zirytowana Ulqliora po czym odsunęła od siebie czarnowłosego.
-A ty nie bądź taka oziębła Ula-chan -zaśmiał się łapiąc dziewczynę za rękę i przyciskając ją do ściany.  -Chyba, że chcesz wylecieć.
-Jesteś podły- warknęła, a Kisuke nachylił się w jej stronę.-P-Przestań!-pisnęła Romanos gdy chłopak zaczął całować jej szyje. Ulqliora próbowała się wyrwać, ale na darmo.


Hejka!
Sorki, że taki krótki, no ale nie chciałam wam nic więcej zdradzać. Wiem jestem wredna >D. Nudzi mi się więc myślę, że trochę się poznęcam nad Ulą-chan hahaha... Nie bez przesady, nie będę się mścić i torturować nic z tych rzeczy. W każdym bądź razie będzie się działo, ale nie obiecuje, że nic jej nie zrobię :P.
Pozdrawiam wszystkich czytelników (i wspieram bloggerów) Ulqliora Romanos.